W wieku nastu lat naszą misją życiową było robienie sobie jaj z kolegów i koleżanek, anonimowo. W akcje zazwyczaj wtajemniczone były jedynie najbliższe osoby ze szkoły.
Jedną z form naszej "aktywności" było podszywanie się pod tajemnicze wielbicielki kolegów. Cały proceder ułatwiała akcja jednej z sieci komórkowych, oferujących darmowe karty SIM - "wielbicielka" miała swój numer telefonu i puszczała obiektowi swoich westchnień "głuchacze" o różnych dziwnych porach. Zostawiała też liściki w kieszeniach kurtki w szatni, wysyłała wiadomości itp.
Jednak pewnego razu przeszliśmy samych siebie. W słoneczne popołudnie, przechodząc przez pobliski osiedlowy bazarek, na jednym ze straganów zauważyliśmy wyprzedaż damskiej bielizny, po 1-2 zł za sztukę. W oczy rzuciły nam się ogromne koronkowe majtasy, rozmiaru tak dużego, że zmieściłyby się w nie co najmniej 2 osoby (po 2 nogi w każdą nogawkę).
Akurat byliśmy w trakcie "adorowania" jednego z kolegów z klasy, dajmy na to Mateusza, więc nie mogliśmy zmarnować znalezienia takiej "zdobyczy". Zakupiliśmy owe majtki i po drodze wypsikaliśmy je ogromną ilością najbardziej ohydnego odświeżacza do WC z Biedronki i sprayu na komary, wsadziliśmy do zaadresowanej do kolegi koperty i dołączyliśmy romantyczny liścik o tym, jak bardzo go owa wielbicielka pożąda i przesyłając jej używaną bieliznę spryskaną ulubionymi perfumami.
Wywołany anonimowymi wiadomościami lekki uśmieszek, goszczący na twarzy kolegi od kilku dni, niestety zamienił się wkrótce na totalne przerażenie i grozę i jeszcze przez kilka tygodni nie mógł przestać ciągle oglądać się za siebie.
PS Mateusz, jeśli to czytasz, możesz wreszcie odetchnąć z ulgą - Twoja "wielbicielka" nigdy nie istniała.
Ja mieszkam w Polsce, ona w Hiszpanii, gdzie pracuje. Przez najbliższy rok nic się nie zmieni - muszę skończyć moje wymęczone studia.
Nasze kontakty ograniczają się do codziennych, wielogodzinnych rozmów na Skypie i robienia sobie niezapowiedzianych wizyt. Do perfekcji opanowaliśmy sztukę wyhaczania ekonomicznych biletów oferowanych przez tanich przewoźników. Czasem jej uda się ustrzelić jakiś tani lot i w ciągu kilku godzin ląduje w moich ramionach. Czasem to ja mam szczęście i uda mi się załapać na jakąś promocję, dzięki której już wieczorem razem idziemy na jakąś dziką fiestę.
Był akurat sobotni poranek. Jak zawsze zerknąłem na aktualne promocje lotów. Pam! Udało się. Podróż tego samego dnia, pod wieczór, za jakieś śmieszne grosze. Zarezerwowałem powrót na poniedziałek. Najwyżej oleję kilka wykładów - pomyślałem. Raz, dwa spakowałem plecak i już chwilkę po zmroku stałem pod drzwiami domu mojej ukochanej trzymając w dłoniach wielką pizzę z jalapeno (uwielbia ją!).
Drzwi otworzyła jej współlokatorka i od razu zrobiła wielkie oczy na mój widok. Okazało się, że wybranka mego serca rano zarezerwowała bilet do Polski, aby zrobić mi niespodziankę...
Weekend spędziłem paląc trawkę z jej znajomymi. A ona? Dobrze, że miała klucze do mojej chaty. Przez cały pobyt siedziała w domu, jadła pizzę, piła gorącą czekoladę i oglądała komedie romantyczne. Spotkaliśmy się w biegu na lotnisku i obiecaliśmy sobie, że następnym razem będziemy uzgadniać ze sobą nasze "niespodzianki".
Miałam o 15 lat młodszą siostrę, dziś młodej już nie ma z nami, ale chcę, by w mojej pamięci pozostały te wspaniałe, śmieszne i miłe chwile z nią związane. Często robiłyśmy sobie różnego rodzaju dowcipy, które nie zawsze dla obydwu były śmieszne.
Jako że oboje rodzice pracowali, a ja byłam na tyle dorosła, że mogłam się nią zajmować, to często z radością podejmowałam się różnego rodzaju opiekuńczych czynności.
Zdarzało się, że bywałam u niej na wywiadówkach w podstawówce. Wiadomo, jakie są dzisiejsze dzieci - bardzo wrażliwe na opinię rówieśników i nie chcące "narobić sobie siary". By wkurzyć moją siostrę, zawsze przygotowując się do wywiadówki ubierałam najbardziej wieśniackie ciuchy, jakie mogłam znaleźć w domu - stary sweter, spódnica babci, kalosze, rosyjska czapka. Ubierałam się tak i mówiłam młodej, że wychodzę do szkoły. Śmiałam się na widok paniki w oczach i błagań, bym się przebrała (o dziwo ten numer przechodził przez kilka lat i do młodej jakoś nie docierało, że przecież nigdy nie wyszłabym z domu tak ubrana).
Gdy byłyśmy same w domu i ją o coś prosiłam (o posprzątanie pokoju, wyjście z psem na spacer, odrobienie lekcji), najczęściej w pierwszym odruchu odmawiała. Wysyłałam wtedy SMS-a na domowy numer. Telefon dzwonił, kazałam jej odebrać i mała słyszała wiadomość typu "Aniu, dlaczego nie słuchasz starszej siostry? Wyjdź z psem na spacer w tej chwili!". Wkręciłam ją, że to jakaś kobieta, która nas obserwuje i będzie karać za złe zachowanie.
Kiedyś moja rodzina przymierzała się do kupienia zmywarki. Temat był poruszany w domu przez kilka dni, szykowanie miejsca, sprawdzanie na necie ofert, promocji i rodzajów sprzętu. W każdym razie prawie o niczym się nie mówiło, tylko o zmywarce. Któregoś dnia zrobiłam obiad, jadłyśmy z młodą w pokoju i poprosiłam ją o wyniesienie do kuchni talerzy. Mała miała już z 8 lat i jak zawsze odpowiedziała, że sama mogę sobie wynieść. Mój patent: "Aniu, proszę, zabierz talerze i włóż do zmywarki". Młoda porwała miski i talerze, pognała do kuchni i po chwili wróciła mówiąc "N, kurde, my nie mamy jeszcze zmywarki!".
Młoda ma 6 lat, byłyśmy na mszy w kościele, w podziemiach którego jest piękna ruchoma szopka uruchamiana w grudniu. To taka atrakcja dla wszystkich okolicznych dzieci i Ania zawsze bardzo czekała, by tę szopkę zobaczyć. Po mszy powiedziałam, by poszła do księdza i poprosiła, by szopkę otworzył i jej pokazał, na co biedny ksiądz odpowiedział: "dziecko drogie, na Wielkanoc piwnice są zamknięte, przyjdź za pół roku".
Młoda uwielbiała swoją katechetkę, gdy nie chciała wyjść na dwór, to mówiłam jej, że widziałam przez okno, jak ta katechetka spaceruje niedaleko naszego domu. Ania migiem zakładała buty i leciała na spotkanie...
Dziś te wspomnienia pozostają tylko ciepłem w sercu... Pustka i żal są ogromne.
Chciałam popełnić samobójstwo.
Po rozwodzie rodziców, ojciec wyjechał, a ja zostałam z mama i bratem. Po pewnym czasie mama znalazła sobie faceta, a ja zostałam zepchnięta na bok. Zostałam w tym sama, brat nie odzywał się do mnie, ojciec też, a mama była zajęta nową miłością.
Az w pewien wieczór nie wytrzymałam i wzięłam garść tabletek, na szczęście były to witaminy, tabletki na spalanie tłuszczu i nasenne (tych było najmniej). Trochę źle się poczułam, poszłam spać, a potem zwymiotowałam. A co w tym wszystkim najgorsze? Że nikt o tym nie wiedział, moja mama nawet tego nie zauważyła..
A ja do dzisiaj żałuję, że jako 10-latka nie miałam pojęcia jakie leki trzeba wziąć i wzięłam te, które mi nie zaszkodziły.
Odnoście nieudanych wesel i patologicznych rodzin:
Moja rodzina zawsze była kochana, wydawali się bardzo tolerancyjni, a potem nadeszło wesele mojej siostry (nazwijmy ją Basia).
Basia i jej (wtedy) narzeczony (powiedzmy, że Piotr) mieli pięć wymagań odnośnie wesela - żadnego alkoholu, żadnych prezentów, żadnej dalekiej rodziny, żadnego disco polo i żadnych dzieci (ale przy tym zaznaczyli, że jeśli jakaś osoba NAPRAWDĘ nie ma co zrobić z dziećmi, może je zabrać, tylko musi to wcześniej uzgodnić i zapłacić za miejsce dla dziecka). Basia i Piotr mieli nieco inny gust muzyczny od reszty rodziny - woleli azjatyckich piosenkarzy i piosenkarki, ale wybierając muzykę na wesele postarali się, by piosenki miały angielski tekst i żeby jedne były skoczne, a drugie idealne do wolnego tańca.
Niestety rodziny postanowiły być "mądrzejsze".
Niektóre mamuśki przyszły ze swoimi bachorami, a te darły się w kościele.
Na weselu wujek Janusz wszedł ze swoim głośniczkiem, puścił piosenkę zalatującą disco polo i zaczął się wydzierać. W tym samym czasie inni wujkowie wnieśli alkohol, a ciotka Grażyna zaprosiła kilka dalekich ciotek i kuzynek. A potem były wielkie pretensje, że nie ma miejsc i jedzenie za szybko się kończy.
Ostatecznie pan młody nie wytrzymał i zaczął wypraszać gości, którzy złamali zasady, ale oczywiście wujek Janusz, już nieźle spity, nie chciał wyjść i zaczęła się bójka.
Wesele skończyło się płaczem siostry i wizytą w szpitalu. A najlepsze jest to, że rodzina dalej nie wie, co źle zrobiła.
Pierwszy dzień pracy na oddziale psychiatrycznym dla dzieci i młodzieży.
Poprosiłam grupę, aby wykonała zadanie - kolorowanka terapeutyczna. Chłopiec do mnie:
- W dupie mam to zadanie.
- Sprawiłeś mi tym ogromną przykrość, wiesz? - powiedziałam.
- To pani sprawiło przykrość?
- Tak - odpowiedziałam.
- To jest pani jakaś psychicznie chora, jak takie coś sprawia pani przykrość, i powinna się pani w takim razie leczyć.
Jako gówniarz popijałem w domu alkohol, z puszki, taki najtańszy. Incognito oczywiście, żeby się czasem rodzicielka nie dowiedziała. Miałem nawet patent na otworzenie puszki, taki, żeby nikt nic nie słyszał.
Zakładałem wtedy słuchawki na uszy, ustawiałem pokrętło głośności na maksymalny poziom i dopiero wtedy zabierałem się do roboty.
Do dziś nie jestem w stanie pojąć tamtej mojej logiki.
Dzisiaj postanowiłem pojechać do kolegi autobusem.
Wsiadłem i zobaczyłem, że wolnych jest około 5 miejsc siedzących, każde obok innej osoby.
Pomyślałem, że usiądę koło pierwszej lepszej osoby, padło na około dwunastoletnią dziewczynkę.
Już miałem siadać, gdy nagle ona wrzasnęła:
- Nie umówię się z tobą, dupku (warto dodać, że mam 17 lat)! Zbyt wiele facetów już mnie zraniło!
Zatkało mnie. W tym momencie ktoś rzucił kultowy tekst:
- A kto cię tak zranił, dziewczynko? Myszka Miki?
Dziewczyna najpierw wyszeptała "nie" cała czerwona, a gdy już autobus się zatrzymał, oblała mnie i kolesia od Myszki Miki po równo colą, a potem strzeliła kolesiowi z liścia w twarz i uciekła.
No spoko.
Ostatnio z nudów obejrzałem 4 sezony Masterchefa w dwa dni.
Teraz jak zrobię coś do jedzenia, wcielam się w Magdę Gessler i oceniam swoje danie pod względem smaku i wyglądu.
Dwa razy wszedłem do najlepszej trójki, ale ostatnio zebrałem taki opierdol za przesmażone krewetki, że aż miałem łzy w oczach.
Czasem kiedy potrzebuję atencji, mam zły dzień i czuję się do dupy, podłączam sobie tablet graficzny do komputera, wchodzę na kurnik i gram w kalambury.
Czuję niezwykłą satysfakcję widząc, że moje rysunki są lepsze od innych i już nie czuję się jak gruba buła z parą lewych dłoni.
Dodaj anonimowe wyznanie