#mKJsU

Kilka lat temu pakowałam swoje zakupy, gdy podszedł do mnie facet, ok. 40 lat. U mnie w głowie nagle tysiące myśli, które zmierzają do jednego "da pani złotóweczkę?".
Facet zapytał się, czy mam jakieś pieniądze, bo jest bardzo głodny (spojrzałam - widać, że to nie jest żul, w miarę ubrany). Od razu powiedziałam, że pieniędzy mu nie dam, bo ciężko pracuję na to i po prostu nie mam zamiaru finansować komuś alkoholu. Facet już odchodził, ale zapytałam się go, czy chce zupy, bo akurat dzisiaj ugotowałam (chciałam sprawdzić, czy faktycznie zależy mu na jedzeniu), ale on, że nie, nie wypada komuś do domu się pakować. Postawiłam sprawę jasno - albo idzie pan ze mną, albo nie. W końcu się zgodził, wziął moje zakupy i poszliśmy do mieszkania. W domu siedział mój mąż i syn, dlatego bez zawahania zaprosiłam go do domu.

Facet zaczął płakać przy tej zupie, bardzo dziękował za jedzenie. Kiedy się uspokoił, zaczął opowiadać swoją historię.
Żona ciągle narzekała na brak pieniędzy, więc postanowił wyjechać do Niemiec. Co miesiąc wysyłał jej praktycznie całą wypłatę, a sobie odłożył jedynie na bilet powrotny. Kilka miesięcy później dostał telefon, że zmarła jego siostra i pogrzeb odbędzie się za kilka dni. Bez namysłu spakował się i przyjechał do Polski. Przyjeżdża do swojego mieszkania, a tu klucz nie pasuje. Zapukał do sąsiadki, a ona mu mówi, że mieszkanie od kilku tygodni jest sprzedane. Dzwoni do żony, a tu brak odpowiedzi. Szwagier (mąż siostry) nie zgodził się na to, żeby zamieszkał u niego kilka dni. Nie miał nikogo, siostra była jego jedyną rodziną. Tydzień po przyjeździe głupio mu było żebrać o jedzenie czy o pieniądze i chodził przez ten cały czas głodny i bez dachu nad głową.

Po tej historii zaproponowaliśmy mu, żeby przeszedł się do stołówki dla bezdomnych i na pewno tam dostanie jakąś pomoc. Na odchodne dałam mu trochę suchego prowiantu, by miał co zjeść na kolację.

Kilka dni temu zapukał do moich drzwi jakiś facet. Okazało się, że to ten gość z parkingu. Powiedział, że właśnie wrócił z Niemiec. Miał numer do Polaka, który pracował z nim w Niemczech. Sfinansował mu przyjazd do Niemiec i od kilku lat siedział tam i pracował. W życiu mu się poukładało i planuje kupić własne mieszkanie. Przyszedł do nas z ciastem i słodkościami z Niemiec. Podziękował jeszcze raz i zostawił numer telefonu, jeśli potrzebowalibyśmy pomocy.

Do tej pory nie mogę uwierzyć, że pomogłam człowiekowi i dobro wróciło.
metalingus Odpowiedz

Bardzo miła historia:) fajnie, że pamietał po kilku latach.

Niezywa Odpowiedz

Fajnie.

bazienka Odpowiedz

fajna historia, ale to serio jeden z niewielu takich przypadkow
mam nadzieje, ze udalo mu sie rozwiesc z zona i uzyskac polowe majatku, zeby gnida nie wyszla z tego wygrana

yo77 Odpowiedz

jeszcze są na tym świecie ludzie, dzięki którym wiara nie wygasa. Naprawdę zawsze warto pomagać, jeśli nie wróci w tym życiu, to napewno wróci w następnym. Fajna historia :)

Kornelia001 Odpowiedz

Pozytywne zakończenie. Super ;)

whateva Odpowiedz

Aż dziwne, że jeszcze nikt nie pojechał, że zaprosiła nieznajomego do domu... :)

Melancholija

Bo napisała, że w domu był mąż i syn. Oznacza to, że nie postąpiła lekkomyślnie.

bazienka

tak czy inaczej patrzylabym na rece

Kurkuma Odpowiedz

Aż się popłakałam. Teraz gdy tak wrócił to szybko się odkuje, nie będzie już szmacie wysyłać pieniędzy. A ją powinien do sądu za to co zrobiła, że go naciągała.

Karina1210 Odpowiedz

Chciałabym tak w życiu. Ja od 4 lat spotykam tylko złych ludzi. Tęsknię za kotlina kłodzka i dobrymi ludźmi. Nawet moi rodzice są wredni dla mnie. "przyjaciółka" też.

Oosiolek Odpowiedz

A szwagier tego pana jaka szuja!

Anda

Może go nie lubił

Nephrite Odpowiedz

Jaka miła historia. Super że pomogłaś temu człowiekowi :)

Dodaj anonimowe wyznanie