#oYVSh
Ogarnął się, zaczął chodzić na spotkania, przestał pić. Przestał brać leki. Już było cudownie, aż do początku pandemii. Zaczął się dziwnie zachowywać, wpadł w wir pracy, nie wracał czasem na noc, był opryskliwy, wszystko go we mnie denerwowało. Pomyślałam, że pewnie mnie zdradza i właśnie rozpada nam się małżeństwo, jednak pewności co do zdrady nie miałam. Nadal nie jestem pewna co do zdrady, ale już wiem, co się z nim dzieje. Zaczął pić. Ja siedzę w domu, dbam o siebie, mam chorobę, przez którą mam obniżoną odporność, wiec stosuję maseczki, rękawiczki, płyny do dezynfekcji, jak już raz na dwa tygodnie wyjdę na te zakupy.
Wyobraźcie sobie moją rozpacz, jak w piątek wchodzi w nocy mój mąż, ledwo się trzyma na nogach, pijany, bez mycia rąk, ładuje się prosto do łóżka i zasypia. Obudził się rano, pojechał gdzieś taksówką, wrócił trzy razy bardziej pijany i znów to samo. Zero higieny, prosto do łóżka. I nie mówcie mi, że mam go nie wpuszczać. Zamknęłam się wczoraj, ale on po pijaku nie ma żadnych zahamowań, walił do drzwi 20 minut w nocy, aż podałam się, bo co sąsiedzi winni, i go wpuściłam.
Boję się. O niego, ale bardziej o siebie. Chcę rozwodu, przygotowałam wniosek, ale sądy teraz nie zajmują się tak "błahymi " sprawami. Nie wiem co robić, jestem w strasznej rozsypce. On się już raczej nie zmieni. A ja się boję nie tylko o zdrowie, ale też o finanse. Nie wiem co mu strzeli do łba po pijaku.
"bo co sąsiedzi winni" - a Ty? niech wali, jak zadzwonią na policję to go otrzeźwi. Przemocowcy wybierają sobie ofiary, najpierw starannie je testując. Wie już jakie masz słabe punkty i wie jak je nacisnąć. Ciekawe co by powiedział policji podczas gdy obowiazuje zakaz wyjść innych niż konieczne, po zakupy jechał nocą?
Ale po co czekać na sąsiadów? Niech sama zadzwoni. Boi się o swoje zdrowie i życie, to chyba logiczne.
Może jak go zabiorą na wytrzeźwiałke to go troche otrzeźwi ;>
Co z tego że mąż kiedyś był cudowny, niestety alkoholizm zmienia ludzi i to na gorsze. On już raczej nie będzie taki jak kiedyś, zastanów się czy chcesz żyć w takiej patologii.
Nie wpuszczaj go do domu pod żadnym pozorem. I nie patrz na sąsiadów. To on powinien się wstydzić za siebie, nie Ty za niego. Niech się tłumaczy policji, a rano krótka piłka. Albo trzeźwieje od teraz albo go konsekwentnie zostawiasz. Wiem co mówię. Też wywijałem podobne numery swojej byłej kobiecie.
Alkoholizm jest straszną i nieuleczalną chorobą. A z tego co piszesz twój mąż łapie silne zaskoki i "ssanie". Alkoholicy którzy wygrali już jedną walkę i udało im się wytrzeźwieć na dłuższy czas muszą nieustannie pracować nad swoją psychiką i nerwami. Każde gorsze samopoczucie powoduje u nich w głowie walkę z głodem. Głód potrafi wrócić po kilku latach niepicia i czai się w głowie, gdzieś z tyłu, czekając żeby się ujawnić kiedy człowiek chodzi poddenerwowany. Tak jak pisałaś o tym kiedy twój mąż stawał się właśnie zirytowany i opryskliwy.
Albo coś się psuje między wami albo mąż ma problemy o których nie chce rozmawiać.
Porozmawiajcie ze sobą szczerze i stanowczo kiedy będzie trzeźwy. A jak nie będzie chciał wytrzeźwieć to musisz być konsekwentna w swoich działaniach.
Chociaż wiem jakie to trudne kiedy się kogoś naprawdę kocha.
Wywal go z domu jak będzie trzeźwy.
A jak wróci po pijaku, dzwoń na policję, zamiast się litować nad wszystkimi dookoła.
Dałaś mu jedną szansę... Teraz musisz go puścić. Albo odbije się od dna, albo nie... ale przynajmniej nie pociągnie go za sobą. Jesteś mądrą kobietą, pamiętaj o telefonach zaufania, o tym, że jeżeli będzie się awanturować możesz wezwać policję. Alkoholizm to tragedia dla wszystkich naokoło - partnerów, rodziców, dzieci. Podjęłaś słuszną decyzję!
Daj mu do zrozumienia jasno i stanowczo albo ty albo alkohol (ofc. jak będzie trzeźwy), jeżeli jest jeszcze w stanie nad tym panować to są różnego rodzaju terapie, poradnie itd, jak po tej rozmowie upije się choć raz - to znaczy że wybrał alkoholizm, a to jest podstawą do rozwodu z orzeczeniem winy męża.
Współuzależnienie i tyle. A wpuszczając go do domu " bo co sąsiedzi winni" tylko mu szkodzić. Jakby obudził się w celi to wtedy może by do niego dotarło co zrobił. A tak przecież nic się nie dzieje, budzę się w swoim łóżku u boku swojej żony więc jest ok.
Narażenie Twojego zdrowia bądź życia (pandemia + Twoja obniżona odpornosć) i nałóg (zwany także chorobą) to wystarczający powód do rozwodu i wcale nie błahy.
To już nie jest Twój mąż tylko choroba na dwóch nogach. I to taka, która nigdy nie pozwala normalnie żyć. Nikomu w rodzinie. Przykre ale trzeba ratować siebie. Drzwi na klucz i niech śpi na wycieraczce. I rozwód jak najszybciej
Nie wpuszczają gadziny! Stwarza zagrożenie dla Twojego życia i zdrowia.