Wracałam z kumplem ze szkoły MPK. Wiadomo, o 15 jest bardzo tłoczno, duszno i gorąco, ale to nie zmieniło chęci kanarów, by sprawdzić bilety. Ja wraz z kumplem wpadliśmy w panikę, gdyż oboje jechaliśmy na gapę. Gdy kanar podszedł do nas, autobus zajechał akurat na przystanek. Ja szybko wysiadłam nim zdążył mnie sprawdzić, natomiast mój kolega został. Kanar poprosił go o bilet, na co mój kumpel odpowiedział: "Błogosławieni ci co nie widzieli, a uwierzyli" i szczerzył się do faceta, który stanął jak wryty. Ja zrobiłam oczy jak spodki, a kumpel roześmiał się i wyszedł. Kanar również się roześmiał i puścił go bez mandatu.
Dodaj anonimowe wyznanie
KONTROLER
Nie czepiaj się, potocznie się utarło kanar i tyle
A w ogóle z czego wynika określenie "kanar"?
Nie taki kanarek straszny, jak go malują. To nie jest tak, że sprawdzają bilety dla przyjemności, tylko dla zarobku.
Kierowca wstał i zaczął klaskać, a wszyscy podróżni złapali się za ręce śpiewając "Kumba ya!"...
A kierowca wstał i zaczął klaskać