#lVjee
Gdy po skończeniu studiów udało mi się znaleźć całkiem niezłą pracę, zacząłem coraz chętniej myśleć o sformalizowaniu naszej relacji. Wiedziałem jednak, że musimy z tym poczekać przede wszystkim do czasu ustabilizowania naszych finansów, tak żebyśmy mieli za co planować wspólną przyszłość. Im bliżej było jednak Marcie do zakończenia studiów, tym częściej zaczynała przebąkiwać o tym, że nie widzi jej się praca po ukończeniu nauki. W pewien sposób to rozumiałem, bo sam też miałem obawy przed wejściem na rynek pracy. Wspierałem ją najlepiej jak mogłem, opowiadałem o moich przygodach w pracy, przygotowywałem do rozmów rekrutacyjnych itp.
Po tym, jak skończyła studia, nie poszła do pracy. Jej stypendium się skończyło, a utrzymanie mieszkania i nas obojga przeszło w całości na mnie. Marta zapewniała wtedy, że bardzo mnie kocha i chciałaby spędzić ze mną resztę życia, ale naszą wspólną przyszłość wyobraża sobie wyłącznie tak, że to ja pracuję i utrzymuję nas, a ona zajmuje się domem i wychowuje dzieci.
To był dla mnie cios. Z jednej strony bardzo ją kochałem, ale z drugiej zupełnie nie odpowiadał mi taki układ. Starałem się dowiedzieć, skąd u niej takie wyobrażenie przyszłości i skłonić do zmiany zdania, ale moje wysiłki spełzły na niczym. Zamiast tego dawało się odczuć, że subtelnymi aluzjami starała się przekonać mnie do narzeczeństwa, ślubu, a potem postarania się o dzieci.
Po pół roku od ukończenia przez nią studiów rozstaliśmy się z mojej inicjatywy. Oboje mocno to przeżyliśmy. Czułem, jak pęka mi serce, ale jednocześnie czułem, że w tej sytuacji muszę pozostać nieugięty. Teraz od kilku miesięcy mieszkam sam i bardzo powoli odbudowuję się psychicznie.
Gdy zaczynam rozmyślać, czy na pewno dobrze zrobiłem, zrywając z Martą... wchodzę na Anonimowe. To tu bowiem kryje się jedno ze źródeł mojej motywacji do zakończenia naszego związku. Konkretnie, są nim pojawiające się tutaj historie o niepracujących żonach i utrzymujących całą rodzinę mężach.
To tutaj czytałem o mężach „gnojach”, którzy powinni nie tylko zarabiać na siebie, żonę i dzieci, ale także po pracy aktywnie brać na siebie ciężar obowiązków domowych i wychowywania potomstwa. Ta wizja była tak daleka od mojego poczucia sprawiedliwego podziału obowiązków (czyli oboje pracujemy, a po pracy dzielimy się obowiązkami), że przerażała mnie bardziej niż cokolwiek innego. Była silniejsza niż najsilniejsza miłość w moim życiu.
To była dobra decyzja. Robienie czegokolwiek wbrew sobie często się mści. Mieliście konflikt wizji życia, to zniszczyłoby każdą miłość.
Dla mnie to jakiś koszmar zeby cale zycie w domu chcieć przesiedzieć i nawet nie spróbować pracować.Po co jej te studia w takim razie.
Nie tylko po to. Jakby po kilku latach mężowi coś się przytrafiło to bez studiów by została kompletnie z niczym. A ze studiami przy takim podejściu też szansa nie jest duża , ale jakąś urzędniczką w gminie czy na poczcie zostać można.
Po to, żeby dłużej bezkarnie nie pracować, a nawet przy okazji studiowania znaleźć wykształconego"łosia".
Bez doświadczenia może być trudno o pracę...
Myślę, że to 5 lat na imprezy i znalezienie bogatego męża 🤣
W bonusie jeszcze dostajesz stypendium i kasę od rodziców...
W moim liceum kilka dziewczyn powiedziało wprost, że idą na studia tylko po to, żeby znaleźć faceta ¯\_(ツ)_/¯
Niektórzy też idą na studia pod wpływem rodziców, którzy są przekonani o ich konieczności w życiu. U mnie w otoczeniu rodzice chcieli wybrać koleżance nawet profil w liceum mimo tego że ona dokładnie wiedziała, czego chce. :")
Uważam, że siedzenie w domu po poświęceniu 5 lat na naukę, to brak szacunku do siebie i swojego wysiłku. O braku szacunku do Ciebie już nie mówię.
I strata pieniędzy na to stypendium, które dostawała.
nom, mogl je dostac ktos, komu by te studia w zyciu pomogly...
ku rozwijania wiedzy hobbystycznie to sie kurde na zaoczne idzie
Dobrze, że miłość nie zaćmiła Ci oczy i potrafiłeś pomyśleć o tym, co będzie za rok, dwa czy trzy. Masz swoje przekonania i trzymasz się ich - bardzo dobrze. Nie da się zbudować szczęśliwego związku, gdy obie strony mają inne wartości i wyobrażenie o życiu.
Jesteś moim bohaterem. Takich trzeźwo myślących facetów jest jak na lekarstwo. Na pewno długo nie zostaniesz sam.
Przykro mi, że zmarnowałeś swój czas ze swoją byłą.
A ja uważam, że słusznie postąpiłeś. Za chwilę mogła zajść w ciążę i byś był ugotowany.
Powiem Ci że ja nie rozumiem kobiet które chcą siedzieć w domu. Nie potępiam ale nie rozumiem.
Sam fakt tego że mam moje koleżanki w pracy jest super, mam swoje pieniądze których nikt mi nie może wypomnieć. Mam moje auto(ciężko na nie pracowałam i to jest moja "niezależność"), bezwzględnie moje. Nie wyobrażam sobie zrezygnować z tego na rzecz siedzenia w domu i wydawania pieniędzy które mogłyby zacząć być mi liczone. Naprawdę musiałabym być absolutnie pewna partnera, że mnie nie zostawi na lodzie żeby się zgodzić na taki układ, a i tak poszłabym do pracy żeby nie dostać do głowy w domu.
chyba by mnie cos trafilo z nudow w domu
albo z monotonii (nawet jakbym miala dzieci, brrr), przeciez to na leb mozna dostac non stop siedzac z malymi dziecmi i spotykajac sie glownie z podobnymi sobie matkami malych dzieci, straszne uwstecznienie
No dokładnie! Wyjść do ludzi, wyrwać się od kaszek, kupek i kolek!
I dzięki temu podejściu będziesz "wygrana". Moja mama popełniła właśnie taki błąd - zgodziła się zająć domem i wychowaniem dzieci, a ojciec miał przynosić pieniądze. Mimo zapewnień, że taki układ mu odpowiada i próśb by to nastało, po czasie mu odbiło. Zaczął się doliczać każdego grosza przez nią wydanego i oczywiście go wypominać. Do pracy nie pozwalał iść, ale też nie szanował bo "nie miała własnych pieniędzy". Każdy powinien mieć "coś" swojego, by czuć się niezależnym i w razie czego takim być.
Dokładnie. Zwariować można w domu. I gdzie tu miejsce na jakiekolwiek ambicje i oczekiwania wobec życia..
Czasem przeraża mnie to, że są ludzie, którym taki stan rzeczy odpowiada..
Kijofon, no nie znioslabym muszac sie mezowi spowiadac, ze potrzebuje 5 zl na tampony i dlaczego kupilam ob a nie biedronkowe :/
poza tym to rodzi tez niebezpieczenstwo, ze jak taki facet za 30 lat znudzi sie toba i znajdzie mlodsza, albo chocby zachoruje, bedzie mial wypadek czy cos, to zostajesz z reka po lokiec w dupie, bo masz np. 50 lat, 0 doswiadczenia i 30 letnia dziure w cv, wiedza branzowa juz dawno zapomniana albo zmienily sie zasady i co? i koncyzsz sprzatajac kible jesli masz szczescie i ktos cie w ogole w tym wieku do pracy przyjmie
Dobrze zrobiłeś autorze, rozumiem szukanie pracy i siedzenie w domu przez jakiś czas ale nie sytuacje gdzie kobieta stwierdza nie będę pracować bo masz mnie utrzymać. Nie mieliście dzieci, wspólnego domu, wiec tym bardziej nie rozumiem jej decyzji. Ułożysz sobie życie, a może Marta pójdzie po rozum do głowy.
jestem calym serduszkiem za toba
wkurzaja mnie takie pasozyty, potem narzekajace na wszystko dookola, a same nie robiace nic, by to zmienic
przwinelo sie tu sporo hisotrii jak taka baba dzieci odchowala ( o 14 lat to nie jest juz malutkie dziecko, nad ktorym trzeba non stop sterczec) i dalej zero inicjatywy w strone zarabiania
jedynym waszym bledem bylo nie powiedzenie sobie o wizji zwiazku od razu, bo tylko zmarnowaliscie sobie czas
Jestem kobietą, pracuję, i całkowicie Cię rozumiem. Nie widzę powodu do utrzymywania zdrowej, posiadającej 2 ręce i nogi, pełnosprawnej umysłowo drugiej połówki. Oczywiscie rozumiem przerwę od pracy na czas odchowania małego dziecka, ale nie, kiedy ktoś zamierza żyć na koszt drugiej połowy.
Aktualnie mój brat tak ma: związął się z kobietą z dwójką dzieci 13 i 8,5 lat. Matka dzieci ma na nie po 400 zl alimentów. I on zapie...la na wszystkich, zrujnowany kręgosłup, czeka go operacja, teraz nawet w pracy go nie chcą, bo żadnych prac wykonywac nie może, wiec siedzi w domu bez prawa do zasiłku (praca własna w Niemczech i w?Pl nic mu się nie należy), ale laska do pracy iść nie zamierza. Cóż.... Jego życie. Ich życie. Nie komentuję. Niech robią , co chcą. Nie moja kasa na to idzie. Ale nie pojmuję, jak można żerować na innej osobie. Dobrze zrobiłeś autorze.
i to niezaleznie od plci, jakby mi facet stwierdzil, ze on zostaje w domu a ja mam zarabiac, to bym go smiechem zabila
biedny ten twoj brat, on nie widzi tego gowna, w ktore wpadl po szyje?
Bazienka racja. Dzis jestem cięta na to, bo ja pracowałam a były mąż chlał, przepijał wszystko, i jak Ferdek Kiepski nie było pracy dla niego 🤔
A bratu, jak probowalam cos powiedziec, to tylko awantura i fochami się kończyło. Musi sam do tego dojść.
Aaaa i jeszcze 500+ nie starala się, bo ojciec dzieci mieszka w Niemczech i chyba stamtad chcialaby kindergeld, ale to trwa czasem latami.
no niestety na sile nie przetlumaczysz :(