#iXmTR

Mojej mamy już nie ma. Była jaka była, ja zresztą też, często się nie dogadywałyśmy. Parę lat temu urwałyśmy kontakt, ale kiedy doszły mnie informacje, że ma narastające problemy ze zdrowiem, ponownie go nawiązałyśmy. Było lepiej. Nigdy nie było między nami takiego porozumienia, jak przez ostatni rok. Ale ze zdrowiem mamy było gorzej i gorzej. Mimo namów moich, ojca i jej siostry, zapierała się rękami i nogami przed wizytami u lekarza. Pójdź, poczujesz się lepiej, pomoże ci, mówiłam. Wszyscy mówiliśmy. Ale mama nie chciała. Twierdziła, że boi się szpitali. Niedawno rzuciłam żartem, czy wobec tego kiedy pójdę na medycynę ona przestanie się do mnie odzywać, czy dopiero po studiach - to się roześmiała. Chciałam, żeby była ze mnie dumna. Chciałam pójść na te studia dla siebie i dla niej.

Kilka dni temu wreszcie udało się ją namówić na wizytę u rodzinnego. Poszła, dostała skierowanie na internę. W przeddzień mówiła, jak bardzo się boi. Patrzyła na mnie tak smutno, ale ja byłam zajęta swoimi książkami i zirytowana na nią. Bo ciągle paliła i prosiła mnie, żebym skoczyła po papierosy do najbliższego sklepu. I byłam na nią zła. Wtedy ostatni raz się widziałyśmy.

To był piątek. W sobotę trafiła na oddział. Rozmawiałyśmy wtedy przez telefon. W niedzielę było jeszcze OK, a dzień później dostaję wiadomość od ojca - mama jest na OAiIT. I pomknęło. Podanie do dyrekcji szpitala o uchylenie zakazu odwiedzin, na szczęście rozpatrzone w moment. Wbicie na oddział. Czekanie na lekarza. Informacja, że mama miała nagłe zatrzymanie krążenia i reanimowano ją kilkadziesiąt minut. Kiepskie rokowania.

Kiedy ją zobaczyłam, wyglądała jakby spała. Podłączona do respiratora, dializowana, ale jakby spała. Nie miałam jak wziąć ją za rękę, nie mogłam powiedzieć niczego, co by usłyszała. Tylko patrzyłam.
Kolejnego dnia znowu SMS od taty, akurat byłam w pracy. Mama zmarła.

Zaledwie za miesiąc miałaby swoje 51. urodziny. Miała mnie w nowej pracy odwiedzić. Obiecała.

Nie rozumiem tego. Nie dociera do mnie. Ona zawsze przecież była i miała być jeszcze długie lata. Chciałam jej się pokazać w fartuchu lekarskim, pokazać dyplom ukończenia studiów, pokazać, że jestem kimś. Żeby była ze mnie dumna.

Kiedy powiedziała, że się boi, nie uspokoiłam jej. Nie przytuliłam. A jeśli właśnie to ze wszystkich wspólnych chwil zapamiętała? Jeśli była przeze mnie nieszczęśliwa? Nawet nie zdążyłam jej powiedzieć, że ją kocham. A jeśli o tym nie wiedziała?

Nie chcę iść na pogrzeb. Chcę się obudzić, bo to nie może dziać się naprawdę.
SzubiDubi Odpowiedz

Chyba kiepskim będziesz lekarzem skoro nawet dla własnej matki nie miałaś odrobiny empatii...a jak ci pacjent powie, że się boi to co mu powiesz? Z drugiej strony rozumiem złość jak ktoś bliski pali, pije, nie zrobi nic ze swoim zdrowiem a potem przyjdzie choroba o ola Boga, jak to to się stało...wkurza mnie takie podejście: eee mnie to nie dotyczy.

Inetta

Lekarz nie powinien mieć dużo empatii, bo by szybko mu siadła psycha.

oleander11 Odpowiedz

Autorka miała i tak odrobinę szczęścia, że udało jej się ostatni raz odwiedzić mamę. Już nie dla mamy, a dla samej siebie. Wiele osób przez koronawirusa nie miało możliwości ostatni raz zobaczyć bliskich.

Dita64

Właśnie to samo chciałam napisać, bo ja właśnie byłam w takiej sytuacji

oleander11

Dita64, ja też. Kuzynka przez trzy miesiące nie mogła męża zobaczyć, dopiero w trumnie.

Vito857 Odpowiedz

To jest czas, w którym powinnaś mieć lepsze rzeczy do roboty niż wypisywanie w necie. Rana jest jeszcze świeżuteńka i będziesz jeszcze nieraz takie dywagacje prowadzić, ale z góry uprzedzam - nie tu, od tego jest rodzina i znajomi.

bylowarto

@Vito857 Vito rodzina często jest w tak ciężkim szoku, że szczerze rozmowy praktycznie nie mają szans żeby się odbyć. Pamiętam, że po śmierci bliskiej osoby najbliższe dni siedzieliśmy wszyscy i patrzyliśmy w sufit,nikt nic nie mówił ani nic.

Vito857

@bylowarto to u mnie było odwrotnie po śmierci ojca, każdy na okrągło pieprzył bez sensu, czasem to aż za dużo. Nie było nawet czasu na refleksję, bo na okrągło ktoś jojczył nad głową.

19941995 Odpowiedz

Strasznie Ci współczuję, wiem co czujesz, straciłam moją mamę 3 lata temu, w podobnych okolicznościach.. lekarz nie , pojde jutro, tralala, później było za późno na cokolwiek.. czasem śmierć jest bezsenowna, mozna by bylo jej uniknąć..ale nie jestes w stanie wszystkiego przewidzieć. Gdyby czlowiek wiedzial,ze się przewróci to by usiadł.

Jessepinkman Odpowiedz

No tak... ale co w tym anonimowego??

Archos Odpowiedz

żyj tak jakbyś miała następnego dnia umrzeć
rozmawiaj z innymi tak jakby na drugi dzień miało ich nie być
dokonałaś wyboru, miałaś swoje książki ona była smutna, przestraszona, zignorowana
potem poszłaś do niej, byłaś
przeszłości nie zmienisz ale możesz wybierać w przyszłości

yo77 Odpowiedz

Ona nie zniknęła. Dobrze wie o twoich uczuciach. Po prostu nie może się z tobą skontaktować. Może zrobić to w śnie

Archos

dobre
nie chciałbym być brutalny ale jak rozkopiesz grób to znajdziesz to co zostało mniej więcej 2m pod ziemią i serio wierzysz, że to się kontaktuje przez sny?
może od razu do wróżki ją wyślij i niech buli za "kontakt z duchami" od godziny?
pozdrawiam wszystkich specjalistów od kontaktów z duchami i rozmów z nimi oraz chętnych na takie rozmowy, którzy wspierają fundusz duchowych specjalistów oraz tych, którzy wyczekują na cudowne sny a potem się budzą i...
PS
proponuję zapoznać się w zarysie jak powstają sny i skąd się biorą - trochę biochemii i pracy mózgu pomaga w tym zakresie :D

Wolfdzban Odpowiedz

Nasze przeżycia definiują nas tym kim jesteśmy, nie możesz siebie obwiniać o to wszystko co zrobiłaś, lub nie zrobiłaś, musisz iść przed siebie i zaakceptować to co się stało

jasnoton Odpowiedz

Kiepska sprawa

Dodaj anonimowe wyznanie