#KRvsw
Na studiach kontynuowałam ten zwyczaj nieco rzadziej, ale mimo wszystko wieczorna jazda uspokajała mnie i odstresowywała przed egzaminami. Sprawiała, że chciałam wychodzić z domu, by poczuć te wibracje pojazdu, móc poobserwować ludzi, wysłuchać życiowej historii jakiejś samotnej babci lub zwyczajnie posiedzieć, obserwując mijane ulice.
Teraz mam 28 lat, własne autko, którym uwielbiam jeździć i prawie własny, bo wynajęty, kącik, a mimo to, gdy czuję się samotna, wsiadam w autobus i jadę. Zdarzało mi się być w tak podłym nastroju, że wymyślałam wymówki, byleby się z nikim nie spotkać, nie rozmawiać, a jedynie szukać daleko jadącego autobusu. Staram się wybierać różne przystanki, chociaż wiem, że niektórzy kierowcy mnie kojarzą... Co sprawia, że czuję się jak świr :(
Oj tam, każdy ma coś że świra, po prostu nie po każdym to widać, olej to. Też lubię jeździć autobusem, pksem. Też znajduję w tym coś odprężającego. Tylko bez słuchania cudzych rozmów i samemu wdawania się w nie
Jest coś odprężającego w jeździe i patrzeniu za okno. Przekonuje mnie Twoja historia :).
Ja z kolei lubię jeździć jako pasażer w samochodzie. Można się zamyślić i spokojnie pomarzyć. Najlepiej mi się jedzie z samym mężem, dzieci trochę psują przyjemność, bo non stop nawijają i czegoś chcą ;). Ale jeszcze kiedyś sobie pojeździmy sami we dwoje :).