#6EEGt

Przyciągam zajętych chłopaków. Nigdy nie zabiegam o ich względy, jestem po prostu dla wszystkich miła, wręcz bym powiedziała, że ich odpycham. Dużo lepiej czuję się w męskim towarzystwie niż w damskim i każdy nowo poznany chłopak jest dla mnie materiałem na kumpla, a nie partnera. Nie zliczę ile już miałam friendzonów i ile razy spowodowałam niejedną awanturę w związku, bo chłopak mnie podrywał.

Może niektóre by tak chciały, ale ja tego okropnie nie lubię, dziewczyny na ogół mnie przez to nie lubią, a z chłopakami wolałabym żeby traktowali mnie jak kumpla, a nie jak kolejną laskę, którą mogliby zaliczyć, a tak się czuję.

#YXQCk

- Uszanowanko, kierowniku! - zarzęził do mnie menel stojący jak zwykle pod drzwiami TESCO. - Dej, no dwa zeta na szczęście.

Nie dałem. Zrobiłem zakupy świąteczne i obładowany siatami ruszyłem ku wyjściu. Kiedy jednak przechodziłem koło kiosku, pomyślałem o biednym, zziębniętym pijaczku i postanowiłem kupić mu… zdrapkę za dwa złote.
- Proszę bardzo! - rzekłem wręczając kloszardowi mój „prezent”. - Życzę szczęścia!
Menel łypnął na mnie ozięble, ale po chwili wyszczerzył dwa ostatnie zęby w promiennym uśmiechu i ładnie podziękował.

Parę dni temu idę sobie do sklepu po bułki i będąc już przy samych drzwiach słyszę: „O, to on! To on!”. I już podtaczają się do mnie dwaj mocno nietrzeźwi żule.
- Panie, kup nam pan po zdrapce! No, kupże pan, szefie!

Zapytałem o co chodzi i skąd ten entuzjazm. Co się okazało? Ano Wiesiek, bo tak zwał się oblejmurek, któremu zasponsorowałem zdrapkę, dzięki mnie wygrał 18 tysięcy złotych! Gdybym mu tego prezentu nie dał, to pewnie pisałbym to wyznanie z ultra-drogiego komputera chłodzonego płynnym azotem. Pan Wiesław miał jednak inny plan. Poszedł do komisu samochodowego, nabył Golfa III, zaopatrzył się w świeże ciuchy i… złożył CV w sklepie, pod którym zawsze żulił kasę. Jako że wszyscy tam go znali i mieli o nim dobre zdanie (pan Wiesiek czasem pomagał w inwentaryzacji), to szef marketu zaryzykował i przyjął go na próbę.

Dziś znowu robiłem jakieś zakupy w TESCO i akurat obsługiwał mnie świeżo wyglądający, gładko ogolony pan Wiesław. Podziękował mi wylewnie wśród oklasków chyba wszystkich pracowników sklepu, a na koniec wyjął z tylnej kieszeni spodni nową, aczkolwiek nieco wymiętą, zdrapkę.
- Masz, kierowniku. Na szczęście! - rzekł łypnąwszy okiem.

Wygrałem dwa złote.

#47eik

O tym jak odrzucony adorator potrafi zepsuć człowiekowi życie.

10 lat temu wyjechałam do Niemiec, do pracy jako informatyk w średniej firmie. Atmosfera na początku była super, zaprzyjaźniłam się ze współpracownikami i szefem [na potrzeby historii dajmy mu na imię Andreas]. Po 3-4 miesiącach pracowania, zauważyłam, że szef jawnie mnie podrywa. Zaczęło się od uśmieszków, żartowania ze mną, gapienie się we mnie i od róży spod mojego domu, od "tajemniczego wielbiciela".

Pewnego wieczora kiedy wychodziłam z firmy, szef szedł ze mną tą samą drogą. Poprosił, żebyśmy się zatrzymali i wtedy wszystko mi wyznał. Powiedział, że mnie kocha, że nigdy nie spotkał tak cudownej dziewczyny i czy zechciałabym się z nim umówić po pracy. Gościu był naprawdę w porządku i był bardzo atrakcyjny i przystojny. ALE, musiałam odmówić. Powiedziałam mu, że nie mieszam pracy z życiem prywatnym i żebyśmy zostali po prostu dobrymi znajomymi. Po tym co mu powiedziałam on udawał, że nic się nie stało i wszystko jest ok.

Następnego dnia w pracy, Andreas wszedł rozwścieczony do pokoju, w którym pracowałam i rzucił na moje biurko dokumenty, które wypełniłam poprzedniego dnia. Powiedział, że wszystko jest źle i nawet tak beznadziejnie prostej pracy nie potrafię zrobić. Wkurzyłam się, bo wiedziałam, że robi on to wszystko, bo odrzuciłam jego uczucia.

Jakiś tydzień później moi rodzice zadzwonili do mnie cali zrozpaczeni, co ja niby wyprawiam w tych Niemczech. Okazało się, że jakiś mój niby sąsiad [jak się później okazało to był Andreas], powiedział, że JA nie pracuję w żadnej firmie, tylko ku*wię się na autostradzie i z tego żyję. Następnego dnia, wparowałam do firmy i do biura Andreasa. Spytałam się co on odwala i że domyśliłam się, że to on dzwonił do moich rodziców. On wtedy powiedział, że robi to dla mojego dobra i że nie wiem co tracę, odrzucając jego zaloty.

W kolejnych tygodniach wszyscy moi znajomi z Facebooka dostali wiadomości w których był "cennik" moich rzekomych usług. Znów tryliard telefonów, co ja wyprawiam w tych Niemczech. W kolejnym czasie współpracownicy dowiedzieli się, że "dostałam" pracę za dawanie dupy szefowi. Wszyscy mnie znienawidzili, złożyłam wypowiedzenie. Andreas mnie prosił bym została, obiecał, że jak zostanę w Niemczech to mi się oświadczy [!]. Miałam tego dość i wróciłam do Polski.

Po powrocie wpadłam w depresję, ponieważ, żaden z moich znajomych nie chciał utrzymywać kontaktów z "dupodajką", przez długi czas odechciało mi się pracować i tylko moi rodzice mnie wspierali.

Dlaczego piszę tę historię? Ano dlatego, że ostatnio przechadzając się po Gdańsku spotkałam Andreasa w pobliżu kina. Ten od razu mnie rozpoznał, podszedł do mnie i stwierdził, że ja i on to "przeznaczenie". Jak widać na niektórych nie ma sposobu.
SPOILER: Przeznaczenie się nie spełniło i nie jestem z Andreasem :D.

#0vclZ

Serdecznie pozdrawiam środkowym palcem kierowców tirów, którzy wyprzedzają się nawzajem na drogach ekspresowych, żeby przyblokować osobowe. Wiem, że może wam się nudzi w trasie i jak kolega z tira przed wami jedzie 2km/h wolniej, to od razu was korci wpierdolić się na lewy pas, ale tworzycie w ten sposób niebezpieczne sytuacje.

To co mnie wczoraj spotkało na S8 to szczyt wszystkiego - wyprzedzałam ciąg 5 ciężarówek i nagle w tym samym czasie jedna wyjechała tuż przede mną, a druga za mną. Obie tak blisko, że gdyby ten z przodu zahamował, to z mojego samochodu nic by nie zostało.

#rXFUv

O tym jak starsi ludzie potrafią zaskoczyć...

Wyjechałam na jakieś dwa miesiące na drugi koniec Polski. Po powrocie poszłam odwiedzić ukochanych dziadków: miłych, spokojnych, kulturalnych ludzi blisko siedemdziesiątki. Rozmawiamy sobie przy herbacie, aż tu nagle dziadek pyta:

-Wnusiu, a ty umiesz kupować w Internecie i grać w gry komputerowe?
-Ano umiem, dziadziu.
-A kupisz nam taką jedną i grać nauczysz na tej klawiaturze? - szepcze trochę nieśmiało.
ŻeCo.jpg, ledwie Skype'a i działanie wyszukiwarki ogarniają, a tu takie coś?
-No dobra, ale co chcecie kupić?
-Ja ci powiem - mówi babcia - ale nie mów nikomu, bo jak się ta Janówna spod czwórki dowie...

Ogólnie to po moim wyjeździe dziadkowi i babci tak się nudziło, że postanowi znaleźć jakiś serial coby im czas zapełnił. Plebania, Barwy szczęścia? Gdzie tam, jeb, South Park. Pochłonęli wszystkie 21 sezonów, a teraz chcą zagrać w Kijek Prawdy ("Bo na y-o-u-tubie widzieliśmy") i w drugą część, która "Jest po angielsku i nie umiemy jej przeczytać, ale tak się pisze, wnusia". Szok srogi, ale co mi tam... Kiedy załatwiałam im te gry dziadek powiedział, że babcia chyba siedzi trochę w jakimś "fandomie" i coś tam z "Krik" i "Bani". On się nie miesza, bo to dla bab jest, ale jak oglądali taki jeden odcinek, to się cieszyła jak wtedy, gdy w podstawówce Rysia z Elizką swatała i zapytał o co właściwie chodzi. Dziwnie się słucha i tłumaczy jak twoja babcia shipuje bohaterów kreskówki XD

Za pomoc w instalacji i przejściu co trudniejszych etapów gry dostałam w prezencie od babci ręcznie szytego Buttersa. Pokazałam go narzeczonemu. Trochę się zdziwił, że takie rzeczy oglądam, ale w sumie kolega mu polecał, to może obejrzeć ze mną, z ciekawości.
Koniec końców czasem cała nasza czwórka zbiera się i ogląda co lepsze odcinki, bo nas też ten serial wciągnął. Czekamy na 22 sezon.
Taki nasz mały sekrecik :D

#dlKQf

Do przedszkola chodziłam ubrana "na chłopaka". Jednak gdy do grupy doszedł nowy kolega, dowiedziałam się od niego, że na pewno bardzo ładnie będę wyglądać, gdy ubiorę się jak dziewczyna.

Na następny dzień pożyczyłam od kuzynki różową spódniczkę, bluzeczkę, rajstopki i do tego 2 kucyczki. Wszystko pięknie, ja szczęśliwa z myślą, że jest już mój. Usiedliśmy całą grupą w kółku i mówiliśmy słowo na jakąś tam literkę. Ten kolega popatrzył na mnie, zgłosił się i powiedział "M jak miłość" i się uśmiechnął. Ja chciałam, żeby wyszło jak w filmach i próbowałam SEKSOWNIE zjeść kozę z nosa, po czym się ładnie uśmiechnęłam. Kolegę wzięło obrzydzenie i do końca przedszkola nie zamieniliśmy słowa.

Możliwe, że straciłam moją jedyną szansę w życiu.

#5d1TV

Gdy się poznaliśmy nie sądziłam, że doprowadzę siebie i swoje życie do takiego stanu.
 
Wiecie co to jest seks-przyjaciel? Cztery lata temu poznałam faceta swoich marzeń. Przystojny, dobrze zbudowany, zabawny i opiekuńczy. Nasza znajomość nabierała tempa, jednakże kończyło się tylko na namiętnych pocałunkach. Byliśmy sobie przeznaczeni i dalej jesteśmy. On kocha mnie, a ja kocham jego. 

On miał związki i ja także. W międzyczasie zdarzało nam się trafić do łóżka. Coraz częściej i częściej pragnęłam go mieć przy sobie codziennie. Pocieszał mnie, zapewniał o miłości i o nieśmiertelnym pragnieniu mnie.. Teraz jak na to patrzę uważam, że to idiotyczne, ale z drugiej strony jest moim ideałem, nie spotkam drugiej takiej osoby i powtarzam mu to za każdym razem, gdy do czegoś pomiędzy dojdzie. On tak samo jak ja nie chcesz szukać innego partnera życiowego.

Niestety los jest okrutny i nie pozwala nam być razem. Nie możemy pokazać się światu ani nikt nie może dowiedzieć się o tym, co nas łączy. Dlaczego? Mimo że tworzymy piękny związek przez cztery lata, ukrywając się i umacniając więzi, świat nie zaakceptowałby tego związku. Każdy musi sobie ułożyć plany bez większego udziału drugiej osoby.
Mężczyzna, o którego nie mogę walczyć, jest moim bratem przyrodnim. Nie mamy po 20 lat, tylko więcej. Wiemy, że robimy źle. Nie znaliśmy się przez 20 lat... A teraz? Nie możemy bez siebie żyć. A musimy, by nasza tajemnica nie została ujawniona.

Bardzo proszę bez hejtu. Wiem, że jest to okropne i tego się nie toleruje. Ale my nie mamy wyrzutów sumienia. Proszę o choć trochę zrozumienia, bo wiem, że nie tylko nam się coś takiego przytrafiło.
Dodaj anonimowe wyznanie