#qv6wB
W którejś klasie podstawówki mieliśmy mieć robione zdjęcia. Oczywiście nie za darmo. Ustalono je na wtorek albo środę, zależy, jak fotograf się wyrobi.
W niedzielę zaczęłam kichać i troszkę kaszleć. W poniedziałek poszłam normalnie do szkoły. Dobrze się czułam, nic mi nie było, choroba nie zaczęła się rozwijać. Jednak we wtorek musiałam zostać w domu, bo mama powiedziała: „Co jeśli kogoś zarazisz?”.
W środę „na wszelki wypadek” również zostałam w domu, za to w czwartek już bez problemu poszłam do szkoły.
Pochodzę z biedniejszej rodziny. Dopiero po latach zrozumiałam, że mama nie chciała, abym miała zrobione zdjęcie, bo zapewne nie było czym zapłacić.
Zdjęcia klasowe były robione co roku, jak ktoś nie miał pieniędzy, to nie musiał kupować odbitki (wystarczyło tylko zgłosić ten fakt wychowawcy) i było to wyraźnie powiedziane zarówno uczniom, jak i rodzicom na zebraniu. Jeśli chodzi o zdjęcia indywidualne (legitymacyjne, portretowe), to wychowawca robił listę chętnych uczniów, jak ktoś z różnych powodów nie chciał takich zdjęć, to się nie wpisywał na listę.
U mnie nie były robione co roku. Mieliśmy raz w zerówce i potem w 3 kl podstawówki. Później dopiero w technikum.
Ale kwestie finansowe chyba mieliście wyjaśnione?
Jednak czym innym są kwestie finansowe, a czym innym kwestie emocjonalne. Pamiętam te zdjęcia klasowe, pamiętam złość mojej matki, bo trzeba będzie zapłacić. Bo przecież nie mogłam być jedyna w klasie, która nie będzie miała odbitki. Pamiętam jak koleżanki i koledzy zapisywali się na te wersje portretowe, jak się z nich cieszyli, pamiętam, że bardzo chciałam być częścią tego podekscytowania, ale nie mogłam. Raz jeden uległam temu i zgłosiłam się, bo różnica w cenie nie była jakaś duża i wtedy cała klasa zapisała się na wersje rozszerzone. Pamiętam jakie piekło miałam wtedy w domu.
Szkoda, że Autorki nie było na zdjęciach, bo to też pamiątka dla innych uczniów. I nie uważam, żeby było to dobre rozwiązanie, ale być może bardziej bolesne okazałoby się patrzenie jak wszyscy inni się cieszą, a ona nie może tej radości z nimi dzielić. Jednak łatwiej takie sytuacje się znosi, kiedy po prostu można je przeczekać gdzieś w oderwaniu od tej zbiorowej ekscytacji.
Ale autorka pisze o dawnych czasach, a wtedy raczej nikt się nie cackał z dziećmi i nie przejmował ich emocjami, więc zachowanie jej matki, jak na owe dawne czasy, było mocno nietypowe.
Znam ten ból.. Wiele fajnych rzeczy mnie omijało.