#oxupt
Mieszkam z nim w jednym pokoju oddzielonym szafą i firanką, odkąd mam prawko zawoziłam go do szkoły nawet jeśli nie było mi po drodze, w liceum i na studiach, nigdy nie robiłam problemu z tego, kiedy mama nie miała czasu to chodziłam z nim do dentysty, rejestrowałam go do lekarza, mamie pomagałam ogarniać sprawy urzędowe, tacie tak samo, ogólnie kiedy trzeba było to pomagałam, odwoływał spotkania z chłopakiem czy znajomymi.
A wczoraj kiedy mama stwierdziła, że będę go przez trzy następne miesiące dowozić na 8.00 do szkoły kiedy mam wolny miesiąc, a później mam zajęcia online to się zbuntowałam bo stwierdziłam że to nie fair, że nikt mnie o zdanie nie zapytał ani tego ze mną nie ustalił i oznajmiłam, że we wrześniu mam wolne mogę go wozić ale od października nie ma takiej opcji (dodam, że kiedyś poruszał się już autobusem do szkoły bo na tyle ogarnia życie, teraz jest problem bo covid i że coś dotknie w autobusie później oczy przetrze albo usta i zachoruje a nie wiadomo jak jego choroby z tym by współgrały) Więc wtedy zaczął się szantaż emocjonalny, że co ze niby ma się zwolnić z pracy żeby go wozić? "Ciekawe co ty byś zrobiła jakbyś miała chore dziecko" ...
Zostało mi pół roku do końca studiów i będę się chciała po nich wyprowadzić i to jak najszybciej, mam już dość że w wieku 21 lat musiałam być w domu 22.15 "bo ja nie mogę spać bo się o Ciebie martwię", takie były tłumaczenia mamy. Albo jesteś pod moim dachem ja Cię utrzymuje, więc będzie tak jak ja mówię. Dodam, że nigdy nie byłam problemowym dzieckiem, wszystkie świadectwa z paskiem matura dobrze zdana, ciężkie studia, na imprezach łącznie może 6 byłam, nie licząc wyjść czasem do pubu z grami planszowymi, żeby przy piwku pograć. Ale wszystko grzecznie po 18-stce.
Więc w ogóle nie rozumiem czemu, kiedy odmawiam zaplanowania mi 3 następnych miesięcy przez nią, robi mi takie wyrzuty. Rozumiem, że ona poświęciła pracę i życie towarzyskie na rzecz chorego syna, ale czemu mnie tym obarcza? Czy to jest fair?
Ostatnio odkryłam, że jestem osobą wysoko wrażliwą, w sensie że jest więcej takich osób, bo ja od dziecka mam wybuchy emocji szczególnie płaczu i nikt nic na przestrzeni lat z tym nie zrobił, w końcu sama zapisałam się do psychologa. Mam nadzieję że to mi pomoże.
Trochę poplątane te moje wypociny, ale mam nadzieję że zrozumiałe i że ktoś może coś poradzi.
Myślę, że rodzice przyzwyczaili się do pewnej wygody, która wynika z Twojej obecności. Ciężko będzie wyegzekwować Ci zmianę mieszkając w domu. Dla Twoich rodziców to, że jesteś w domu = pomagasz przy bracie. Prawda jest jednak taka, że nie jest to Twoja odpowiedzialność. Myślę, że bardzo dużo robiłaś i robisz dla brata. Pomyśl jednak jak będzie wyglądać Twoje życie za 10, 20 lat? Będziesz wozić brata do świetlicy dla osób niepełnosprawnych, siedzieć z nim wieczorami?
Poczytaj o syndromie "idealnego dziecka" czy nie to właśnie starasz się robić?
Dobrą opcją będzie wyprowadzka z jednoczesnym zaznaczeniem granic "chętnie zaopiekuję się Młodym w wakacje na tydzień abyście mogli pojechać nad morze" czy coś takiego abyś pokazała im, że jesteś w rodzinie ale na dalszej orbicie, nie pozwalając na odwalanie obowiązków rodziców na co dzień.
Nie będzie Ci łatwo, rodzice nie odpuszczą. Uznali, że dzielisz z nimi odpowiedzialność za chorego członka rodziny i kiedy spróbujesz się uwolnić, będą wściekli, obawiam się, że nie zrozumieją, zamiast tego będziesz dla nich potworem bez serca.
Tylko czy to naprawdę coś zmieni, i tak nie traktują Cię jak dziecka, tylko jak pomoc do swojego chorego dziecka. A poświęcenie życia dla chorego brata, nie jest twoim obowiązkiem. Trzymaj się.
@boruta6: Od tego są specjalne ośrodki opiekuńcze, jeśli ktoś nie może/nie chce opiekować się osobą starszą lub niepełnosprawną...
To nie jest zadanie siostry to jest praca na cały etat. Wykonują ja instytucje lub płatni opiekunowie
"Ciekawe co ty byś zrobiła jakbyś miała chore dziecko" ...
Ale NIE MASZ. To NIE TWOJE dziecko i nie ponosisz za nie ŻADNEJ odpowiedzialności. Rodzice zrobili, rodzice odpowiadają. Sama też się na świat nie pchałaś, żeby musieć być im cokolwiek winna. Trzymaj się dzielnie i nie dawaj szantażować.
dokladnie, chlopak nie jest DZIECKIEM autorki, jest jej BRATEM
jest dzieckiem i problemem ich matki/rodzicow, nie autorki i nie musi ona poswiecac dla niego swojego zycia
Niedawno był wpis dziewczyny, której matka mówiła, że urodziła ją specjalnie po to, żeby miał kto się zająć jej niepełnosprawnym starszym bratem po śmierci matki
W sumie to będąc dzieckiem usłyszałam coś podobnego, lecz w przeciwieństwie do tego typu historii, moja jest pozytywna.
Mój brat od zawsze cierpi na pewną chorobę genetyczną, gdy się urodziłam był już nastolatkiem. Podczas typowego dla dzieci bombardowania rodziców pytaniami w stylu "jak się urodziłam?" mama zawsze mówiła, że bardzo chciała mieć córkę, ale też chciała mieć dwoje dzieci, żeby kiedyś miał kto pomóc bratu. Mnie loteria genowa nie pominęła i mam to samo co brat, ale z wstępnego założenia rodziców wywiązaliśmy się idealnie. Jesteśmy dla siebie ogromnym oparciem i można powiedzieć, że wspólne przejścia sprawiły, że nikt nie rozumie nas lepiej niż to drugie. Nie zliczę ile razy ratował mi dupę. Najlepszy przyjaciel do grobowej deski. I tylko się śmieję pod nosem kiedy rodzice są zazdrośni o nasz świetny kontakt, że przecież sami tego chcieli 😁✌️
nie rozumiem okrucienstwa rodzicow decydujacych sie na dziecko by ich wyreczalo
albo ryzykujacych zdrowiem drugiego dziecka w przypadku prawdopodobienstwa wady genetycznej
Podstawowe pytanie: co się stanie jak się nie zgodzisz? Mama da ci szlaban? Nie moze. Z domu cie wywali? Nie może gdy jeszcze się uczysz. Pogniewa sie na Ciebie? No ojeju jej strata, kto jej pomoże przy dzieciaku jak się nie będzie do Ciebie odzywać? Ona nie ma żadnej władzy nad Tobą poza tym, że będzie narzekać i jojczyć. Ty narzekasz a ja to guzik obchodzi. Czemu ciebie jej narzekanie juz tak?
Powinnaś jej postawić sprawę jasno. Jesteś dorosła robisz co chcesz.
"Albo jesteś pod moim dachem ja Cię utrzymuje, więc będzie tak jak ja mówię"
No niestety uświadom ją, że dorośli sami o sobie decydują a ona musi Cię utrzymać do 25 roku życia albo tak długo jak się uczysz. To jej obowiązek który wszedł w życie z chwilą kiedy zdecydowała się zaciążyć. Dzieci to obowiązki i wyrzeczenia, nawet jak sa juz duże.
Pokrzyczy, popłacze, poużala się ale potem jej przejdzie i może w przyszłości uda ci się iść wlasnie na kompromisy a nie wszystko tak jak ona chce
Co wy macie z tym wiekiem? Nie ma granicy do której rodzice mają obowiązek utrzymywania dziecka. Są warunki w których młodszych nie trzeba utrzymywać oraz takie w ktorych i 30 letnie "dzieci" są finansowym obowiązkiem rodziców. W przypadku chorego dziecka obowiązek nigdy nie ustaje.
Skoro matka nie pracuje, to co sprawia, ze z dzieckiem do szkoly autobusem nie pojedzie?
Skoro dupska sie ruszyc nie chce, to niech busa synowi załatwi (szkoly specjalne i integracyjne mają busy nawet dla "ludzi z miasta)
Jest milion wyjść, ale troche mamusie przyzwyczaiłaś do wygód. Pogadalas z psychologiem, to teraz czas pogadac z matką i zaczać żyć
Skąd pomysl, ze matka nie pracuje?
@Karboksyhemoglobina 13 wers od dołu
"Więc wtedy zaczął się szantaż emocjonalny, że co ze niby ma się zwolnić z pracy żeby go wozić?" Srodek wyznania. Matka pewnie pravuje tylko nie w pracy swoich marzeń.
@Karboksyhemoglobina Faktycznie.
Karbo fakt, chyba czytając w mojej glowie pojawil sie zasilek pielegnacyjny na niepelnosprawne dzieci. W sumie moze isc to calkiem niezle pieniadze (o ile sie nie myle 1800 do 16r.z) albo moze zatrudnic asystenta rodziny, albo moze poprosic mops o pracownika spolecznego( to sa ludzie zatrudniani w pracach spolecznych na 1/4 etatu i pensja od mops) Jest milion wyjść.
Kiedys mowilam ze pracowalam przez chwile w sekretariacie szkoly specjalnej, ja nie widzialam problemu u pracujacych rodzicow, przeciez sa swietlice czynne od 6 do 17 (roznie) busy, jest tyle mozliwosci i ułatwień.... ale najlepiej darmowa opiekunka siostra.
@Waniliowabeza Problem jest gdy te dzieci dorosną. Były jakiś czas temu akcje protestacyjne rodziców takich dorosłych już niepełnosprawnych. Nie pamiętam konkretów, ale chyba przechodzą na normalną niską rentę, czasem są orzeczenia że zdolny do prostej pracy fizycznej itp. Rodzice wypowiadali się że zostali sami z dzieckiem praktycznie bez pomocy finansowej.
brat jest obowiazkiem rodzicow, nie twoim
uwazam, ze takie osoby powinno sie oddawac do osrodkow a nie obarczac opieka nad nimi rodzenstwo
matka tez toksyczna
uciekaj jak najszybciej
Wiesz co ci najlepiej pomoże? Wynajem mieszkania dla siebie. Nie będzie to proste ani tanie, ale dobrze by było odłożyć trochę grosza i uciekać stamtąd.
A argumenty z chorym dzieckiem mnie rozwalają - nie masz obowiązku opiekowania się bratem, nie jesteś jego rodzicem.
Mam podobny problem, z tą różnicą, że moja młodsza (ale pełnoletnia) siostra jest ćpunką. Cały rytm dnia jest dostosowany pod nią. Ja studiuję, młodsza 17 letnia siostra chodzi do szkoły. Rodzice pracują jako lekarze, często nie ma ich w domu. My musimy być, bo co jeśli siostra akurat przyjdzie? Albo okaże się, że umarła lub trafiła do szpitala? Nasze sukcesy były zawsze „mniej ważne” niż kolejna próba samobójcza albo przedawkowanie siostry. Moi rodzice są współuzależnieni, siostra ma wyżarty mózg, jest agresywna, uzależniona od wszystkiego.
Na to nie ma rozwiązania. Rodzice boją się przyszłości niepełnosprawnego dziecka i chcą, aby inne je niańczyły już za życia, żeby robiły to też po śmierci rodziców. Niepełnosprawne dziecko to problem i zmiana. Bardzo współczuję!
@laura95 Wybacz, ale twoi rodzice są idiotami. Jako lekarze nie powinni mieć problemów z załatwieniem ośrodka odwykowego dla córki.
Ona była wielokrotnie na odwykach. Nie jest ubezwłasnowolniona, ale posyłano ją na odwyki w ramach przymusowego leczenia sądowego. Była też prywatnie na odwyku, miała najlepszą opiekę pod tym względem. Ale są dwa problemy:
1. Ona nie chce tych odwyków, chce ćpać i nie planuje z tego rezygnować.
2. Rodzice są współuzależnieni i nie chcą się odciąć od niej na amen.
Ona po tych odwykach i tak ćpała. Oprócz tego była na substytucyjnym leczeniu metadonem i buprenorfiną - i nic!
Pamiętam Twoje wyznanie. Coś się udało zmienić?
@laura95 Czyli macie w domu trzech narkomanów. Uciekaj z siostrą jak najszybciej
Kris, to, że rodzice są współuzależnieni nie oznacza, że tkwią z nią w nałogu i sami są narkomanami. To oznacza, że stwarzają siostrze warunki do pielęgnowania nałogu i nie potrafią się od niej odciąć, dają jej pieniądze itp. Sami chodzą na terapię.
Innanitka, niestety, sytuacja wciąż wygląda tak samo jak wcześniej.
Ja akurat rodzeństwa nie mam, ale fragment "mam już dość że w wieku 21 lat musiałam być w domu 22.15 "bo ja nie mogę spać bo się o Ciebie martwię", takie były tłumaczenia mamy. Albo jesteś pod moim dachem ja Cię utrzymuje, więc będzie tak jak ja mówię. " jest dosłownie o mnie, miałam tak samo w tej sferze. Wyprowadziłam się do innego miasta. Miałam miesiące słuchania "i tak zaraz wrócisz z podkulonym ogonem", ale jak matka zobaczyła, że sobie radzę to dała spokój i wiesz co? Teraz mamy zajebistą relację jak nigdy.