Przed chwilą trafiłem na wyznanie, opowiadające o kobiecie (akurat dostała okresu) i mężczyźnie (kliencie).
Kobieta zauważyła, że klient idący za nią przypatruje się jej. Niestety po całym zajściu okazało się, że okres dał we znaki i przesiąkł przez spodnie.
Pod wyznaniem większość komentarzy jest o tym, że mężczyzna zachował się chamsko, nie mówiąc o tym kobiecie. To teraz czas na moje wyznanie.
Odkąd żyję (26 lat) na tym świecie, miałem okazję zobaczyć trzy "wpadki" związane z okresem.
Pierwsza kobieta: młoda, bardzo zadbana, nawet za... Po prostu ostro "wytapetowana". Zobaczyłem, że na jej jeansach widnieje dość mocna, krwawa plama. Podszedłem, w kulturalny sposób powiedziałem, że pani ma na spodniach plamkę od "kobiecych dni". Cóż się stało? Zostałem zwyzywany od zboczeńców, chamów oraz męskiej dziwki (?). Dobra, przeprosiłem i odszedłem.
W tym samym roku sytuacja przytrafiła się również zwykłej nastolatce jadącej autobusem wraz ze znajomymi. Jej wygląd był neutralny, a zachowanie pośród jej znajomych wskazywało raczej na "cichą myszkę". Cała grupka wysiadła na tym samym przystanku co ja. Patrząc przed siebie widzę, że młodej przytrafił się mały problem. Trochę niepewny po ostatniej zaistniałej sytuacji podchodzę, z góry przeprosiłem za to, co powiem, ale uświadomiłem ją o "widocznym punkcie". A tu co? Morda na mnie, "szara myszka" okazała się diabelskim szczurzyskiem, któremu słów pozazdrościłby niejeden wulgarny osiedlowy Seba. Powiedziałem już sobie, że pierdzielę taką pomoc.
Po kilku, może 2-3 latach nadarzyła się ponowna okazja. Nie przejmowałem się już wydarzeniami z przeszłości i postanowiłem pomóc pewnej kobiecie (ok. 40 lat). Podchodzę, powiadamiam o sytuacji i co? Dostaję w twarz, ponownie zostaję nazwany chamem, a po tym wszystkim kobieta zagroziła mi, że jak trafię na jej męża, to wtedy zobaczę jaki to ja będę miał problem.
Od tamtej pory nie natrafiła się żadna podobna okazja, ale myślę, że nawet jeśli, to nie podejmę takiego kroku, który zrobiłem wcześniej. Do 3 razy sztuka, każda z kobiet wydawałoby się inna, ale cóż. Dlatego takie komentarze jakie pojawiły się pod tamtym wyznaniem wzbudziły we mnie mieszane uczucia. Będąc mężczyzną zdaję sobie sprawę z tego, że kobiecy okres dla niektórych, zwłaszcza młodszych pokoleń jest wstydliwym tematem. Dlatego też ludzie w takich sytuacjach milczą, po czym zostają uważani za chamów. Ale jeżeli pomogą? Zapewne wielu facetów mimo tego, że czuli wstyd i niepewność, pomogło takiej kobiecie. A teraz ilu z nich zostało odprawionych z takim kwitkiem jak ja?
Temat do dyskusji pozostawiam wam. ;)
Mam patologicznego ojca. Przyjechał do mnie w odwiedziny wraz z matką na noc, bo akurat daleko mieszkam.
Ja jak to w nocy, sobie pracowałem nad projektami przy laptopie, bo studia, a pracuję więc nie mam czasu.
Nagle ojciec wstaje i mi każe się położyć, bo jutro nie wstanę do szkoły (hoi że studia wieczorowe). Ja mu na to, by sam się położył bo rano mają pociąg, to ten (jak to mój ojciec) zaczął mnie wyzywać. Ja jakoś próbuję go uspokoić i mówię by był ciszej, a ten coraz bardziej odwala szopkę.
Nagle co się odje*ało: Poszedł wyłączyć prąd, a jak nie znalazł bezpieczników, bo to koleś ze wsi i nie wie gdzie są w bloku mieszkalnym, to rozje*ał mi laptopa (akurat byłem w kuchni i robiłem sobie kawę).
Usłyszałem hałas i wrzask ojca. Poszedłem do źródła hałasu i zastałem tam szczątki sprzętu elektronicznego na podłodze. Podziwiam siebie za opanowanie, bo nic mu nie zrobiłem, nawet nie nakrzyczałem, tylko spokojnie powiedziałem by wziął swoje rzeczy i wyszedł z mieszkania jak najszybciej.
No i tak wrzeszczał i łaził w kółko z 10 min., a matka pakowała siebie i jego o 1 w nocy, no i kolejne jaja... przyjechała policja.
Nie wiem jak, ale stary zdążył zadzwonić na psy zanim zniszczył sprzęty, a że znał na pamięć mój adres, bo po drodze do mnie się pytał z matką ze sto razy przechodniów gdzie to jest, bo przyjechali innym pociągiem niż mieli i mi o tym nie powiedzieli za co też była mała awantura (ale to już inna historia), to zdążył zapamiętać ten je*any adres, a szkoda.
No i panowie ze służb się pytają o co kaman? No to ja czekam, aż ojciec przestanie wyzywać na mnie do policjantów, jakiego to ma złego syna co ich opuścił na wsi, bo na studia chciał iść i to zdrada w ogóle, i znowu siedzi po nocach, jak kiedyś w domu, i się stawia, no i kabarecik taki, a potem ja wyjaśniam co się stało, tylko, że mi ojciec przerywał wyzywaniem, mimo że policjanci próbowali go uspokoić. Potem sąsiedzi przyszli złożyć skargę o hałas, a ja dalej wyjaśniam przy sąsiadach. Nagle znowu kolejna część serialu... Tym razem scena walki: ojciec w swoim wkur*ieniu na moje "kłamstwa", które były faktami rzucił się na mnie i zaczął mnie bić. Ja nie zdążyłem wykminić o co kaman, a zdążyłem stracić dwa zęby, a potem panowie mundurowi go skuli. Sąsiedzi w szoku, ja dalej nie wiem co się odje*ało, matka w płacz, ten się rzuca... taka sytuacja.
No finał jest taki, że mnie już nie wolno mieszkać w tamtym mieszkaniu, nie mam do dziś żadnego laptopa, zawaliłem studia, miałem bolesne wizyty u lekarza (nie tylko dla mnie ale i mojego portfela), no i mieszkam na razie u przyjaciółki, od niecałego tygodnia. Ojciec ma sprawę o pobicie i cała rodzina mnie nienawidzi, bo przecież jak mogłem się stawiać?
Taa... ogólnie to mi się trochę świat zawalił i została mi przyjaciółka, no i gówniana praca w fabryce. Nie mam siły...
Autentyczna sytuacja z 06.11.2017. A4 WRO-KAT 300 km.
Kolega jechał dzisiaj autostradą A4 z Wrocławia... Zatrzymał się na parkingu... Podchodzi do niego czysty, w czystym ubraniu mężczyzna z wiaderkiem i mówi, że jest bezdomny i pyta czy może mu umyć szyby. Kolega zgodził się, ale tylko na przednią szybę, bo resztę szyb miał strasznie uwalone błotem. No to gość umył przednią szybę (powaga ładnie umył, osuszył ręcznikiem papierowym itp.), więc kolega najpierw myślał dać mu dychę, ale że nie znalazł to dał mu 20zł. I teraz najlepsze: Pan jak zobaczył dwie dychy to zdębiał i powiedział, że za dużo i tego nie przyjmie...
Po chwili słownej "szarpaniny" wziął te 20zł i mimo protestów kolegi zaczął myć wszystkie pozostałe szyby z taką samą zawziętością i sumiennością jak tę czołową. Kolega wpadł na pomysł, aby kupić coś jeszcze do jedzenia temu Panu, więc proponuje mu to (przekonany, że się zgodzi nawet zaczął iść w kierunku restauracji), ale facet powalił go z nóg kolejnym argumentem. Otóż bardzo podziękował, ale ma kanapki w plecaku i On raczej nie jada w restauracjach, bo woli "swojskie". Po kilku próbach efekt był niestety ten sam. Kolega wsiadł do samochodu i razem z Żoną i dziećmi czekali aż Pan skończy.
Na koniec Żona kolegi wyciągnęła jeszcze 10 swojskich jajek i zapytali fachowca czy ma dostęp do jakiejś patelni czy czegoś podobnego. Gość przez chwilę mówił, że niestety nie ma dostępu do takich rarytasów, lecz koniec końców zabrał podarowane jajka z przekonaniem, iż znajdzie się ktoś kto mu je ugotuje chociaż gdzieś.... Wiadomo trudno mu to będzie zrobić na autostradzie... no ale cóż.... chcieli dobrze... skoro wziął to sobie poradzi.
Z mojej strony szacun dla tego Pana i podziw, że mimo przeciwności losu nie chciał wyciągnąć kasy od kolegi tylko wziął tyle ile uważał za stosowne, pomimo większych, szczerych chęci kolegi.... Jakby ktoś go kiedyś spotkał (a myślę, że bez problemu jeśli będziecie chcieli to go skojarzycie z w/w sytuacją), to proszę w imieniu moim jak i kolegi pozwolić umyć mu chociaż tę jedną szybę. 💪
Kiedy byłam dzieckiem i bolał mnie brzuch, mama kazała mi naślinić pępek. Mówiła, że to najbardziej pomaga, i tak siedziałam na klopie z zatwardzeniem, śliniłam palec i smarowałam pępek. O dziwo zawsze pomagało.
Swoisty efekt placebo w moim przypadku istnieje.
Mam w szkolę pewną irytującą znajomą. Wszędzie za mną łazi, rozpowiada wszystkim, że się przyjaźnimy i nie daje sobie wytłumaczyć, że tak naprawdę ledwie się znamy, a na to wszystko ja nawet nie chcę jej bliżej poznawać.
Ostatnio jednak przeszła samą siebie. Na środku szkolnego korytarza zrobiła mi ogromną aferę, bo nie zaprosiłam jej na urodziny. Nawet mnie spoliczkowała!
W podstawówce na angielskim dostałam uwagę o treści: "robi zamieszanie w klasie, twierdząc, że na swojej ławce zobaczyła wszy".
Problem w tym, że to naprawdę była wesz i wszyscy przyznali mi rację kilka dni później, kiedy wydało się, że parę osób jest zawszonych.
Oczywiście szanowna pani nauczycielka nie chciała wyjaśniać sytuacji i ta jedna uwaga spędzała mi sen z powiek w moim idealnym dzienniczku do końca 4 klasy podstawówki. Nawet babcia w Wigilię o niej wspomniała. :(
Takie anonimowe wyznanie, do dziś uważam to za niesprawiedliwe.
Prowadzę własny warsztat samochodowy. Pewnego dnia mój wujek przyjechał do nas ze swoim uszkodzonym autem i wypalił tekst typowego Janusza - "po znajomości zrobisz mi taniej, w końcu jesteśmy rodziną!".
Zawsze nienawidziłem takiego zachowania, więc powiedziałem mu "a może ty po znajomości zapłacisz mi więcej?"
Wujek nie odzywa się do mnie ani do moich rodziców od pół roku.
Kiedy miałam 13 lat, zaczęłam miesiączkować - nic nadzwyczajnego. Mama obdzwoniła całą rodzinę z tą jakże interesującą informacją, po czym przyjechała do mnie ciocia i kazała mi ściągnąć majtki, żeby móc zobaczyć mój okres.
Nie pokazałam.
Jestem świeżym kierowcą - prawo jazdy zrobiłam dopiero w maju tego roku, zmuszona przez życie, a raczej troje moich dzieci, które w komunikacji zachowują się jak dzikusy.
Z tej okazji mój mąż kupił mi starego forda focusa, żebym nie bała się go odrapać i obtłuc. Ale do rzeczy.
Jechaliśmy dziś w pełnym składzie dużą warszawską ulicą i nagle - o nie! podczas jazdy zgasł mi cały wyświetlacz. Myślę sobie: co się dzieje??? Samochód jechał dalej. Po chwili zapalił się pulpit. Pomyślałam, że trzeba zjechać na bok. Ale... nie zdążyłam. Samochód zgasł (!) na środku ul. Ostrobramskiej.
Od razu panika... aaaa! Co teraz?! Mąż akurat zapomniał telefonu. Włączyłam awaryjne, próbuję odpalić, a tam nic. Samochody jadą dalej, ja stoję, łzy w oczach - myślę: trzeba go zepchnąć. Tak zaczęłam robić. Jestem raczej drobna, w samochodzie nie działało wspomaganie, trójka dzieci krzyczy z tylnej kanapy. Nagle patrzę, a podbiega trzech panów. Jeden z nich mówi: "Pani wsiada i kieruje, a my panią zepchniemy". Raz, dwa i samochód był na poboczu.
Wiecie, jakie to jest wspaniałe uczucie? Najpierw jesteś zestrachana, a nagle sytuacja znów jest pod kontrolą.
Zaraz pojawił się starszy pan i mówi: "Tu za rogiem jest warsztat! Zaraz pani pokażę!".
Ruszyliśmy z dziećmi, wspierani przez pana, który się śmiał, że zawsze musi być ten pierwszy raz na środku ulicy.
Pan z warsztatu z ul. Fieldorfa poszedł ze mną natychmiast do zepsutego samochodu, nim jeszcze wyjaśniłam zawiłość sytuacji, pomęczył się z przednią klapą, ocenił stan akumulatora i ocenił, że potrzebny elektryk.
Ściągnęłam lawetę, a kiedy na nią czekałam, ludzie co chwila stawali i pytali: "Czy trzeba pomóc?", "Czy wszystko okey?", "Czy czegoś pani potrzebuje?", "Tu jest warsztat obok, może pani pokazać?".
Dzięki takim ludziom jak ci wszyscy, których dziś spotkałam, ten dzień nie był okropny, a pierwsze doświadczenia z zepsutym samochodem zapamiętam przez wsparcie płynące od ludzi - panów pchaczy, pana mechanika, pocieszające mnie panie, starszych panów opowiadających o swoich usterkach.
Może ktoś z Państwa przeczyta to wyznanie. Dziękuję bardzo za okazaną pomoc - zwłaszcza Panom Pchaczom i Panu Mechanikowi!
Jesień, szaro, buro, wieje i deszcz mży.
Staruszek przy bankomacie odbiera swoje pieniążki. Wiatr mu je wywiewa z rąk i rozlatują się po 10 m2 chodnika.
Szybko przystąpiłem do działania i wyzbierałem te setki. Plik około 3000 zł.
Oddałem starszemu panu wszystko co zebrałem. Za mną moje ziomki krzyczą: "ty debilu, ja bym nie oddawał, piątunio na bogato!".
Mam 17 lat i wstyd mi za nich.
Dodaj anonimowe wyznanie