#pBqm2

Rzecz miała miejsce 4 kwietnia 2005 roku, czyli dwa dni po śmierci Jana Pawła II. Miałam wówczas 13 lat, a w sercu wielki ból, nad którym jednak zdawała się dominować duma z narodowego pojednania. 

Siedziałam wieczorem przy oknie i dumałam nad tym, że wszyscy Polacy to wielka rodzina, gdy w oknach sąsiadów zauważyłam zapalone świece. Ostatecznie wydumałam, że na znak osiedlowej solidarności i ją muszę taką mieć. Znalazłam tylko jedną, dość mizernych rozmiarów świeczkę i stwierdziłam, że nikt jej nie widzi. Dobrym podwyższeniem dla świeczki stała się ziemia w doniczce z kaktusem. 

Zadowolona z pomysłu pomaszerowałam do drugiego pokoju oglądać z rodzicami telewizję. W przerwie reklamowej udałam się do łazienki, jednak w połowie drogi stanęłam jak wryta. Kaktus, a właściwie około półmetrowy, kolczasty badyl, płonął niczym pochodnia. Buchający z niego ogień smyrał już lekko firankę. Przez chwilę podziwiałam najjaśniejsze okno tego wieczoru, po czym przygotowana na konsekwencje mojego czynu spokojnym głosem oznajmiłam: "Mamo, kaktus się pali". Pomijając wszystkie przekleństwa, to mama nie powiedziała nic.
Marynowanegrzybki Odpowiedz

Ostatnie zdanie najlepsze!:)

Dita64 Odpowiedz

Głupiutkie dziecko

Dodaj anonimowe wyznanie