#AyLgt

Gdy byłam mała bałam się kliknąć opcji „uśpij” na komputerze, bo myślałam, że w ten sposób już nigdy go nie włączę. Kojarzyło mi się ze zwierzętami, które usypiane, już się nie obudzą. Dlatego zawsze wyłączając komputer czułam niepokój, wywołany tym, żeby nie kliko się „przypadkowo”.

#GCVu0

Wychowana zostałam na wsi w konserwatywnej rodzinie. Ich poglądy w 100% zgadzały się z poglądami Kościoła Katolickiego. Właściwie to nigdy nie wiedziałam, czy wierzę w Boga czy nie. Wiedziałam za to, że pragnę dużej, kochającej rodziny.

Starania o dziecko zaczęłam zaraz po ślubie. Niestety nie udawało się. Ginekolog powiedział, że jestem niepłodna. Rodzina oczywiście robiła przytyki, że hi, hi, dziecka nie ma. Zdecydowałam się na metodę in vitro.
Na początku rodzina o niczym nie wiedziała. Wszyscy byli szczęśliwi, po narodzinach oczywiście chrzest, wyprawka, wszystko. Niestety to, że mała jest z in vitro wydało się, gdy miała 5 lat (moja matka przeglądała NASZE dokumenty w NASZYM mieszkaniu).
 
Znienawidzili nas i Anię. Zabrali ją na wycieczkę i powiedzieli, że "jej życie nie jest prawdziwe, ponieważ stworzono ją w laboratorium, więc nie może być do końca człowiekiem". Mała miała duże problemy. Nie rozmawiała z innymi dziećmi w przedszkolu, myślała, że nigdy nie będzie normalna i za Chiny nie dało się jej przywrócić do stanu sprzed wycieczki. Myślała chyba, że jest jakimś robotem.

Oczywiście zapisałam ją do psychologa i jakoś powróciła do normalności po roku. Z rodziną kontakt zerwaliśmy.
Teraz jestem w drugiej ciąży. Rodzina nasłała na mnie opiekę społeczną. Chyba nigdy się od nich nie uwolnię.

#ZwwG8

Dorabiałem sobie na pogrzebie niosąc krzyż. Dla niewiedzących: osoba z krzyżem zawsze idzie przed wszystkimi. Tuż przed księdzem.

Wchodząc do kościoła pełnego ludzi zawadziłem nim o framugę i głośno (bardzo) powiedziałem "kurwa mać".
Już więcej w tym zakładzie mnie nie zatrudnili :-(

#Oy0Sw

Nasze pierwsze spotkanie miało miejsce w przedszkolu. Ja - najbardziej "wyszczekana" i największa, przywódczyni bandy, on - malutki, bladziutki, większość czasu spędzał na uboczu, z nikim się nie bawił. Pewnie dlatego mnie zaintrygował. Nie było łatwo, ale po kilku dniach namawiania nieśmiało przyłączył się do mnie i reszty dzieciaków. Od tego momentu staliśmy się nierozłączni, chyba nigdy nawet się nie pokłóciliśmy. Od podstawówki do liceum chodziliśmy do jednej klasy, sytuacja uległa zmianie dopiero na studiach. On wybrał ASP, ja polibudę, ale mieszkanie wynajmowaliśmy, jak łatwo się domyślić, wspólnie. Dla znajomych i rodziny stanowiliśmy swego rodzaju fenomen; sporo osób nawet nie pytało, tylko z góry uznawało nas za parę. Część czasami żartowała, że Kuba jest największą sierotą w historii świata, bo nie potrafi "wziąć mnie w obroty". Zgodnie milczeliśmy, za każdym razem.

Prawda jest taka, że faktycznie dobraliśmy się jak mało kto. Kochamy się, ale nasza miłość jest czysto "mentalna". Żadne z nas nie czuje potrzeby fizycznej czułości, bliskości, seksu... Rozmowy, wspólne pasje, codzienne wsparcie czy wygłupy - jak najbardziej. Śpimy osobno, nie trzymamy się za ręce, parę razy próbowaliśmy się pocałować, ale za każdym razem wspólnie uznawaliśmy, ze zdecydowanie "coś tu nie gra", więc sobie odpuściliśmy.
W maju ślub, wyczuwam szaloną noc poślubną. :D

PS Uprzedzając pytania - każde z nas próbowało spotykać się z kimś innym. Chodziliśmy na randki itd. Za każdym razem ten sam schemat - zero pociągu fizycznego, a na domiar złego rozmowa zazwyczaj średnio się kleiła. Taki już nasz, zimnych drani, urok.
Ślub bierzemy, ponieważ:
1) naprawdę się kochamy i czujemy, że chcemy być ze sobą do końca życia
2) w razie gdyby coś stało się któremuś z nas; wiadomo jak sprawa wygląda w przypadku niezalegalizowanych związków.

#AnJxa

Uczę dzieci pływać. A dokładnie 5-latki. Sprawia mi to wielką radość, a sytuacje typu gdy dziecku po kilku zajęciach krzyczy na cały basen do swoich rodziców: "Mamo/tato, patrz jak pływam" są dla mnie bezcenne. Jest dla mnie to nie tylko praca, ale i ogromne wyzwanie. Czemu? To są 5-latki! Najbardziej nieobliczalne dzieci na świecie, one mogą wszystko, dosłownie. A oto kilka przykładów.

Tomek: "Nie wejdę do wody, bo się boję...". Dla mnie zrozumiałe, pierwszy kontakt z wodą może być trudny dla dziecka, gdy nagle jego mama mówi mi, że jeżdżą z Tomkiem od 2 lat nad morze podczas wakacji i się do wody nie bał wejść. Dobra, dobra, wezmę cię podstępem: "Tomku, a potrafisz nurkować?". Oczy mu nagle zabłysnęły, wiedziałem, że połknął haczyk, a Tomek na to: "A jasne, że potrafię!". Od razu wszedł do wody, zanurkował, myślę sobie - kurde, połknął haczyk, spławik i do tego kawałek wędki upierdolił - a Tomek ni stąd, ni zowąd, po wynurzeniu wyszedł z wody. What? Pytam się, czemu wyszedł, a Tomek: "Bo jak wszedłem, to się już nie bałem, ale jak wyszedłem, to się boję".  ( ͡º ͜ʖ͡º).

Paulina: "Proszę panaaa, ja nie chcę nurkować!". Niech będzie, ale wolę wiedzieć dlaczego, to się pytam: "A czemu nie chcesz? Boisz się, że ci woda naleci do noska?". Jak myśli 5-letnie dziecko? "Bo pod wodą nie da się oddychać, to jest głupie...". Taaa... Racja...

Urszulka: Przeważnie na zajęcia przychodziła z tatą, ostatnim razem przyszła z mamą. Chcę się przedstawić, zanim mi się udało Urszulka podbiega i mówi "Mamo, mamo, to jest pan Kuba, brzydki, ale fajny nauczyciel z niego". Mama parsknęła, a ja zacząłem chodzić na siłownię.

Fiodor: "Aa, aaa, proszę pana, a mogę teraz na bzuchu?". Powiedźcie sobie głośno dziecięcym głosem "Na bzuchu", jeszcze raz, i jeszcze raz. To jest takie słodkie i rozczulające, odpowiadam mu śmiejąc się i zarazem płacząc, "Taak <chlip><chlip> możesz".
Pozdrawiam Anonimowe :)

#hpHjQ

Kolęda. Ja sama w domu z dziećmi, mąż pracuje za granicą, bo wiadomo, większa kasa.
Jak to zwykle bywa była modlitwa, potem kilka standardowych pytań i już prawie koniec. Przed wyjściem ksiądz sięgnął po kopertę leżącą na stole i już stojąc w drzwiach... zerknął do środka. Z niezadowoleniem w głosie stwierdził, że inni parafianie pracujący za granicą dają w euro...

Początkowo mnie zatkało. A po chwili się wściekłam! Ledwo wiążemy koniec z końcem, daję mu ofiarę na kościół, a on wybrzydza, bo mu waluta nie pasuje. Tak mnie wkurzył, że wyjęłam mu kopertę z rąk i powiedziałam, że w takim razie inni już chyba wystarczająco na kościół ofiarowali, a w przyszłym roku nawet nie musi się do mnie fatygować, po czym zamknęłam drzwi.

Chyba mu się głupio zrobiło, bo minę miał nietęgą ;)

#TZWm0

Święta to dla każdego dzieciaka magiczny czas. Wiadomo, wolne od szkoły, prezenty, no i spotkanie z całą rodziną. Zawsze nie mogłem się doczekać świąt, wyjazdu do babci, spotkań z kuzynostwem.

Nadeszły święta wielkanocne. Bylem tuż po 18., mimo to nadejście tych świąt nadal napełniało mnie euforią. Mieliśmy jechać jak co roku do babci - ja, młodszy brat i mama (tata niestety te święta miał spędzić w pracy). Godzina 9, ja spakowany, zakładam kurtkę, gdy mamusia oznajmia mi, że ja nigdzie nie jadę. Ojciec w szoku, ja w szoku, co się dzieje? Myślałem na początku, że tylko sobie żartuje, droczy się. Jednak ona zdecydowanie stwierdziła, że nie chce spędzać ze mną świąt i wyszła razem z młodszym bratem. Widziałem, jak ojcu było przykro, próbował zamienić się z kimś w pracy, żeby tylko ze mną zostać, niestety nic z tego nie wyszło. Zgrywałem przed nim twardziela, że niby się tym w ogóle nie przejmuję, że mam to gdzieś (nie chciałem, żeby się przejmował), jednak gdy wyszedł z domu, kurtyna opadła. Zostałem sam w święta.
To było jedno z najgorszych uczuć, jakie przeżyłem. Pół dnia przesiedziałem wpatrzony w okno, później nakryłem sobie do stołu, ugotowałem jajka i tak wyglądało moje śniadanie świąteczne. Jadłem i ryczałem... nie polecam nikomu.

Matka w rodzinie powiedziała, że to ja nie chciałem jechać, a pod koniec roku złożyła papiery rozwodowe. Ciągle osądza nas o pobicia, znęcanie się nad nią, mimo że odkąd tylko pamiętam lała mnie czym popadnie, ale o tym może kiedy indziej.
Musiałem się wygadać i to tyle w moim pierwszym anonimowym wyznaniu.

#IrzVl

Jechałem sobie tramwajem, siedziałem sam w tak zwanej czwórce. Miałem słuchawki i patrzyłem w okno. Po kilku przystankach przysiadły się do mnie dziewczyny w wieku ok. 14-15 lat. Zawsze rozmawiają o ciekawych rzeczach, więc wyłączyłem muzykę, tak żeby myślały, że dalej słucham. Taki mały creep ze mnie.

No i wtedy zaczęła się rozmowa:
- No to opowiadaj.
- Weź, nie tutaj, jeszcze ten koleś usłyszy…
- No co ty, wyjebane ma, a muzyki tak głośno słucha, że tu słyszę.
(i tu pominę mniej ciekawy fragment rozmowy o tym, jak zagadać do kolesia i jak się szybko rozebrać, więc do rzeczy)
- Wtedy łapie cię ze cycki i ściska.
- No słuchaj, ale on ma tak serio robić?
- Kurwa, a jak inaczej niby?
- No nie wiem, ale on tak ściska i kręci, że trzeci dzień mnie suty bolą.

Jako że jestem spokojnym człowiekiem, powstrzymałem uśmiech aż do mojego przystanku.

Apel: panowie, nie ściskajcie i nie skręcajcie tak, żeby bolały ją 3 dni suty, bo ja później kisnę na uczelni przez 3 godziny.

PS Moja nie narzeka, przynajmniej nie w tramwaju.
No i ma 19 lat, a nie 15.

#Wn254

Jakoś tak nie lubię nieznanego...

Nie lubię poznawać nowych ludzi, chociaż wydaję się towarzyska i otwarta. Zawieram nowe znajomości, ale nie sprawia mi to radości. Nie lubię także nigdzie wyjeżdżać. To jest w miarę normalne? Słucham zawsze tych samych piosenek...

Oglądam także te same filmy i czytam te same książki po kilkanaście razy. Jakoś tak obawiam się, że film, którego nie znam, nie będzie dobry.

#49HTZ

Za dzieciaka często jeździłam do dziadków na wieś. Mieli oni sąsiadów, którzy posiadali dwa duże psy i nie były zbyt przyjazne dla innych zwierząt. Nie raz się zdarzyło, że pogryzły jakiegoś psa czy coś. Najczęściej nie były na łańcuchu, a podwórko nie było ogrodzone.

Na jaki pomysł wpadłam? Ano wracając ze sklepu drogą piaskową, wytarzałam się w ziemi i z płaczem wróciłam do babci, mówiąc, że jeden z tych psów się na mnie rzucił i mnie przewrócił. Babcia od razu wykonała "miły" telefon do sąsiadki i od tamtej pory nie widziałam, żeby psy biegały bezpańsko, gdzie im się podoba.
Dodaj anonimowe wyznanie