#MO3kG
W pewnym momencie zabawy, któraś wpadła na pomysł, aby zagrać w pewną grę - każda z nas bierze po jednym z pewnych gąbczastych przedmiotów i chowa go gdzieś, a potem szukamy. Ja swojego schowałam w majty. Wstyd mi było się do tego przyznać, gdy moja gąbeczka jako jedyna nie została znaleziona.
Koleżanka płakała, a ja paliłam się ze wstydu na myśl, że schowałam ją w ci*kę...
Nie oddałam nigdy gąbeczki.
#c4eAK
#rizrX
Jaka była jej reakcja?
"Wnusiu, zerwij z nim, bo jest dla ciebie za ładny. Zostawi cię dla innej".
Dzięki, babciu :(
#BRn6o
#AHhtH
Jak miałam 6-7 lat, byłam u koleżanki. Naszła mnie nagła, grubsza potrzeba, więc poszłam skorzystać z łazienki, drzwi nie miały zamka. Siedzę, robię swoje, nagle drzwi się otwierają i widzę w nich dziewczynę starszego brata koleżanki. Skrzywiła się, rzuciła coś w stylu "sra się u siebie, gówniaro" i wyszła.
Sytuacja pewnie rozeszłaby się po kościach, ale cóż... Jak wychodziłam od koleżanki, to dziewczyna siedziała na schodach przed domem razem z dwiema znajomymi, widząc mnie zaczęła im opowiadać całą sytuację i śmiać się ze mnie.
Od tamtej pory byłam przez nią regularnie wyśmiewana, nie odpuściła żadnej chwili, żeby mnie wyśmiać z tego powodu. Zerwałam kontakt z koleżanką, unikałam jej jak mogłam, ale że mieszkałyśmy na tym samym osiedlu, było ciężko.
I tak z durnej pierdoły, głupoty, która mogłaby rozejść się po kościach, zrobiła się mega fobia - nie byłam w stanie załatwić grubszej potrzeby poza domem, a do ubikacji bez zamka w ogóle nie wchodziłam, chyba że miałam możliwość przytrzymania drzwi ręką. Wiedząc, że gdzieś wychodzę, specjalnie nie jadłam, żeby nie mieć potrzeby korzystania z toalety. Na wyjazdach często była tragedia, musiałam kombinować i czekać aż wszyscy wyjdą, żeby skorzystać, bo nawet obecność innych osób za drzwiami doprowadzała mnie do paniki.
Dziś mam 25 lat i dopiero udało mi się w znacznym stopniu to przezwyciężyć - wczoraj pierwszy raz skorzystałam z publicznej toalety na dworcu w grubszej sprawie i nie przypłaciłam tego atakiem paniki.
Ot, krótkie wyznanie o tym, jak jedna pierdoła może skomplikować życie 0_0
#dm01u
#OB0p8
Dopiero niedawno odkryłem dosyć przypadkowo, że moja katechetka klnie dosyć soczyście, a jej "kurczę Felek" to był sposób na powstrzymywanie bardziej dosadniejszych słów. Jak to odkryłem?
Potrąciłem ją (moje gapiostwo) samochodem, gdy jechała rowerem do szkoły. Obsztorcowała mnie z góry na dół. Felka tam nie było.
#Dnyit
Na puszkę też mam sposób. Wystarczy przekręcić wieczko odwrotnie niż przy otwarciu i podnieść lekko do góry :D
Na 100 zł jeszcze nie trafiłam. Ale nie poddaję się i ciągle szukam.
#zazLx
Dziś na instagramie zobaczyłam post, w którym stwierdzono, że starożytni Egipcjanie byli czarni, ponieważ w niektórych grobach znaleziono tzw. dredloki. Grzecznie i kulturalnie przedstawiłam swój kontrargument, powołując się na naukowe strony, w których przedstawiono wyniki badań dot. DNA mumii zaprzeczające tej tezie.
Zostałam nazwana suką, kaukazoidalną kretynką, która powinna wracać do jaskini i usłyszałam, że Afryką zawsze rządzili tylko czarnoskórzy ludzie, a Europejczycy nie powinni temu zaprzeczać, bo są gorsi i kłamią w naukowych (!) artykułach. Wszystko to od rzekomo wyedukowanych Afroamerykanów. Gdy napisałam, iż są rasistami, zostałam wyśmiana. Bo przecież tylko "białasy" to rasiści.
I jak tu chcieć żyć w zgodzie...