#oDUXt
Każdy wolny czas spędzałyśmy razem. W międzyczasie spotykałyśmy się ze swoimi osobnymi znajomymi, ale jednak najważniejsza była ona. Ja dla niej też. Do czasu... Poznała jakiegoś chłopaka i od teraz liczy się tylko on. I tu nie chodzi po prostu o zazdrość. Tylko, że ona zepchnęła nasza 4-letnią przyjaźń na bok dla faceta, którego zna 3 miesiące. Teraz praktycznie się nie odzywa.
Czasu na wyjścia też nie ma, bo przecież jest on. Nie zrozumcie mnie źle, te lata spędzone z nią były najlepszymi w moim życiu... Ale teraz czuję, że trochę straciłam ten czas i tego kogoś kto w nim był, i nadal nie mogę się z tym pogodzić...
Ona jest zauroczona, przeżywa teraz istną burzę hormonalną, to tak jakby była naćpana miłością. Po tym jak przejdzie jej pierwsza faza, to oprzytomnieje ;)
Dokładnie. Trzeba umieć odpuszczać w takich sytuacjach. Chyba przyjaźń na tym polega..
Daj jej się nacieszyć. Ona czuje teraz przyjemne motylki w brzuchu. Prawdopodobnie nie dostrzega jeszcze jego wad. Być może snuje z nim jakieś plany na przyszłość (pod wpływem pozytywnych emocji ), a przecież to z nim będzie miała dzieci, dom itd. a nie z Tobą 🤷🏻♀️
Wiesz co to skrót myślowy?
@anonima161, bo większość młodych dziewczyn w początkowych miesiącach ma fazę i zatraca się w miłości sądząc, że to ta jedyna na całe życie, to normalne ;)
Anonima, nie ma to jak czepiać się na siłę.
Jakbym czytała swoją historię, z tym, że moja ex przyjaciółka nie wróciła. Olała mnie i drugą przyjaciółkę (wcześniej byłyśmy nierozłączną trójką) praktycznie z dnia na dzień, po drugiej randce ze swoim nowym chłopem. Finalnie nie utrzymujemy kontaktu, nie mówimy sobie nawet cześć. Jemu wmówiła, że to my ją olałyśmy. I szczerze a początku było mi przykro, ale po czasie uświadomiłam sobie, że miała więcej wad, jak zalet. Teraz już nawet nie tęsknie, nie rozpamiętuje, po prostu życie idzie dalej. Czasem włączy się jakiś sentyment, jak przeglądam jakieś stare albumy.
Moja była "przyjaciółka" mogłaby napisać to wyznanie, słowo w słowo. Brakowałoby w nim tylko tego, że JEJ problemy były zawsze ważniejsze od moich, zawsze musiałam ją pocieszać, gdy miała gorsze dni (nawet, gdy ja padałam ze zmęczenia). Nie chciała słuchać o moi zainteresowaniach i historiach, podczas gdy ja nie mogłam powiedzieć, że coś mnie nie interesuje. Znaczy mogłam, ale były to słowa ignorowane. Po prostu, gdy poznałam tego chłopaka byłam już na etapie, że miałam już powoli tego dosyć. A do tego w ciągu kilku ostatnich miesięcy każda próba kontaktu kończyła się na zdawkowych odpowiedziach.
Autorko, nie twierdzę, że taka jesteś! Po prostu czasem takie sytuacje mają drugą stronę medalu, tak jak u mnie :(
Niektórzy tak mają, potrzebują znajomych tylko wtedy, gdy nie mają partnera, bo nie potrafią być sami. Jeśli dalej tak będzie to przykro mi, ale nie warto inwestować w taką znajomość więcej energii. Można się z kimś takim spotkać czasem na kawę, ale to tyle. Przynajmniej masz miłe wspomnienia :)
Miałam tak samo. Tylko że jej to nie minęło. Z tym chłopakiem są aktualnie małżeństwem i stwierdziła że nie będzie zadawać się z nikim kto nie jest w stałym związku.
Miłość to potężne uczucie, którego jak widać Tobie brakuje w tym momencie. Jak się kogoś kocha to zrobi się dla niego wszystko. Nawet pozwoli mu się odejść kiedy zechce.
Szczerze? Nie ma nic gorszego niż taki bluszcz jak ty. Daj dziewczynie trochę odetchnąć. Ewentualnie ustal, żeby znalazła dla ciebie czas co weekend. Wiesz, ze czasem ludzie wyjeżdżają np. Na studia albo coś i to nie oznacza końca przyjaźni.
Moja przyjaciółka, gdy byłyśmy w szkole też miała pretensje, że się nią nie interesuję. W tej chwili znalazła sobie nareszcie faceta i to ona ma wszystkich w dupie...
Przejdzie Ci za jakis czas. Moja "przyjaciółka" z dzieciństwo, z którą mialam super kontakt wpadła w dziwna relacje z Kolesiem od podróży stopem (wieczny student, u wszystkich zadłużony, tez wiem od kogos kto go zna i tez nie pochwala ich znajomosci, ze wyjechal za granice bo ludzie zaczeli ścigać go za kase). Ogolnie jako przyjaciółka zwróciłam jej uwage, zeby nie oszukiwała swojego narzeczonego (z W byla 9 lat) i nie krzywdziła go (dobry facet, nie zasłużył na to), że powinna byc ze soba szczera, skoro chciala przygód z tym kolesiem to powinna zakonczyc zwiazek (bylam tylko świadkiem ich macanek i słuchania jak to całowała sie z nim, ale potem juz nic mi nie mowila i wszyscy wiedziel co sie dzieje). Zacząła odsuwać się ode mnie , od inni znajomych, jej brat ktory tego nie pochwalał (lubił W i żalił mi się) także czuł ze odsuwa go. malo tego urwala ze mna kontakt, udała ze to ona jest zla o cos na mnie, jej brat powiedzial mi to i sam wiedzial ze to tylko bajka, ale mnie zamurowalo. dzien po moim slubie zaknonczyl przyjazni, tak bez powodu. Rok pozniej rozstał sie z W. Ogolnie urwala kontakty z naszymi znajomymi, na rzecz kochanka. Tak, nazw to po imieniu na koniec mojego "pierdu lamento". Nie przeżywaj tego, nie żałuj przyjaźni. cos sie skończylo bo tak musialo byc, albo za jakis czas wroci do Ciebie.