#m3SS7

Gdy byłam mała i zaczęły wypadać mi mleczaki, dowiedziałam się o Wróżce Zębuszce. Wkładałam wtedy zęba pod poduszkę, a rano znajdowałam 10 zł. Z czasem stwierdziłam, że mogę na tym dobrze zarobić i do świeżo wyrwanego mleczaka dołączałam karteczkę z prośbą o 50 zł.
Działało :D

#NK3qT

Miałem kiedyś fajnego kumpla - Krzysia. Nie był to jakiś mistrz rozumowego rozwiązywania stawianych przed nim wyznań, ale wszyscy lubili jego szczerość, prostoduszność i spontaniczność.
Gość miał jednak takie momenty, szczególnie po piwku, że zaczynał robić się przyciężki. Wtedy wystarczyło mu na przykład pokazać drzewo. "Ej, widzisz to drzewo? Ja bym na sam czubek nie wszedł... Nikt by tam nie wszedł. Nawet ty, Krzysiu, byś tam nie wszedł.". Krzyś wówczas zrywał się z krzykiem "Ja tam nie wejdę?" i faktycznie - wchodził na sam czubeczek, a my mieliśmy 15 minut spokoju.

Innym razem, gdy Krzyś już trochę wyżłopał i zaczynał truć, ktoś mówił "A wiecie, że u nas w szkole jest taki gość, który przebiegł 5 kilometrów w 12 minut? To akurat tyle ile stąd do Biedronki i z powrotem. Dalibyście radę? Nie, pewnie, że nie. Nawet Krzyś by nie dał rady..." Ostatniego zdania Krzyś już zazwyczaj nie słyszał, bo biegł przed siebie ile sił w nogach.
Kiedyś byliśmy na wakacjach. Leżeliśmy na molo przy jeziorku. Krzysiowi znowu coś się odkleiło i zaczął być trochę męczący, więc ktoś zarzucił temat pływania: "Tamta boja, o tam daleko. Jak myślicie, ile zajęłoby człowiekowi dopłynięcie tam ze związanymi nogami?". To był głupi pomysł, bo Krzyś już po kilkunastu sekundach spętał sobie stopy sznurówką ze swoich trampek i rzucił się do jeziora zanim zdążyliśmy wybić mu ten pomysł z głowy.
Po przepłynięciu kilkunastu metrów zaczął się topić... I wiecie co? Wszyscy rzuciliśmy się do wody, tak jak staliśmy. W ubraniach, w butach. Na szczęście udało się zapobiec tragedii.
Zdaliśmy sobie wtedy sprawę, że może to i fakt - Krzyś jest lekko niedotlenionym głupkiem, ale to nasz przyjaciel i byłoby nam bardzo przykro, gdybyśmy go stracili.

Minęło 10 lat. Krzyś nie skończył studiów. Właściwie to nawet ich nie zaczął. Trafiła mu się bowiem fucha życia. Jest kaskaderem na planie polskich seriali. Co go spotykam to ma jakąś kontuzję, ale mówi, że kocha swoją robotę. Fajnie go było spotkać żywego.:)

#xC94t

Odkąd sięgam pamięcią, dni tygodnia, miesiące, cyfry i litery mają dla mnie kolory. Są one niezmienne.

Nie mam z tej przyczyny łatwości w uczeniu się dat, ale potrafię zapamiętać dużą liczbę słów w ciągu dwóch minut, jeśli je pogrupuję „kolorystycznie” (wg barwy dominującej). Samogłoski są zwykle jaśniejsze niż spółgłoski.

Lubię siódemkę, bo jest niebieska, a to mój ulubiony kolor. Kiedy piszę to wyznanie, mamy sierpień – ten miesiąc jest fioletowy.

Nie mam halucynacji i nie zażywam leków psychotropowych. Doświadczam synestezji.

#QRhQK

Jestem studentką pierwszego roku. Odbywaliśmy ćwiczenia terenowe na jakimś totalnym wygwizdowie, jednak wcale się tym nie przejmowałam, ponieważ zaraz po powrocie miałam jechać z całą rodzinką na świetne, tygodniowe wakacje.

Przetrwałam, wróciłam, zaczynam się pakować na moje wspaniałe wakacje i dostaję MMS-a... Ze zdjęciem z Portugalii.
Moja rodzina zapomniała o mnie i pojechała beze mnie.

#u9O6L

Jestem kanarem. Kraków to piękne miasto, tylko ludzie mnie czasem zabijają.

Pani lat około 50, wsiadła, skasowała bilet, usiadła. Dla mnie znak, że jest gotowa do jazdy. Proszę kierowcę o blokadę kasowników. I klepię swoją regułkę. "DZIEŃ DOBRY PAŃSTWU, PROSZĘ PRZYGOTOWAĆ BILETY DO KONTROLI, DO BILETÓW ULGOWYCH PROSZĘ PRZYGOTOWAĆ LEGITYMACJĘ".

Zawsze mówię to głośno i wyraźnie. I zaczęło się, podchodzę do pani, proszę bilet, patrzę - ulgowy, proszę o legitymacje. Pani zaczyna drzeć japę. Drze się na cały autobus, że czego ja od niej chcę, przecież ona kuleje. Nie widziałam, żeby kulała i grzecznie informuję, że to legitymacja jest uprawnieniem do zniżki, a nie to, czy się kuleje czy nie.

Tyrada jaką musiałam wysłuchać nadawałaby się do "Jak rozpętałam III wojnę światową". Po kilku minutach cały autobus się na mnie darł.
Boże, daj mi cierpliwość, bo jak dasz mi siłę, to ich wszystkich roz****dolę.

#Oc9zl

Wyznanie o anonimowych ankietach przypomniało mi jeszcze czasy gimnazjum, gdzie to dyrektorka dała wszystkim klasom oczywiście zupełnie anonimową ankietę, która dotyczyła zmian, a mianowicie - co zmienilibyście w szkole? Jakieś 4 osoby napisały, że chciałyby zmienić dyrektorkę, co było słuszne, sama zaliczam się do tych osób.

Wtedy zaczęło się masowe zbieranie zeszytów "na ocenę". Jak już zdołaliście się pewnie domyślić, dyrektorka porównywała pisma z ankiety do pisma z zeszytu i obleciała tak całą szkołę. Udało jej się znaleźć "sprawców" i wszyscy wylądowaliśmy na dywaniku.
Puenty brak.

#JbIdL

Leżę sobie w łóżeczku i czytam anonimowe, aż tu nagle słyszę, jak moja sis gada przez sen "Nie dotykaj szuflady... Zostaw... To moje... Masz własne... zostaw" i myślę sobie o co chodzi, co ona ukrywa w tej szufladzie?
Wstaję i otwieram wszystkie szuflady po kolei, w jej komodzie patrzę, a tam ostatnia szuflada zapełniona różnymi słodyczami.

Właśnie kończę 3 paczkę m&m-sów. Wszystkie słodycze były kupione za kasę z mojej skarbonki.

#pvLRx

Ostatnio dodałam tutaj wyznanie o teściowej, która uderzyła moje dziecko. (#n1Ewe) Postanowiłam, że opiszę co "ciekawsze" jej zachowania względem swojej rodziny (głównie mojego męża). Jeżeli chcecie, to pojawi się więcej takich wpisów.

Teściowa skończyła podstawówkę. Nigdy nie uważała, że potrzebne jej jakiekolwiek wyższe wykształcenie. Pomimo iż nie była tak wychowywana, to wyznawała zasadę "Po co mam pracować, jak wyjdę za bogatego mężczyznę". Trafił jej się ślepo zakochany górnik. Złoty człowiek, który został moim zdaniem strasznie wyniszczony tą miłością.

"Mamusia" pracowała czasami. Częściej jednak siedziała z papieroskiem w ręku przy stole wymieniając się plotkami z koleżankami. Potem teść zmarł. Jakiś "drobny" wypadek na kopalni. Odszkodowania, renty. Ogółem, jak to ktoś ujął w komentarzu pod poprzednim wyznaniem: "Zawód: żona górnika". Nagle stała się kimś ważnym, miała pieniądze, mówiła o tym. Szkoda tylko, że jej dzieci mało co z tych pieniędzy zobaczyły.

Mąż ma starszego brata i młodszą siostrę. Brat dorabiał gdzie się dało, byleby zebrać pieniądze na studia, byleby kupić rodzeństwu jakieś nowe ubrania, słodycze. Mało tego: sprzątał i gotował. Nie dostawał od matki nic, bo ta twierdziła, że jest "zbyt przesiąknięty wpływami ojca, który nie umiał wychowywać dzieci". Podobnie mówiła o moim mężu. A jego siostra w oczach matki była za mała, żeby zaprzątać sobie głowę zbędnymi na nią wydatkami.

Gdy brat męża wyjechał za granicę, żeby zarobić, zaczęło się piekło. Teściowa zaczęła stosować przemoc. I fizyczną, i psychiczną. Jako że miała nadzieję wychować córkę na drugą siebie, to wszystko skupiało się na biednym synu. Dostawał za to, że nie wyszedł ze swojego pokoju przywitać się, gdy jej koleżanki przychodziły na kawę. Dostawał za zbyt długie jedzenie obiadu. Dostał raz nawet za to, że zapisał się na zajęcia dodatkowe w szkole.

W wieku 18 lat (dokładnie 5 dni po urodzinach) mąż dostał zapakowane w reklamówkę swoje ubrania i informację, że ma się wynieść, bo teściowa nie chce darmozjada w domu.

Jego siostra 3 lata później wyprowadziła się sama. Próbowała utrzymywać kontakt z matką, chciała ją zrozumieć. Odpuściła, gdy usłyszała od niej, że nie jest mile widzianym gościem, ponieważ utrzymuje również kontakt ze swoim rodzeństwem, a to przecież "zdrada". "Kochana" mamusia dodała też, że nie mają co liczyć na spadek, bo wszystko dostanie jej koleżanka Ewunia. Bo "Ewunia jako jedyna ją rozumie". Szkoda tylko, że ich przyjaźń polega głównie na tym, że piją razem kawę, a potem plotkują z innymi ludźmi o sobie nawzajem.

Chodzą jednak słuchy, że w ostatnich latach spadek miały otrzymać na zmianę i Ewunia, i Basia, i Grażynka. Widać, że teściowa jest bardzo niezdecydowana.
Dodaj anonimowe wyznanie