#IIVFk
Początkowo nic nie wiedzieliśmy na temat tego, że według sąsiadów coś jest z naszymi lokatorami nie tak. Nikt do nas nie dzwonił, nikt z nami nie rozmawiał na temat rzekomych niegrzecznych zachowań dzieci - bo to o nie chodziło w tym wszystkim. Do czasu.
Pewnego dnia mieszkająca piętro niżej od nich ciocia zadzwoniła do nas i powiedziała, że jedna z sąsiadek chodziła po bloku z petycją, by EKSMITOWAĆ naszych najemców z mieszkania, właściwie nie podając żadnych argumentów (przy okazjo ciocia sama wyraziła swoje zdziwienie, ponieważ stwierdziła, że takich grzecznych dzieci to ona w tym bloku nie widziała - a mieszka tu połowę życia, w dodatku jest tak wrażliwa, że przy jednorazowym, głośnym krzyku jakiegoś dziecka byłaby zdolna do telefonu na policję).
Gdyby nie ciotka, o petycji byśmy się dowiedzieli dopiero w momencie otrzymania listu od spółdzielni, w którym poinformowano nas, że taka petycja została dostarczona (przy okazji dowiedzieliśmy się, że petycję podpisali wszyscy prócz naszej cioci).
Powody, dlaczego nasi najemcy mieliby opuścić mieszkanie, były tak absurdalne, że szkoda mi jest znaków (choć wymienię jeden: zarzucono tym dzieciom, że w trakcie Halloween to one obrzuciły jajkami wszystkie drzwi w bloku - co z tego, że te dzieci wtedy były chore, więc nawet nie miały jak tego zrobić).
Wydawało się, że na tym się skończy. Ale nie.
Gdy moi rodzice postanowili skontaktować się z naszymi byłymi sąsiadami w sprawie osób, którym wynajmowali mieszkanie, ci wyłączali się, odpowiadali lakoniczne, podawali głupie powody podane w petycji, a jedna z sąsiadek nawet idiotycznie spytała "To państwo nic nie wiedzą? To oni się państwu nie przyznali?".
Od tego dnia było już gorzej. Sąsiedzi postanowili "dokręcić śrubę", by przy drugiej petycji dopiąć swego.
Ciotka doniosła nam, że na przykład, gdy dzieci wracały z dworu do mieszkania, połowa sąsiadów zaglądała przez wizjery na korytarz, byle tylko przyłapać dzieci na przykład na wejściu w brudnych butach. Gdy coś takiego się stało, natychmiast musieli to sfotografować, by udowodnić "niszczenie mienia publicznego".
Podobnych sytuacji, gdy sąsiedzi zaczęli się czepiać o każde zachowanie dzieci (na inne dzieci robiące dokładnie to samo nie zwracając uwagi) było mnóstwo. Dodatkowo pojawiły się kolejne petycje.
W końcu, mimo działań z naszej strony, spółdzielnia uległa i nakazała naszym najemcom na opuszczenie mieszkania.
Stało się to jakieś dwa miesiące temu. Od tego czasu sąsiedzi stali się naszymi "najlepszymi przyjaciółmi", nagle zaczęli z nami (albo chciało im się) rozmawiać, jakby nigdy nic się nie stało, zapominając, że wcześniej mieli ochotę robić nam na złość.
Ale nikt z nas nie chce mieć już z nimi nic wspólnego.
zaraz, ale spoldzielnia to moze sobie eksmitowac osoby, ktore maja spoldzielcze prawo do lokalu ( nie wlasnosciowe), nie moze sobie ot tak ingerowac w to, komu kto wynajmuje lokal
no i cos takiego musialoby sie otrzec o sad
no i na pewno o kant d rozbic argumenty ze dzieci nie mowia dzien dobry lub maja brudne buty, ludziom ciezko sie pozbyc patologii, meliniarzy, a co dopiero rodzin z potencjalnie grzecznymi dziecmi
od takiego nakazu spoldzielni podobnie jak od kazdego innego ustalenia przysluguje sprzeciw
**niegrzecznymi dziecmi
to nie jest wystarczajacy powod, by kogos wywalic, nawet jesli nie bylyby grzeczne
Spoldzielnia może nakazac włascicielowi aby eksmitował, rozwiązał umowe najmu jesli najemca w jakis sposob lamie prawo lokatorskie. Troche w tej historii powiewa bujdą, ale wiem, ze sasiedzy potrafia byc bezlitosni.
Zastanawia mnie tylko skoro byli tacy idealni to co sie stalo, ze nagle wszyscy chcieli sie ich pozbyć? Moze zaszli za skore jednej sasiadce a ono dorobila legendę :/
no ok, ale niegrzeczne dzieci wnoszace piach na klatke to nie argument
argumentem zrozumialym moglaby byc melina, zniszczenie mienia, pijackie libacje, zaklocanie spokoju glosna muzyka na full niezaleznie od pory dnia, takie rzeczy
a nie dzieci
i od takiej decyzji przysluguje odwolanie
ciekawa jestem co bedzie z kolejnymi lokatorami?
Też mi to wygląda na mocno naciągane. Jest problem by wywalić brudasa, który robi w mieszkaniu wysypisko śmieci, żyją tam szczury i robactwo, a oni się pozbyli spokojnej rodziny. No grubo naciągane.
Jak parę lat temu wprowadziliśmy się do bloku, okazało się ,ze jest problem z mrówkami faraonkami, co jakiś czas przychodził facet do mieszkań, żeby mrówki wytępić, ale jedna lokatorka która mieszkała obok nas nie zgadzała się na wytrucie mrówek i co kilka miesięcy mrówki od nowa się pojawiały bo kto miał doczynienia z takimi mrówkami na pewno dobrze wie jak trudno je wytępić. A były dosłownie wszędzie. Żałowałam że się tam wprowadziliśmy. Ale spółdzielnia nie mogła nic z tym zrobic, ponieważ babka miała prawo do takiego wyboru. W końcu mieszkańcy bloku się wkurzyli i wszyscy złożyli pozew do sądu o przymusowa dezynfekcję w jej mieszkaniu. Babka w końcu się poddała bo nie chciała chodzic po sądach i odtąd skończył się problem z mrówkami. Sprawa by się jeszcze długo ciągnęła gdyby sama nie zdecydowała się poddać po tym jak dostała pozew. Więc w ogóle mi się w ta historię wierzyć nie chce, że ot tak można sobie kogoś eksmitować.
No własnie, te prawa lokatorskie to bardziej, nieustanne zakłócanie ciszy nocnej, niszczenie klatki i innych rzeczy nalezacych do spoldzielni, zbieractwo, ogolne uciazliwy baaardzo lokator, a tu co? dzieci za glosne, i brudne buty?
A bazia i jeszcze coś. Spoldzielnia tez moze eksmitowac lokatora posiadajacego mieszkanie własnościowe. Dlaczego? Zaden własciciel nie ma mieszkania własnosciowego na własność, jest współwłaścicielem mieszkania na pol ze spoldzielnia :) a spoldzielnia może wyeksmitowac takiego lokatora w przypadku zadłużenia mieszkania w kwocie przewyzszajacej wartosc mieszkania (ale musza dac lokal zastepczy)
Byłam jedną z somsiadek. Mieszkałam z nimi przez ścianę. To była udręka! Z ich mieszkania było słychać jakieś dziwne stęki i satanistyczne rytuały, a te wstrętne kaszojady rzucały z okna stolcem w nasze dzieci jak wychodziły się pobawić.
hahaha kocham twoje komentarze <3! XD
No dobra, ale po co to robili? Co na tym zyskali?
Zacznij pisać petycje na każdego z sąsiadów - bo ma krzywy ryj, bo śmierdzi, bo ubiera się jak wieśniak, bo je kapustę itd.
Spółdzielnie mieszkaniowe powinny przestać istnieć.
Moze nic nie zyskali, ale 'pozbyli' sie z bloku kogos, kto nie odpowiadal im pogladowo?
Cytujac 'To państwo nic nie wiedzą? To oni się państwu nie przyznali?' - moze to byli obcokrajowcy, moze byli innej religii, moze byli wegetarianinami, moze to para homoseksualna, moze mieli tatuaze, moze pili duzo alkoholu. Jednej osobie sie to nie spodobalo i podburzylo reszte. A ze nie mozna wyrzucic kogos bo 'nie chodzi do kosciola' to wymyslili niszczenie mienia publicznego.
Nie wiem czy to prawdziwa historia (wyglada podejrzanie), take sobie gdybam
A może chodziło po prostu o to że autorka miała chajs od tych ludzi, a jak komuś się lepiej powodzi to znaczy że trzeba podpierdolić tą osobę gdzie się da żeby nie miała za dobrze w życiu
A ja uważam, że byli zazdrośni o dochód z wynajmu. Po prostu. Z kolejnymi zrobią to samo.
@Szyszka32
Jeżeli historia jest prawdziwa i faktycznie to z zazdrości, to chyba z kolejnymi będzie już problem. Ciężko będzie im udowodnić, że kolejni najemcy też źle się zachowują, to bardzo mało prawdopodobne.
Ciekawy jestem, co im tak bardzo nie pasowało. Czyżby pan lokator bądź pani lokatorka miał/a swoje własne zdanie całkiem odmienne od innych sąsiadów?
No dobrze, ale taka kolektywna zgoda nie bierze się znikąd, zwłaszcza, gdy inne dzieci robią to samo. Wy tam mieszkaliście, ciotka też długo i wcześniej incydentów widać nie było. Nagle by się zawzięli na niewinnych ludzi? Nie mówię, mogli się mylić, ale żeby tylko ciotka, na dodatek wrażliwa, jeszcze te dzieci chwaliła, to już zupełna rozbieżność.
Prawda pewnie gdzieś tam pośrodku, skoro tak się skończyło.
Trochę nie chce mi się wierzyć w to wyznanie
Każdy z nas miał upierdliwych sąsiadów, a ilu znacie ludzi, którzy zrobili w tej sprawie petycję?
I ta zmowa przeciwko 'grzecznym dzieciom'
Komuś się chyba nudziło
Byłam w podobnej sytuacji, tylko, ze sąsiedzi to moi byli współlokatorzy, którzy od samego początku jak tylko się wprowadziłam to próbowali mi uprzykrzyć życie na milion sposobów, kiedy skontaktowałam się z poprzednia lokatorka była w szoku bo jej mieszkało się bardzo dobrze. W końcu po prawie pół roku wyprowadziłam się, jednak niesmak pozostał
Podejrzewam, że lokatorzy nie chodzili do kościoła.