#AeQhU
Kiedy miałam 12 lat, dostałam pierwszego okresu. Co w tym anonimowego?
Wstydziłam się tego tak bardzo, że zmieniałam podpaski w swoim pokoju i układałam je jedna na drugiej na półce w swoim pokoju, przykrywając je pluszakami. Wszystko się skończyło parę miesięcy później, gdy młodsza siostra wyjmując zabawkę natknęła się na całe siedlisko robaków.
I właśnie dlatego tak bardzo potrzebujemy edukacji seksualnej, której państwo nam odmawia.
W moim odczuciu nauka prawidłowej higieny w czasie okresu nie powinna być w żadnym wypadku nazywana edukacją seksualną. To zwykła fizjologia i zdrowa kobieta będzie miesiączkować niezależnie od tego, czy jest aktywna seksualnie czy nie. Naukę wycierania tyłka po kupie też nazwiemy edukacją seksualną, bo to intymne miejsce? To jeden z podstawowych obowiązków rodziców, żeby nauczyć dziecko higieny podczas korzystania z toalety czy w czasie miesiączki.
Nawet przy najlepszej edukacji, ale przy totalnym braku zaufania do rodziców nic się w tej kwestii nie poprawi.
janko, oczywiście ze rodzice powinni porozmawiac z dorastającym dzieckiem o taki rzeczach. Ale czy to robia? Wielu nie. Część to zrobi w dobry sposób, część zrobi jednak przekaże głupoty i zabobony a część nie zrobi tego wcale. Gdy takim dzieciom odbierzemy możliwość nauki o tym w szkole będziemy mieli problem. Dużo molestowanych dzieci, niechcianych nastoletnich ciąż i gromade dziewczynek panikujących, ze dostaly okres. Powinniśmy rozmawiac o naszej fizjologii, o seksie, o antykoncepcji itd po to zeby przestalo to byc tematem tabu. Wielu doroslych wstydzi sie o tym mowic, jak matka ma przekazac corce wiedze o okresie gdy wstydzi sie na glos powiedziec "podpaska"? Gdy przestaniemy o tym mowic nic nie zmieni sie na lepsze, będzie tylko gorzej.
Bawi mnie, że około 90% argumentów zwolenników tych konkretnych zajęć to rzeczy, które należą do innych dziedzin (jak np. higiena), a większość z pozostałych 10% to czysta biologia, która powinna być uczona na zajęciach biologii.
Jednocześnie nie mówię, że na takich zajęciach nie ma szansy być zupełnie nic przydatnego (chociaż w obecnnym polskim stanie systemu edukacji prędzej zaszkodzą i doprowadzą do większej ilości traum niż uchronią), ale chociaż posługujecie się prawdziwymi argumentami.
janko - owszem, to jest obowiązek rodziców, ale naprawdę, jak naiwnym trzeba być, by myśleć, że wszyscy, czy choćby większość rodziców, ten obowiązek spełnia. Rodzice nie rozmawiają z dziećmi na takie tematy i to się nie zmieni, jeśli nie będzie edukacji seksualnej w szkołach (wiadomo, nie mówię, że wszyscy rodzice, żeby za chwile nie pojawiły się komentarze "a ze mną jakoś rodzice rozmawiali"). Najpierw dzisiejsza młodzież musi nauczyć się rozmawiać o tych tematach i dopiero wtedy będą potrafili rozmawiać ze swoimi dziećmi. Niestety rzeczywistość wygląda tak, że w wielu domach słowa takie jak "seks", "antykoncepcja", "masturbacja", "penis", "wagina", czy nawet "okres" itd. są wstydliwym tematem tabu.
Lepiej założyć, że rodzice z dziećmi nie rozmawiają i wyedukować je w miejscu do tego przeznaczonym, niż błędnie ufać, że rodzice sami z nimi porozmawiają, bo to ich obowiązek.
bezdomna
Tylko, jeśli już patrzysz realistycznie i bierzesz pod uwagę tych gorszych rodziców, to weź też pod uwagę stan polskiego systemu edukacji.
Wiele osób porwanych pięknie brzmiącą ideą w ogóle nie myśli o tym, że skoro już o jednym rozwiązaniu myśli realistycznie, to drugim też powinno.
A już najgorsze jest postulowanie idei takich zajęć, bez wyszczególniania, jak dokładnie mają wygladać - bo wtedy automatycznie tworzy się również hurra-przyzwolenie i poparcie na te źle przemyślane i źle prowadzone zajęcia, póki nazwa się zgadza.
Oczywiście, że jestem również za tym, by ta edukacja wyglądała profesjonalnie, przedstawiała fakty, a nauczyciele powinni być wyszkoleni w temacie edukacji seksualnej. Dla mnie to coś tak oczywistego, że nawet nie trzeba o tym wspominać. Zresztą to nie jest strona do postulatów, wygłaszania wielkich idei i pomysłów, jak taka edukacja powinna wyglądać, to strona czysto rozrywkowa, na której możemy ewentualnie wygłaszać nasze opinie. Moją jest, że edukacja seksualna jest potrzebna, a całą reszte zachowam sobie na wypowiedzi w miejsach bardziej do tego przeznaczonych.
bezdomna
Niestety, jest to temat w którym "jak" jest dziesiątki razy ważniejsze niż "czy w ogóle", więc jeśli mówisz tylko "jest nam potrzebne coś o takiej nazwie", to Twoje wypowiedzi są szkodliwe społecznie, bo wytwarzają presję na akceptację zajęć o konkretnej nazwie, nie o konkretnym materiale i sposobie prowadzenia.
Co więcej, w ogóle nacisk na wprowadzenie podobnych zajęć póki nie będzie względnego konsensusu jak mają wyglądać jest bardzo szkodliwy, bo wiadomo jak to w naszych szkołach wygląda, gdy mają oddelegować "któregoś nauczyciela" i "coś tam" przeprowadzić, albo u naszego rządu gdy ma "jakieś tam szczegóły", wymyślić.
Niezależnie od tego, czy ktoś uważa, że powinno być to oddzielnym przedmiotem, czy być prowadzone na tych, na których już jest na to miejsce, publiczne naciskanie na wprowadzenie "czegoś tam" bez podawania propozycji i szczegółów jest szkodliwe, więc lepiej nie mówić nic, niż samo "potrzebujemy edukacji seksualnej".
No i oczywiście, "żeby była prowadzona dobrze", "profesjonalnie", "materiał był odpowiedni" to żadne propozycje, bo tego chce każdy, ale każdy co innego przez to rozumie.
Jak już, musisz podawać np. konkretne rozwiązania, kto ma np. "odpowiedni" materiał wyznaczyć.
Bo nie można powiedzieć "chcę x i postuluję, żeby było zrobione właściwie", bo wtedy na pewno nie będzie zrobione właściwie.
Chodziłem do wiejskiej podstawówki 20 lat temu. Edukacji seksualnej wtedy nie było, natomiast o takich rzeczach jak miesiaczka uczyliśmy się normalnie na biologii. W piątej klasie. Za to o higienie w czasie okresu dziewczyny miały pogadankę na godzinie wychowawczej. Nawet jakieś próbki tamponów podostawały od pani pielęgniarki czy innej higienistki. Pamiętam, bo siostra do domu takie małe pudełeczko przyniosła.
Nooo trochę obrzydliwe. 🐛 swoją drogą to przykre, że nie byłaś na tyle świadoma faktu, że to naturalna sprawa, żeby potraktować to normalnie. Kwestia rodziców i niepotrzebnego tabu.
No, i dlatego najlepiej dzisiaj zabraniajmy aborcji i nie edukujmy nikogo. Wtedy na pewno takie przypadki znikną.
Jeju miałam podobnie, tylko składałam je w pudełku które trzymałam w łóżku i znalazła je mama... w sumie do dzisiaj się zastanawiam dlaczego tak robiłam, bo mama ze mną rozmawiała na takie tematy i też zawsze mówiła, że mogę jej mówić o wszystkim, dziwne
Współczuję siostrze traumy, której chyba dostała jeżeli nie od widoku to od zapachu 🤢
smutno sié to czyta, jak malo uczy sié w szkolach na ten temat. A i w domu tez chyba wiele ci nie mówiono.
Moja siostra upychała w szufladzie i gdy miałam z 11 lat to mi o tym opowiedziała, żebym ja tak nie robiła, tylko przyszła do niej, gdy zacznę krwawić. Ostatecznie i tak to od babci dostałam pierwszą potrzebną podpaskę. Była kilka lat przeterminowana.
Kurde, ominęłam pierwsze zdanie. Jakże żałuję. xD
Robaków? Chyba owadów. Ale okres jest raz na miesiąc więc sobie nie pojadły.
Ta, raz na miesiąc i może trwać nawet siedem dni i to nie jest kilka kropel w ciągu całego dnia. Serio jesteś taki głupi czy starasz się trollować?
ale to musialo smierdziec... nie przeszkadzal ci ten zapach?