#fURqH

Nie czuję żadnej więzi z rodziną ani dalszą, ani nawet tą najbliższą. Znajomi opowiadają, jak to kochają swoich rodziców, jak tęsknią za nimi, jakie mają z nimi relacje. A mi się to wydaje zupełnie nierealne. Nie czuję żadnej potrzeby rozmawiania z nimi, spotykania się, nie tęsknię. Nawet myśl o ich śmierci nie robi na mnie wrażenia.
Spotkania z nimi (jeśli już są) odczuwam jako stratę czasu. Siedzę, zerkam na zegarek... Bo ani nie mam z tego spotkania zabawy, ani odpoczynku, ani żadnej przyjemności.

Relacje ze znajomymi wyglądają zgoła inaczej. Na spotkaniach dobrze się bawię, czuję się super. Jeśli przez parę dni nie zamienię słowa z najbliższymi przyjaciółmi, to tęsknię. Chce mieć kontakt, czuję przywiązanie. Nawet na imprezach z obcymi nie czuję, że marnuję czas.

Nie wiem, co jest ze mną nie tak. Widzę, jakie ludzie wokół mają relacje z rodziną, kochają ich. A może tylko tak mówią, bo tak wypada mówić? Naprawdę ludzie czują miłość do rodziców? Kiedy ja nie czuję w sumie... nic? Nie potrafię sobie tego nawet wyobrazić. Być może wpływ ma na to wychowanie. Nie budowano ze mną więzi, nie było osobistych rozmów ani nic takiego. Były suche rozkazy, polecenia, przekazywanie informacji. I tyle. Cała moja rodzina zachowywała (i nadal zachowuje) się tak wobec mnie oraz wobec siebie nawzajem. Przynajmniej w mojej obecności; co się dzieje, gdy są sami, to już nie mam pojęcia. Jednak oni się nawzajem spotykają, więc chyba się dobrze bawią? A może robią to, bo wypada?

Nikomu o tym nie mówię, bo wiem, że spotkam się z hejtem. Bo jak to tak, nie kochać rodziny? Tylko że co ja mam zrobić? Nie mam na to wpływu. Tak po prostu jest i nie wiem do końca dlaczego. Niezręcznie mi, kiedy ludzie przy mnie rozmawiają o swoich relacjach rodzinnych, pytają, kiedy odwiedzę rodzinę, czy tęsknię itd. Dla nich to takie naturalne, że pewnie tęsknię, że ich kocham. No ale głupio mi odpowiedzieć, że nie czuję zupełnie nic i równie dobrze mogliby już umrzeć...

Umiem się przywiązać do przyjaciół, więc czemu rodzina jest mi aż tak obojętna? Boję się, że kiedyś nie pokocham swoich dzieci.
ArabellaStrange Odpowiedz

Jeśli się tym martwisz, przeanalizuj ze specjalistą czy nie masz zaburzeń więzi. Zazwyczaj czuje się jakiś rodzaj przywiązania do rodziców, więc może warto się pochylić nad tym, co stoi za Twoją całkowitą obojętnością.

Miłość do dzieci najczęściej pojawia się automatycznie, ale nie zawsze od samego momentu narodzin i są od tego wyjątki - dlatego specjalista może pomóc. Warto też skończyć jakiś kurs kompetencji rodzicielskich, bo chyba nie wyniosłaś dobrego wzorca z domu.

A miłość to w dużej mierze jest decyzja, więc sporo zależy tu od Ciebie. Tylko faktycznie, żeby okazywać miłość, trzeba się nauczyć jak to robić. Szczęśliwcy wynoszą podstawy tej wiedzy z domu, pozostali muszą sami tę wiedzę zdobyć.

Duszka1 Odpowiedz

Też tak mam, ale nie spotkałam się jak dotąd z żadnym hejtem. Albo z milczącym zrozumieniem albo z pewnym niezrozumieniem (ale bez jakiegokolwiek dopytywania, pouczania czy zgryźliwości). W takich luźnych rozmowach o relacjach rodzinnych odpowiadam prosto i szczerze - tęsknisz? - nie. - no ale ani trochę? - ani trochę. itd. Ja nie zagłębiam się w szczegóły, to i ludzie się nie zagłębiają.

Z kolei jak rozmowa dotyczy "cudzych" stosunków rodzinnych (w tym pozytywnym znaczeniu) nie czuje się jakoś niezręcznie. Faktycznie, nie potrafię odnieść się do tych ciepłych, rodzinnych więzi, więc często tylko się przysłuchuję, ale wychodzę z założenia, że to też mnie może czegoś nauczyć :)

KurzaStopa

Też tu nie widzę żadnego powodu do krytyki, już nie mówiąc o hejcie. Jak nie ma zbudowanej relacji, to nie ma, więc za czym ma tęsknić, skoro emocjonalnie to obcy ludzie?

worm Odpowiedz

możliwe, że rodzina zrobiła Tobie jakąś krzywdę - teraz możesz tego nie pamiętać i z perspektywy dorosłego to "pierdoła" - ale z perspektywy dziecka to zawalenie całego świata. Przykładowo wyobraź sobie, że masz np. 4 czy 5 lat i rodzice podrzucają Ciebie do dziadków, a sami jadą gdzieś na dzień lub dwa. Z perspektywy dorosłego to normalne, że rodzice chcą chwilę dla siebie bez dziecka i zostawiają je pod opieką dziadków, żeby i oni się wnukiem nacieszyli. Z perspektywy małego dziecka może to spowodować syndrom odrzucenia i poczucia nie bycia kochanym. Za 20-30 lat nie będziesz nawet o tym pamiętać, ale co zepsuje to relacje z rodziną najbliższą to zepsuje. Ponownie, nie musiało to być nic dramatycznego - nawet tego typu "pierdoła".

Myszcz

Napisała wprost, że od dziecka nie budowali z nią więzi i dalej tak jest więc skąd magicznie mialaby się wziąć :)

CzarnaKrowa09

Dokładnie - skoro nie budowano z nią więzi, to skąd ona się miała wziąć? Nikt nie kocha "z automatu", każdą relację trzeba zbudować.

Dodaj anonimowe wyznanie