Nie byłam w stanie otrząsnąć się ze śmierci mojej najlepszej przyjaciółki ze starszej klasy. Ewelina miała na swoim koncie kilka prób, leczyła się z depresji, zachowania autodestrukcyjne nie były dla niej niczym nowym, a szpital psychiatryczny w naszym mieście znała jak własną kieszeń. Pomimo tego byłam w szoku, gdy dowiedziałam się, że nie żyje. Na kilka dni przed jej śmiercią zwierzała mi się, że ostatnio jest u niej znacznie gorzej. Cierpliwie wysłuchiwałam tego, co mówiła, starałam się jej pomóc, doradzić czy chociaż trochę podnieść na duchu. Stopniowo jednak zaczynało mnie to psychicznie wykańczać, sama przeżywałam dość trudny okres w swoim życiu, spowodowany śmiercią wujka. Nie mówiłam o tym Ewelinie, wiedziałam, że to tylko pogorszyłoby jej stan. Dzień przed śmiercią, jak zwykle wieczorem, zadzwoniła do mnie, by porozmawiać. Mimo że widziałam, że dzwoni, zdecydowałam się nie odbierać telefonu. Zadzwoniła do mnie jeszcze dwa czy trzy razy, ale za każdym razem uparcie ignorowałam połączenie. Możecie mnie nazwać egoistką, ale po prostu ten jeden raz nie czułam się na siłach, by z nią rozmawiać.
Następnego dnia, podczas szkolnego apelu, dowiedziałam się, że moja przyjaciółka odeszła. Wszyscy moi bliscy znajomi oraz większość nauczycieli wyraziła wobec mnie wyrazy współczucia, praktycznie cała szkoła wiedziała bowiem, że Ewelina była dla mnie jak starsza siostra. Nie miałam jednak odwagi powiedzieć im, jak poprzedniego dnia uporczywie ignorowałam telefony przyjaciółki. Policja oczywiście przejrzała jej komórkę i wyszło na jaw, że do mnie dzwoniła, ale wolałam kłamać, że mój telefon rozładował się niż przyznać się do tego, że celowo nie odbierałam jej połączeń.
Nadal nie jestem w stanie poradzić sobie z tą sytuacją. Czasami zastanawiam się, czy gdybym odebrała, to ona nadal by żyła.
Dodaj anonimowe wyznanie
Dzieci nie są od dźwigania emocji innych dzieci. Tu zawiedli dorośli.
Jasne, ze przyjaźnie są ważnym elementem. Nie mam na myśli zdrowych relacji i zwierzania sie z radości i smutków przyjaciołom.
Tu było inaczej, to była choroba. W tej sytuacji Autorko sama potrzebowałas pomocy by trwać przy chorej przyjaciółce.