#mkcpE
Zgodnie z rodzinną tradycją, po kilku rozrywkowych latach z rodzicami, trafiłam do bidula. Ojciec padł 1 kwietnia w drodze po flaszkę, a matka miała już dość jego dzieci. Ot, życie. Pech chciał, że kasa dla rodziców zastępczych była zbyt atrakcyjna dla mojej babki. Tak z bidula przenieśli mnie do rodziny. Z deszczu pod rynnę.
Mając lat 18 i jeden dzień, wróciłam do domu. Matka na rencie: halucynoza alkoholowa. Nachlała się i sama zadzwoniła po pogotowie. Ponoć agenci ją chcieli dorwać.
Tu pojawia się moje anonimowe wyznanie.
Za każdym razem, jak się nachlała, robiłam raban i hałas, krzycząc: „Agenci idą po ciebie!”. Oczywiście ta pijana chowała się pod stołem z atakiem paniki. Czasem siedziała tak 30 minut, a czasem do rana.
Po 20 latach nadal wspominam to z uśmiechem.
I przykro mi, i rozbawiłaś mnie, i rozczuliłaś. Mam nadzieję, że już dobrze się miewasz
Serio rozbawiła? Mi się zrobiło żal tej schorowanej matki, że się nad nią pastwiła psychicznie. Oczywiście ona nie była dobrą matką, to nie podlega dyskusji. Ale w ten sposób krąg zła w tej rodzinie zatoczył koło, nie został przerwany i nadal miewa się dobrze, skoro autorkę śmieszy stan psychiczny matki.
Po takim dzieciństwie ma święte prawo nie kochać ani nie szanować matki. Ale znęcać się nad nią psychicznie, to już skuwrysyństwo do potęgi.
Dragomir weź się
Zgadzam się z Dragomirem.
Zgadzam się z Dragomirem.
Ja się niby też zgadzam z Dragomirem, ale zupełnie mi matki nie żal. Sama sobie wypracowała taki stan. A jej dziecko to wykorzystuje. Cóż, to dziecko ona też wychowała. Ma to, na co pracowała całe życie.
Już nie mówiąc o tym, że być może zapewniała sobie w ten sposób chwilę spokoju.
Ja w ogóle kwestii matki nie poruszałam w swojej wypowiedzi, życzyłam dobrze autorce wyznania przede wszystkim. Gwoli jasności, uważam, że miała taki wielopokoleniowy bałagan w domu- dlatego napisałam, że mi przykro. Tragikomedia, którą wyczyniała była groteskowa- tak jakby miała do wyboru śmiać się czy płakać i wybierała tę pierwszą akcję.
Autorka nie jest ślepa, widzi co się w jej życiu działo, na pewno nie raz nie dwa nienawidziła i się wstydziła. Tylko wspominanie o tym wydało mi się na tyle banalne..
Ja też, z dwojga do wyboru, czy czuć pernamentną nienawiść w sobie i żal, czy odpuścić i zaakceptować przeszłość, wybrałabym te drugie. Bo nic dobrego nie wynika z chowania żalu czy nienawiści. Nie mówię o utrzymywaniu zażyłej, czułej relacji z domownikami ale o zdystansowaniu i rozpoczęciu życia na nowo.
Patogeny nadal są w tobie i działają.
Patologiczne geny.