#MOVIo

Jestem świeżym kierowcą - prawo jazdy zrobiłam dopiero w maju tego roku, zmuszona przez życie, a raczej troje moich dzieci, które w komunikacji zachowują się jak dzikusy.
Z tej okazji mój mąż kupił mi starego forda focusa, żebym nie bała się go odrapać i obtłuc. Ale do rzeczy.

Jechaliśmy dziś w pełnym składzie dużą warszawską ulicą i nagle - o nie! podczas jazdy zgasł mi cały wyświetlacz. Myślę sobie: co się dzieje??? Samochód jechał dalej. Po chwili zapalił się pulpit. Pomyślałam, że trzeba zjechać na bok. Ale... nie zdążyłam. Samochód zgasł (!) na środku ul. Ostrobramskiej.
Od razu panika... aaaa! Co teraz?! Mąż akurat zapomniał telefonu. Włączyłam awaryjne, próbuję odpalić, a tam nic. Samochody jadą dalej, ja stoję, łzy w oczach - myślę: trzeba go zepchnąć. Tak zaczęłam robić. Jestem raczej drobna, w samochodzie nie działało wspomaganie, trójka dzieci krzyczy z tylnej kanapy. Nagle patrzę, a podbiega trzech panów. Jeden z nich mówi: "Pani wsiada i kieruje, a my panią zepchniemy". Raz, dwa i samochód był na poboczu.
Wiecie, jakie to jest wspaniałe uczucie? Najpierw jesteś zestrachana, a nagle sytuacja znów jest pod kontrolą.
Zaraz pojawił się starszy pan i mówi: "Tu za rogiem jest warsztat! Zaraz pani pokażę!".
Ruszyliśmy z dziećmi, wspierani przez pana, który się śmiał, że zawsze musi być ten pierwszy raz na środku ulicy.
Pan z warsztatu z ul. Fieldorfa poszedł ze mną natychmiast do zepsutego samochodu, nim jeszcze wyjaśniłam zawiłość sytuacji, pomęczył się z przednią klapą, ocenił stan akumulatora i ocenił, że potrzebny elektryk.

Ściągnęłam lawetę, a kiedy na nią czekałam, ludzie co chwila stawali i pytali: "Czy trzeba pomóc?", "Czy wszystko okey?", "Czy czegoś pani potrzebuje?", "Tu jest warsztat obok, może pani pokazać?".

Dzięki takim ludziom jak ci wszyscy, których dziś spotkałam, ten dzień nie był okropny, a pierwsze doświadczenia z zepsutym samochodem zapamiętam przez wsparcie płynące od ludzi - panów pchaczy, pana mechanika, pocieszające mnie panie, starszych panów opowiadających o swoich usterkach.

Może ktoś z Państwa przeczyta to wyznanie. Dziękuję bardzo za okazaną pomoc - zwłaszcza Panom Pchaczom i Panu Mechanikowi!
Pichos Odpowiedz

Moja pierwsza myśl: Reklama dla warsztatu przy ul. Fieldorfa.

03Koss30

Jak dla mnie, to za taką postawę,bardzo dobrze!

Tymczasowo

Którego?

ShadowOfTheNight

Też tak pomyślałam, ulica podana, miasto i wg

akurat nie mam z nim nic wspólnego :) po prostu facet był naprawdę miły! I tam są ze 2 warsztaty koło siebie więc do końca nie wiem który to :/

tylkoradio Odpowiedz

A u mnie plus za to, że nie wozisz trójki małych dzieci komunikacją miejską, skoro zachowują się jak dzikusy <3

HerbatkaZMiodem

A może zamiast tego po prostu nauczyć dzieci jak się zachowywać w komunikacji...

zenibypiekna

@HerbatkaZMiodem moje dziecko od maleńkości boi się jazdy autobusem i krzyczy na cały regulator. Nie mam prawa jazdy, póki coś staram się zawsze znaleźć możliwość jazdy z kimś autem, czy ewentualnie zamówić ubera, ale miałam dwa lata temu sytuację, kiedy bez autobusu się obyć nie mogło. Karta z banku odmówiła posłuszeństwa, gotówki zero, zawieźć nas kto nie miał, dziecko dostało nagle wysokiej gorączki i jakoś musiałam się dostać na pogotowie... Krzyki syna nie były spowodowane brakiem wychowania, a strachem przed tym środkiem komunikacji. Nie każde dziecko, które krzyczy to od razu rozwydrzony bachor. Dla mnie i małego to też nie była komfortowa podróż, ale zdarzyła się konieczność takiej jazdy. Teraz już z autobusów w ogóle nie korzystamy, tj. próbowaliśmy, ale młody nawet nie wsiądzie, a ja nie zmuszam. Kiedyś minie (mam nadzieję). Fakt faktem warto oszczędzić innym pasażerom uszu, czy sobie i dziecku/dzieciom stresu, ale niestety nie każdy w sytuacji podobnej do naszej ma takie podejście.

Moje dzieci mają 2,4 i 6 lat. I bardzo żywo reagują na to, co widzą za oknem. Sama lubię podróżować w ciszy autobusem, więc było dla mnie ogromnym źródłem stresu, że oni gadają, śmieją się etc. Poza tym zawsze komuś się zachce do WC.

xeinap Odpowiedz

Nigdy nie spotkałem człowieka, który chciałby mi w czymkolwiek pomóc. Może w stolicy jest inaczej?

joshspookyjim

ja tam też a jestem ze stolicy, wiec obalam założenie :P, jeśli nie zadzwonilam po kolegów to nikt obcy się moim staniem na awaryjnych i mina "zaraz sie poplacze!" nie zainteresował. ;)

Azorrr

panom pchaczom xdd ogarniacie? xd

Jaruna

Ja w swoim czasie jezdzilam różnymi autami, w dodatku najmłodszy był z 2000 roku, same nastolatki albo i pełnoletnie. Rozkraczały się namiętnie. Najgorsza byla Astra, mam do niej sentyment ale dała mi popalić. Raz w zimie nie chciała odpalić na parkingu pod Makro, nikt nie miał kabli ale znalazło sie dwóch panów co mnie wzięło na pych. Innym razem na środku Marszałkowskiej zerwała sie linka od sprzęgła, kilku chłopa mnie spychalo na chodnik. Pan Zbycho pokazywał mi jak odpalić auto na śrubokręt jak astra padła mi w największą ulewe gdzies na mokotowie. Miałam szczęście do ludzi, bo do samochodu jak widać nie bardzo :D

Albus

joshspookyjim bo nie jesteś ładną kobietą xd

wroblitz Odpowiedz

Z ofiarności tych wszystkich panów można wywnioskować, że musisz być co najmniej 7/10.

SamaWSobie Odpowiedz

Kiedyś jak właśnie Fordem Focusem samochodem jechałam z rodziną w góry (mieszkam nad morzem) w środku podróży także mi zgasł, i to nie raz. I to nie tylko mi. Właściwie gdy przeczytałam w wyznaniu, jaki model auta to coś czułam że samochód padnie xD

Odpowiedz

ps. alternator padł :)

tawysniona

Dziwne, ze mechanik tego nie załapał.

Bywa123

Przecież powiedział, że potrzebny elektryk

WygodnyTapczan Odpowiedz

Na parkingu zimą nie mogłem kiedyś odpalić. Żona wsiada za kierownicę, a ja próbuję pchać, średnio idzie. Nagle jakiś chłopak z plecakiem podchodzi, chyba szedł ze szkoły. Na oko 17 lat. Zaczyna pchać, samochód odpalił, a ten poszedł bez słowa 😐

xeinap

Ja tak robię :-) a jak ktoś ma wyłączone światła a ja telefon w ręku to migam latarką.

Lipizzaner Odpowiedz

Kiedyś miałam bardzo okropny tydzień: zepsuty telefon, koń okulał, a gdy jechałam do niego, żeby mu założyć opatrunek to złapałam kapcia na jakimś zadupiu i próbowałam sama wymienić koło, co szło bardzo opornie. I zatrzymał się jakiś miły pan, który raz dwa pomógł mi wymienić koło, bo jak powiedział, kiedyś jego żona miała podobnie i nikt jej nie pomógł.

tomojanuda Odpowiedz

Ja kiedys wybieralam sie z rana w dłuższą podróż i chcialam wieczorem przedniego dnia sprawdzic poziom oleju. Poszlam ok 23 na parking obok bloku otworzylam maske... przechodzilo w tym czasie 3 panów (oddzielnie) i kazdy zapytal sie czy nie potrzebuje pomocy, a jeden to nawet na piwo zapraszał ;) stwierdzilam że spoko sposob na podryw stanac autem wieczorem w dosc ruchliwym miejscu i otworzyc maske... 😂 a kiedys tez mialam taka sytuacje że poprosilam kuriera kt szedl do bloku z przesylkami by tylko powiedzial mi gdzie jest wiatrak od chlodnicy... pan udzielil informacji i powiedzial ze zaraz bedzie wracal to jeszcze do mnie podejdzie jakby co. Faktycznie o kilku minutach przyszedl i jeszcze udzielil mi paru cennych rad i wskazówek. Są ludzie podli i są też ludzie serdeczni, nie trzeba generalizować. Ja na szczęście częściej trafiam na tych drugich :)

xeinap

To ile czasu olej sprawdzasz !?

tomojanuda

Mam stare auto i ciagle cos niedomaga więc przed dłuższą trasą staram się je obejrzeć na ile się da czy wszystko ok. Dolewam płyny (tak, z chłodnicą też problemy), wyrzucam śmieci, napisałam tylko o oleju bo już nie chciałam wchodzić w szczególy i was zanudzać resztą, olej był tu najistotniejszy ;)

Arszenik Odpowiedz

Miałaś szczęście. Nigdy nie zapomnę kiedy na środku ulicy padł samochód mojemu kumplowi. On pchał z przodu, jednocześnie kierując, a ja z tyłu. Obok przystanek pełen ludzi. NIKT nie zapytał czy pomóc. Mam nadzieję, że tych wieśniaków też kiedyś spotka coś takiego.

Misiaaaa

Wkurza mnie określenie wieśniak.

Azerate

W tym przypadku jednak jak najbardziej odpowiednie.

Misiaaaa

Z tego co idzie wywnioskować akcja działa się w mieście. Pytalam w mieście o drogę wszyscy udawali, że nie słyszą. Na wsi jak spytałam to od razu pierwsza osoba mi odpowiedziała. Dlatego tak wkurza mnie to określenie. Jest dla mnie po prostu bardzo nie trafione.

Luuuuuuzik

Misiaaaa A to ty nie wiesz, ze slowo ,,wiesniak'' to okreslenie osoby z takim,a nie innym stanem umyslu? Nie odnosi sie o tyle co do ludzi ze wsi, a kazdego czlowieka- nawet ze stolicy, ktory nie umie sie zachowac itp.

xeinap

Tak, rozumiem co się powszechnie uważa o tym słowie. Mieszkam na wsi i wcale pod względem uczynności "wieśniacy" nie różnią się od ludzi z miasta.

Zobacz więcej komentarzy (15)
Dodaj anonimowe wyznanie