Pojechałam odebrać paczkę z paczkomatu około 22, bo wcześniej nie miałam czasu. Gdy skrytka się otworzyła, a paczka była w moich rękach, ktoś wyskoczył i biegnąc wywrócił mnie i wyszarpnął mi przesyłkę. Leżąc krzyczę, że to leki dla mamy z zagranicy, bardzo drogie i niedostępne w Polsce, prawię ryczałam tam i mówiłam, że są bardzo potrzebne dla mamy, aby nie musiała się męczyć. I wiecie co? Paczkę rzucił w moją stronę krzycząc "Przepraszam".
Gdyby wiedział, że w tej paczce był mój nowy telefon, raczej by nie oddał...
Pracuję w salonie jednej z większych firm telekomunikacyjnych w Polsce. Codziennie chodząc do pracy mijam "stoisko" świadków Jehowy - mają jakieś tam ulotki, stoją zazwyczaj dwójkami. Nikomu nie wadzą, nikogo nie zaczepiają.
Podkreślam, że w zasadzie nie mam nic do świadków Jehowy. Jako zaangażowany w życie Kościoła katolik, nawet trochę ich podziwiam. Organizują akcje ewangelizacyjne (i nie tylko), podczas gdy Kościół Katolicki często tego nie potrafi.
Do rzeczy, tego dnia, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, pani stojąca przy „stoisku” postanowiła jednak mnie nawrócić. Kiedy przechodziłem obok, zagadnęła mnie. Zwyczajowo próbowałem się wykręcić, powiedziałem, że się śpieszę do pracy, ale kobieta nie dała za wygraną.
- Słyszał pan już dobrą nowinę? – spytała.
Zanim zdążyłem się zastanowić, przyszedł mi do głowy „świetny” pomysł.
- Tak słyszałem! A panie? – chciała coś powiedzieć, ale jej nie pozwoliłem. – Niesamowite, prawda? – ciągnąłem. – Taka promocja. Samsung Galaxy S7 jedynie za 199 zł w abonamencie 100 zł miesięcznie, a Samsung Galaxy A5 za 1 zł. Taka promocja!
Ich miny były bezcenne. Dosłownie zostały z szeroko otwartymi ustami.
- To zapraszam do salonu – rzuciłem na odchodne z szerokim uśmiechem i poszedłem.
Normalnie jestem raczej szarą myszką, która lubi stabilne rzeczy - stabilna praca, chłopak itp. Moja przyjaciółka, nazwijmy ją Sylwia, przeciwnie. Przebojowa, szalona, stabilny ma chyba tylko adres zameldowania. Ale wiadomo, przeciwieństwa się przyciągają, przyjaźnimy się ponad 10 lat.
Ostatnio obie zakończyłyśmy związki - decyzja, babski wieczór na mieście. Zrobiłyśmy się na bóstwa, poszłyśmy na kolację do modnej knajpy, trzasnęłyśmy kilka drinków, potem udałyśmy się do klubu. Niestety mam problem z dość drażliwym jelitem i sałatka z restauracji zmusiła mnie do odwiedzenia klubowego kibelka. Sylwię zostawiłam przy barze. Po ok. 30 minutach (potrzeba + doprowadzenie się do porządku) wróciłam na salę. Sylwia przy barze.
Okazało się, iż przez 30 (słownie: trzydzieści!!!) minut mojej nieobecności Sylwia zdążyła zostać wyrzucona z klubu za podrywanie barmana, wrócić, bo poderwała też ochroniarza, po czym namówiła jakiegoś kolesia, by kupił nam 20 shotów, w zamian za trójkącik, gdy wyjdę z kibla. Wróciłam, gdy obiecane shoty były nalewane. Umowa nie doszła jednak do skutku, gdyż ja wypiłam 4 shoty, chłopak 4, a Sylwia wszystkie pozostałe, po czym zarzygała bar i padła. Do domu zawiozłam ją taksówką.
To chyba nie jest normalna znajomość.
Mam 16 lat. Jak to bywa, w moim życiu zawsze znajdą się przypałowe i śmieszne momenty.
Kiedy chodziłam do pierwszej klasy podstawówki, dostałam uwagę za to, że zużyłam za dużo papieru toaletowego. Gdy rodzice to usłyszeli, ich mina była... bezcenna.
Mam niesamowicie irytującą ciotkę. Wszystko zawsze wie lepiej, szczególnie jeżeli chodzi o wychowanie dzieci. Niby w miarę młoda, ale gorsza niż niejeden wyznawca Rydzyka.
Była oburzona, kiedy brat nie wziął swojej córki do kościoła w niedzielę, kiedy ta miała ospę. Pięcioletniemu dziecku nie wolno mieć zabawek, bo to już dorosły przedszkolak. No i większość zabawek jest grzesznych - ten typ, co boi się Hello Kitty czy pokemonów. Ogólnie jak jakiś nieszczęśnik z dzieckiem ją spotka, to musi wysłuchiwać jej narzekań, że z pociechy to debil jakiś wyrośnie!
Co najlepsze, ma już dwójkę dorosłych dzieci, absolutnie zniszczonych. Mają ledwo skończone gimnazja, dalszej edukacji nie podołali. Siedzą cały czas w domu, nie potrafią zachowywać się wśród ludzi. Kuzyn autentycznie mówi na tyle niewyraźnie, że mimo że znam go od dziecka, to nie potrafię go zrozumieć... No ale ona nadal uważa, że jako jedyna na świecie potrafi wychowywać dzieci.
Bonus - ja dzieci nie mam i nie zamierzam. Mam za to psa. Jestem również technikiem weterynarii i mam ukończony kurs psiego behawiorysty. Ciocia przyczepiła się, że mój pies jest chory psychicznie, bo mieszka w domu, nie w budzie i JE MIĘSO JAK SZATAN.
Cóż, cieszę się, że nie wpadła na pomysł posiadania zwierząt...
Od dłuższego czasu ćwiczę mięśnie Kegla, zalecił mi to lekarz w związku z leczeniem pewnej dolegliwości, od razu uprzedzam pytanie - nie chodzi o nietrzymanie moczu.
Ćwiczenia wykonuję wszędzie: w pracy, w pociągu, w domu przed tv. Ale najbardziej lubię robić to w pracy. :) Każdy kto ćwiczył wie, że jest to niezauważalne dla otoczenia. Bardzo podnieca mnie wykonywanie ćwiczeń w obecności kolegów z biura (jestem jedyną kobietą w dziale), moje ćwiczenia są wówczas bardziej intensywne, a czasem nawet prowadzą do mini orgazmu. :))))) Polecam wszystkim, szczególnie w pracy!
Mając 18 lat wyprowadziłam się z domu, sama się utrzymywałam, pracowałam, uczyłam się, byłam samodzielna. Nie jestem typem człowieka, który czeka aż podadzą mu wszystko na tacy. Chętnie pomagam innym, rodzinie też, choć moje relacje z nimi są dość skomplikowane (przez to też wyprowadziłam się tak szybko z domu), ale nigdy nie odmówiłam im pomocy.
Nadszedł dzień, kiedy to ja zaczęłam potrzebować pomocy.
Trafiłam do szpitala, mój stan był bardzo poważny, śmierć zajrzała mi głęboko w oczy. Przeżyłam. Ale po wyjściu ze szpitala nie mogłam wrócić do swojego mieszkania, potrzebowałam pomocy, nie mogłam mieszkać sama. Moja "madka" zaproponowała, żebym pomieszkała z nimi, póki nie stanę na nogi. Byłam jej bardzo wdzięczna, cały czas myślałam, jak jej się za to wszystko odwdzięczę. Starałam się nie być dla nich ciężarem, robiłam wszystko co mogłam, żeby nikomu nie przeszkadzać, starałam się pomagać w domu, być jak najbardziej samodzielna, co miesiąc dawałam pieniądze na rachunki i utrzymanie. Po niecałym miesiącu znowu trafiłam do szpitala. I mojej "rodzince" chyba bardzo to odpowiadało... Nikt mnie nawet nie odwiedził. Po wypisie wiedziałam, że jest coś nie tak... Coś wisiało w powietrzu. Na drugi dzień zostałam spakowana do worków na śmieci i wystawiona za drzwi.
Tylko dzięki moim znajomym i przyjaciołom przetrwałam tamten okres.
Było to rok temu. Nie utrzymuję z "rodzinką" kontaktu. Po tym zdarzeniu nawet nie interesowali się, jak sobie radzę. Ja wróciłam do życia, jest dobrze. Tylko nie mogę zrozumieć, jak można tak potraktować drugiego człowieka (własne dziecko), pozbyć się problemu i po sprawie...
Trochę o tolerancji, demokracji i naszych sąsiadach z zachodu.
Nowy rok akademicki, to i nowi współlokatorzy. Naszą nową współtowarzyszką została studentka z wymiany, której kierunek studiów łączy się z naszym pięknym krajem. Nazwana X na potrzeby wyznania, Niemka z pochodzenia, na owe wymiany jeździła na każdym rok i nie miało dla niej większego znaczenia, gdzie się znajduje. Jak prawdziwa kobieta XXI wieku i Europejka z krwi i kości, krzewiła wśród nas Merkelowskie dogmaty o imigrantach, UE, zacofanej Polsce itp. Nie była szczególnie natrętna, można było z nią porozmawiać na różnego maści tematy. Akurat tak się złożyło, że studiowałyśmy pokrewne kierunki, dlatego to do mnie najczęściej zwracała się z różnymi problemami. Po kilku miesiącach już myślałam, że złapałam z X kontakt i wzajemne zrozumienie. Głupia ja.
Po kolejnej żywej konwersacji na tematy historyczne pokazałam jej, wówczas wtedy szalenie popularny, film na YT "Niezwyciężeni", aby usłyszeć jej stanowisko na ten temat. I co usłyszałam? "Za bardzo się chwalicie"!
Chwalicie! Na brodę Merlina. Tak, chwalimy się ok. 4-5 milionami ofiar, 16 mld dolarów strat materialnych, zrujnowaniem naszego kraju, wyrżnięciem elity, okrojeniem granic, tym, że obecnie w polskich muzeach, galeriach mamy ochłapy, bo resztę zrabowali naziści, nie Niemcy przecież, bo wtedy byli naziści (sic!).
Tyle w temacie. Dalszych prób zaprzyjaźnienia nie podjęłam.
Odliczam dni, aż germańskie nasienie opuści nasze mieszkanie i nasz kraj.
Wiecie kiedy było mi najbardziej przykro w życiu?
Kiedy odbierałam 9-letniego brata ze szkoły i widziałam, jak inne dzieci się z niego śmieją, wytykają palcami i mówią, że jest gruby.
Rok temu był otyły, nawet bardzo. Dzieci już wtedy się z niego śmiały. W końcu sam przyszedł do rodziców z płaczem, że już tego nie wytrzyma i prosił, żeby coś z tym zrobić (w sensie z otyłością). Rodzice zabrali go do dietetyka. W niecałe pół roku przez ćwiczenia i dietę schudł 15 kg. Po to, żeby dzieci mu nie dokuczały.
Co zrobiły dzieci? Zaczęły mu dojeżdżać jeszcze bardziej. Ciągle słyszy, że jest gruby, że dieta mu nic nie dała.
Rodzice tych dzieci i nauczyciele mówią, że "to tylko dzieci", a mnie trafia szlag.
Miałam erotyczny sen.
Miałyście kiedyś marzenie, żeby na jeden dzień być facetem? Otóż doczekałam się jego spełnienia. Chociaż dalej byłam kobietą - między nogami pojawił się on - penis. Pomyślałam: co z tym teraz zrobić? Sen na szczęście pokierował mnie w sprzyjającą sytuację - znalazłam się na orgietce. Miałam do wyboru roznegliżowane ciała obydwu płci - wybrałam dziewczynę. Bez zbędnych ceregieli chciałam już "zamoczyć".
Powiem tak - uczucie to ciężko opisać. Poczułam takie miłe, otulające ciepło. Niestety, nie trzeba było długo czekać - jak się okazuje, mój penis był krótkodystansowcem - kilka ruchów i poczułam takie przyjemne skurcze, ale tylko w obrębie mojego nowego przyjaciela.
Co było dalej? Dziewczyna, którą wybrałam wpadła w panikę, że na pewno ją zapłodniłam. No cóż - tego już nie zdążyłam się dowiedzieć.
Dodaj anonimowe wyznanie