#nK5Xz
W tym okresie wszystko mnie interesowało, a przyroda najbardziej. Pewnego razu zauważyłam kota zeskakującego z drzewa po nieudanej pogoni za jakimś ptakiem i chciałam zrozumieć, jak to koty robią, że zawsze spadają na cztery łapy. Wzięłam więc kota babci (był dosyć ciężki), podniosłam najwyżej jak mogłam i puściłam. Spadł za szybko, bym cokolwiek zaobserwowała, więc próbowałam zwiększyć wysokość. Weszłam na odwrócone wiadro, na taczki, taczki z wiadrem w środku. Wreszcie weszłam na ganek i stamtąd kota zrzuciłam na ziemię. Nie było wysoko, ganek znajdował się około 1,5 m nad ziemią, trzymałam kota przed sobą, bo nad głowę nie byłam w stanie go podnieść, razem 2,5 m. Wtedy wreszcie udało mi się zauważyć ruch, jaki kot wykonywał ogonem i plecami, by się odwrócić. Testowałam zrzucanie kota z ganku w różnych pozycjach i zawsze spadał na 4 łapy.
Jako dociekliwy badacz tajemnic przyrody postanowiłam wprowadzić do eksperymentu drugiego kota. Chciałam koty związać plecami, żeby sprawdzić, co się stanie: czy spadną na bok, czy jeden "wygra" i będzie łapami do dołu, a drugi łapami do góry. I tak rozpoczęła się akcja polowania na drugiego sierściucha. W okolicy ludzie mieli koty, ale to były takie wolno chodzące zwierzaki. Trudno było jakiegoś podejść, bo zazwyczaj uciekały. Przez kilka dni próbowałam, bezskutecznie. W końcu odwiedziła nas ciocia i przyjechała ze swoim kotem. Był to młody kot, o połowę mniejszy od tego, którego miała babcia. Wzięłam tego młodego kota, żeby się z nim pobawić. Niestety nigdzie nie mogłam znaleźć kota babci. Przeszukałam cały dom, podwórko i okolicę (z kotem na rękach, żeby i ten nie zwiał).
Niepocieszona musiałam wieczorem oddać cioci jej kota i eksperymentu nie przeprowadziłam. Wszyscy byli pewni, że tak bardzo kocham koty i chcieli mi jednego kupić, ale na szczęście tego nie zrobili. A kot babci? Okazało się, że tego dnia potrącił go samochód i już nie wrócił. Nigdy nie udało mi się dokończyć badań nad kotami, bo w międzyczasie objawiła mi się silna alergia na te zwierzaki. Trochę szkoda.
A ja myślę że to lepiej, bo eksperyment prawdopodobnie zakończyłby się śmiercią jednego ze zwierzaków i zapewne byś żałowała, że to zrobiłaś, a i babci i cioci byłoby przykro. Tym bardziej, że raczej zginąłby ten młodszy.
Niekoniecznie. Jakby dobrze zwiazala je ze soba, to mozliwe, ze duzy normalnie by wyladowal, a maly dalej lezal u niego na grzbiecie. Ale ze wzgledu na psychike zwierzat rzeczywiscie lepiej, ze eksperyment sie nie odbyl.
Nie ma szans żeby udalo jej się skutecznie związać 2 koty :p
@tewu Tym bardziej??? Oba koty tak samo chcą żyć, powinny być traktowane na równi.
Przynajmniej "tym bardziej" tylko dlatego, że spodziewałam się komentarzy typu "ale przecież ten duży i tak zginął". Oczywiście, że obu kocurów byłoby szkoda tak samo.
Najprawdopodobniej oba by mocno ucierpiały - kot gdy skądś spada musi miec nie tylko czas na obrócenie się, ale też odpowiednio się skoncentrować na tym co robi. W takiej sytuacji kwestia spadania byłaby ostatnią rzeczą o której by myślał - priorytetem byłoby uwolnienie się od "pasożyta".
Szkoda jest tu jednej rzeczy - że nie było próby przywiązania. Dziury po kocic kłach potrafią się pięknie paskudzić i goić przez ładnych parę tygodni.
Miałas juz tyle lat, że mogłas wiedzieć jak glupie i nieodpowiedzialne jest to, co robisz.
Całe szczęście że nie udało ci się z ekserymentem. Jeśli zwiążesz/skleisz koty plecami i upuścisz to zgodnie z odwiecznymi prawami kociej fizyki - oba muszą spaść na 4 łapy. Spowoduje to że zaczną wirować w powietrzu tworząc perpetum-mobile i zaginając czasoprzestrzeń. W efekcie doszło by do załąmania kontinuum czasoprzestrzennego na skutek błędu #606: "Cat working error".
perpetuum catbile
Dwóch kotów nie da się związać, ale można spróbować przyczepić jednemu posmarowaną kromkę chleba na plecy. Wtedy kot będzie obracał sie na 4 łapy, a kanapka masłem do dołu. I mamy niewyczerpane źródło energii
Jak bylem dzieckiem gdzieś w podobnym wieku wyrzuciłem kota z okna z pierwszego piętra, żeby zobaczyć czy wyląduje na czterech łapach. Kotu nic się nie stało, a skubaniec nauczył się że to bezpieczne i jak ukradł coś do jedzenia to zawsze w ten sposób uciekał z domu.
Minus.
Szkoda, że ktokolwiek z dorosłych się nie dowiedział i nie dostałaś ochrzanu za skrajny debilizm...
A ja myślę, że kot babci miał już dosyć tych eksperymentów i postanowił sam ze sobą skończyć :)
W sumie szkoda, że nie próbowałaś związać tych kotów. Myśle, że po takiej próbie nie miałabyś już pomysłów na więcej takich eksperymentów😂
Miałaś szczęście że nie złapałaś żadnego z tych wolno żyjących bo jakby drapnął to byś miała twarz jak poseł Stanisław Piotrowicz.
jako wielka fanka kotow było mi potwornie przykro jak to czytalam