#nvo9v

Ostatnio byłam na krótkim zastrzyku w staw biodrowy. W sali był parawan. Ja siedziałam po jednej stronie, ktoś po drugiej. Przyszedł doktor. Ja w majtkach, gołe nóżki, uśmiechnął się do mnie, coś zażartował, pielęgniarki także zadowolone z niezwykle radosnej i pozytywnej pacjentki. 

Nagle zerkają na drugą stronę parawanu. Zmiana ich min całkowicie zbiła mnie z tropu. Doktor mówi „Panie Wincenty! Jest już prawie maj! Przyszedł Pan na zastrzyk do kolana i ubiera Pan kalesony? No dobrze, proszę się rozebrać.". Na twarzy doktora malował się dziwny wyraz graniczący z poirytowaniem, a na twarzach pielęgniarek jedynie zniesmaczenie. No troszkę przesadzają... Dziadek w majtach i koszulce to nic strasznego. Zajęli się najpierw mną. Położyłam się na boku, twarzą do parawanu. 

Na moje nieszczęście w parawanie była szpara. Wtedy zrozumiałam reakcję pielęgniarek i lekarza. Dziadek nie ubrał tradycyjnych kalesonów, ale strój na guziki zabudowany od stóp do głów. Zdjął go i siedział więc jak go bozia stworzyła. Cały goły czekał na zastrzyk w kolano. Proszono mnie, bym dawała oznaki życia, więc nie mogłam mieć zamkniętych oczu. Przez 10 minut, musiałam więc parzyć na nagusieńkiego 80-latka.

Nie wiem, czy to jakaś nowa forma ekshibicjonizmu, ale wiem jedno. Nigdy jeszcze nie cieszyłam się tak bardzo z tego, że studiuję weterynarię, a nie medycynę.
nihilum Odpowiedz

oo, chciałabyś popisać mailowo na temat twojego kierunku? jestem w technikum weterynaryjnym i w przyszłości myślę o tych studiach, chętnie zasięgnęłabym informacji z pierwszej ręki :)

Dodaj anonimowe wyznanie