Moja dziewczyna uwielbia eksperymentować w kuchni, co wychodzi jej świetnie. Kilka miesięcy temu odkryła przepisy, w których dodaje się alkoholu do potraw - z chęcią je teraz stosuje.
Wino, whisky lub rum dodane do sosu, marynaty, kremu albo ciasta rzeczywiście sprawiają, że smak dania jest oryginalny. Rozumiem, że w czasie gotowania trzeba spróbować danego alkoholu czy pasuje smakiem do dania. Ale próbowanie mojej dziewczyny normalne nie jest. Wychylenie pełnej (200 ml) szklanki danego wina/whisky itp. w celu "upewnienia się, że pasuje smakiem", to raczej lekka przesada.
Zawsze myślałam, że historie o lekarzach robiących na NFZ są nieco podkoloryzowane... Aż do wczoraj.
We wtorek zrobiła mi się afta na policzku. Myślę - no trudno, ograniczamy ostre i gorące potrawy, oraz smarujemy maścią. Przez 4 dni żadnej poprawy, ból z rany zaczął promieniować po policzku, dziąsłach i zębach. Doszło nawet do tego, że nie mogłam za dużo mówić bo bolało niemiłosiernie. No cóż - najwyższa pora spotkać się z dentystą. Tata znał jedną przychodnię, gdzie przyjmowali w nocnych godzinach, więc jedziemy.
Na miejscu wchodzę do środka, mówię jak wygląda sytuacja, co się dzieje. Na moją wypowiedź kobitka parsknęła ironicznym śmiechem "Pani to se czymś posmaruje". Wow, brawo Einsteinie... No ale idźmy dalej. Dentystka zaprosiła na fotel, ogląda co tam się dzieje i zadaje pytanie, czym smarowałam aftę. Rzucam nazwę maści i słyszę w odpowiedzi "A to to jest do 4 liter proszę pani". No fajnie, no spoko... Tylko czemu po wizycie przepisała mi dokładnie tą samą maść, to nie mam pojęcia.
I na deser jeszcze jeden smaczek - podczas wizyty dentystka poprosiła swoją asystentkę o przyniesienie jakiejś maści do smarowania. Asystentka wychodzi, wraca i tylko słyszę dialog:
- Coś ty przyniosła?
- No tylko to mam.
- Dobra, może się przyda.
Także ten, ciekawie było. Na szczęście wyszłam żywa.
Mieszkam na pierwszym piętrze, mam widok na niewielki park, gdzie ludzie często wyprowadzają psy. Zdarza się, że po nich nie sprzątają. Miarka się przebrała, gdy jakiegoś faceta pies zaczął srać tuż pod moim oknem, po czym chciał odejść. Wyszłam na balkon i spytałam, czy to jego pies się tu zesrał, gość bezczelnie stwierdził, że nie wie. Nie wytrzymałam. Wczułam się w Dzień Świra chyba, czy coś, bo nawrzeszczałam na faceta, że życzę mu, żeby mu ten pies nasrał w kuchni, skoro to mu nie robi różnicy, gdzie sra.
Często widzę tego faceta i za każdym razem boję się, że jednak mi się wydawało i ten pies naprawdę nie srał.
Mój brat jest kimś w rodzaju detektywa, różne osoby zwracają się do niego z problemami, po radę czy informacje. Są to głównie osoby ze szkoły, ale też sąsiedzi czy koledzy. Kot się zgubił? Sąsiad ma nowe auto i wszyscy chcą wiedzieć skąd ma na to pieniądze? Potrzeba komuś pytań na test? Brat za odpowiednią cenę zrobi wszystko.
Sąsiadce ukochana kotka się zgubiła i od dwóch tygodni ni widu ni słuchu, brat po dwóch godzinach odnalazł kotkę z 6 kociąt. Sąsiad nowe auto kupił za pieniądze z podziału sprzedanego domu po teściowej. A klasa mat-geo dostała od brata odpowiedzi na sprawdzian z geografii. Ja nawet nie wiem jak to możliwe. Geografica nie umie obsługiwać drukarki, od lat pytania na testach zadaje z głowy. Więc nie mógł ich ukraść, bo przed sprawdzianem nawet nie istniały. Wniknął jej do głowy czy jak?
Ostatnio spodobał mi się kolega z równoległej klasy, ale bałam się zagadać, bo nic o nim nie wiem. Zatrudniłam brata do roboty, drogo mnie to kosztowało, pół miesięcznego kieszonkowego i sporą część moich słodyczy, tak licealistka może lubić słodycze, bardziej je zbieram niż jem. Ale było warto, po dwóch tygodniach dostałam 2 strony informacji o tym chłopaku. Wśród nich jego ulubione rodzaje śniadania - musli, dżem, kakao. Numery do niego (i tak miałam), jego siostry (łatwo zdobyć, bo jest z tego liceum co my), do jego rodziców, babci, 2 ciotek, kuzynki i wujka. Wujek jego mieszka w Białystoku i jest prawnikiem. Do tego chłopak mając 12 lat złamał rękę, ma dwa koty (pers i dachowiec) i labradora. Mam nawet szkic ułożenia mebli i pomieszczeń w jego domu, datę jego urodzin i imienin, oraz urodzin wszystkich w jego rodzinie, listę 16 filmów które lubi i 6 gier, w które gra najczęściej. Do tego miejsca w których najczęściej bywa, jego adres, numery tablic rejestracyjnych obydwu aut jego rodziców i kilka innych informacji.
Nie jestem jakąś stalkerką, w ciągu tych dwóch tygodni czekania umówiłam się z nim, a raczej to on wykonał pierwszy krok bez żadnych wiadomości o nim. Ale te informacje się mi na pewno przydadzą, część z nich sprawdziłam, np. to, że jego wujek mieszka w Białymstoku i naprawdę jest prawnikiem.
Mamy taką nauczycielkę, której nikt nie lubi. Pewnego pięknego dnia musiałam wybrać się do niej na kółko, żeby napisać zaległy sprawdzian. Kiedy wychodziłam, słyszałam, jak opowiada kółkowiczom swoją historię.
Dowiedziała się, że kiedy była na grzybach, do jej samochodu wskoczył piesek. Był jej do kolana, był rudy, miał biały krawacik pod szyją i miał puchaty ogon. W dodatku zamiast szczekać, wydawał nieokreślone piski. I wszystkie psy go atakowały, a on uciekał.
Tak, przez sześć lat miała w domu lisa.
Nie chciałam niszczyć jej marzeń, więc po prostu wyszłam, tłumiąc śmiech.
Szkoda tylko, że ta nauczycielka uczy biologii...
Czytałem tutaj parę wyznań, w których ktoś żalił się, że w porannym zmęczeniu nałożył na szczoteczkę do zębów piankę do golenia.
Uwierzcie mi, lepsze to niż odkrycie, że zamiast szczoteczki w twoich ustach znajduje się maszynka do golenia. Całkiem bolesne odkrycie.
Ja i moja przyjaciółka, jak byłyśmy w gimnazjum, stworzyłyśmy zeszyt. Oprawiony w czarny papier normalny zeszyt do szkoły. Jednak służył nam on by zapisywać w nim bardzo brutalne i krwawe morderstwa i sposoby śmierci osób, które znałyśmy. Poprzedzone to było krótkim, ale bardzo wulgarnym opisem tej osoby. "Zabiłyśmy" tak niesamowicie dużo ludzi. Opisy śmierci były zgodne z charakterem osoby. Jak jakaś dziewczyna była pusta to śmierci dla niej było wlewanie prosto do gardła roztopionego plastiku.
Był chłopak, który był bardzo, bardzo gruby. Utopiłyśmy go w wannie pełnej tłuszczu. Na szczęście żadne z tych zdarzeń nigdy nie miało miejsca i nie będzie mieć... I jest to jedna z wielu okropnie dziwnych rzeczy które razem robiłyśmy podczas naszej edukacji...
Wyznanie o tym, jak jechałem z koleżanką z uczelni autobusem.
Było mnóstwo wolnych miejsc, więc każda starsza pani miała gdzie usiąść. Jedna usiadła naprzeciwko nas. W pewnym momencie zaczęła coś gadać o tym, jaka ta młodzież w dzisiejszych czasach dziwna, że mogliby się powstrzymać się z technologią i okazać trochę kultury w miejscach publicznych. Mówiła, że koleżanka wygląda cyt. "jak pajac" i że to co ma na głowie na pewno jakieś fale wydziela i jej na mózg szkodzi. Zobaczy, że ogłupieje przez to na pewno na starość, a może i wcześniej.
Dziewczyna się na szczęście nie przejęła, przynajmniej się pośmialiśmy.
Do teraz nie wiem, w czym tej pani przeszkadzał aparat słuchowy mojej koleżanki...
Długo wahałam się, czy napisać wyznanie. Nie będzie ono ładne i składne (zerowy talent) i będzie zawierało apel. Czyli wszystko, czego nie lubicie.
Jestem prostytutką. Ale to nie do końca będzie wyznanie o mnie, więc nie potrzebuję ocen.
Jest pewien typ klienta, który powtarza się zaskakująco często. Są to panowie przychodzący ze specyficzną prośbą, przynoszą rajstopy, bieliznę, czasami inne ubrania swoich córek, chrześnic itd. A potem zwracają się do mnie ich imionami, proszą o udawanie różnych sytuacji. Po wszystkim opowiadają o swoich żonach, które kochają, rodzinie, o którą dbają.
Proszę was więc, abyście nie ignorowali waszych najmniejszych przeczuć i wątpliwości, nawet wobec waszych ukochanych czy członków rodziny. Nie oceniam ich jako ludzi, ale co gdy nie będą mieli możliwości skorzystać z usług lub nie będą potrafili zapanować nad sobą?
Wiele miesięcy temu o szóstej rano obudziło mnie głośne walenie do drzwi. Półprzytomny poszedłem otworzyć – i wtedy rozpoczął się najgorszy koszmar w moim życiu.
Policja. Czterech rosłych facetów okazało papier – nakaz przeszukania i zabezpieczenia wszystkich nośników danych znajdujących się w moim posiadaniu. Według informacji Interpolu, przez moje IP wiele miesięcy wcześniej ściągnięty został plik z pedofilią, co zostało skrzętnie przez międzynarodowe organa zarejestrowane. Załapałem się na wielką i nieustającą akcję tropienia i odławiania sieciowych zboczeńców. Zabrali mi wszystko – ogromną ilość płyt DVD, CD, laptop, komputer stacjonarny, pendrive'y, nawet starą kamerę z kasetami.
Niestety. Co prawda pedofilem nie jestem, ale przez długi czas byłem singlem bez pracy i net to było moje życie – ściągałem z niego wszystko. Filmy, gry, oprogramowanie, pornografię, muzykę... do wyboru, do koloru, potężne piguły danych, które potem wypalałem na płytkach CD i DVD, ten przysłowiowy „internet na dyskietce”, to właśnie byłem ja. Miałem tym zapchane półki, szafki, szuflady... terabajty danych. A jako że „osiołek”, czyli eMule, hulał nawet w nocy jak spałem, różne pliki trafiały na moje twarde dyski. Naprawdę różne. Zwyrodniałe rzeczy kasowałem, ale... miałem tego za dużo, by ogarnąć wszystko. Biegły badał to ponad rok. Niestety kilkanaście plików uznał za „gorące”. Tyle im wystarczyło.
Nie chcę mówić o długich godzinach na komisariacie, o kolejnych procesach, gdzie prokurator robił ze mnie ostatniego zboczeńca, desperackiej walce, by nie iść siedzieć, porównywaniu, analizie, odrzucaniu dowodów, odroczeniach... Została mi ostatnia apelacja, ale nie mam już nadziei, że coś da – zasłużyłem sobie głupotą na wszystko co najgorsze. Wiem co będzie, jak pójdę do celi „za dzieci” - pewnie już stamtąd nie wyjdę. No cóż. I tak bym musiał żyć z „łatką”, bo mieszkam w małej mieścinie, gdzie wszyscy się znają – takiej hańby nie zniosę.
Czasami żałuję, że naprawdę nie jestem pedofilem – wtedy chociaż miałbym świadomość, że więzienie ma sens, że sprawiedliwości stało się zadość i chory psychicznie potwór trafi tam gdzie jest jego miejsce. A może właśnie kimś takim jestem?
Nie chcę litości, możecie też wylać na mnie wiadro hejtu, pytać jakim idiotą trzeba być, by zrobić coś takiego, wyzywać od pedofili itp., nie rusza mnie to już wcale. Nim cokolwiek ktokolwiek napisze, to wiedzcie, że wszystko co najgorsze powtarzam sobie w zasadzie codziennie, bardzo często do lustra – nienawidzę tego kolesia, jego głupoty i wszystkiego co zrobił.
Za pomocą komputera i myszki zniszczyłem sobie życie.
Dodaj anonimowe wyznanie