Ostatnio, gdy w końcu spadł śnieg, prowadziłam rano samochód. W jakiejś wiosce zauważyłam pana odśnieżającego chodnik, cały ten śnieg rzucał na odśnieżoną już drogę, gdzie robiła się niebezpieczna ślizgawka. Zdenerwował mnie swoim zachowaniem, ale spieszyłam się na egzamin i nie wiedziałam, czy może nie robi dobrze.
Pojechałam dalej, gdzie minęłam się z pługiem śnieżnym.
Dawno nic mnie tak nie ucieszyło, jak wyobrażenie sobie tego pana po tym, jak śnieg wrócił na chodnik.
Chyba mam coś z Grażyny.
Dodaj anonimowe wyznanie