#NOsGR
Przez dwa tygodnie chodziliśmy wszędzie gdzie się dało i przerobiliśmy już wszystkie zabawy. Siedzieliśmy w pokoju i brat przypomniał sobie o zabawie ze szkoły, o której opowiadali koledzy. Otóż zabawa polegała na tym, że bierzemy nitkę i robimy pajęczynę w domu, czyli zaczepiamy o wszystko co się da, następnie ktoś w roli pająka siada po środku i patrzy, czy ofiara nie dotyka jego sieci, wtedy ten kto dotknął przegrywa. Jako że nie znaleźliśmy nigdzie nitki, to poszliśmy szukać czegoś innego. Znaleźliśmy żyłkę wędkarską dziadka, na szpuli była brązowa, jednak po rozciągnięciu nie było jej widać.
Zabawa się nie udała, bo pająk nie wiedział, czy dotykam jego sieci. Niezadowoleni z zabawy poszliśmy pokopać w piłkę z innym chłopakami.
Nie pograliśmy długo, bo nadeszła burza i silny wiatr. Pod domem zobaczyliśmy karetkę... Przestraszeni przybiegliśmy do domu i zobaczyliśmy co się stało. Otóż dziadek szybko szedł do pokoju, aby zamknąć przed wiatrem okno, nie zauważył sieci pająka i wpadł w żyłki... Z racji, że było ich parędziesiąt, pociągnęły one za dziadkiem jeden regał, który go przygniótł i jak później się okazało, złamał mu nogę. Przerażona babcia słysząc hałas też przybiegła do pokoju i zaczepiła o inne żyłki, przez które ona też się wywróciła i strąciła żyrandol...
Finał był taki, że nasi rodzice naprawili szkody, a my byliśmy służącymi dziadka, ponieważ przez jego nogę nie był sprawny. Mój pobyt u dziadków przedłużył się do końca wakacji i codziennie musieliśmy wyprowadzać krowy na pastwisko i karmić świnie.
Jak będziesz miał problemy z teściową możesz powtórzyć akcje :p
Zabawa dziadkowi i babci się na pewno nie spodobała.
Ja z kolegami na wsi jak jeździłam do dziadków też tak zrobiłam. Żyłką sobie między dwoma drzewami zrobiliśmy "laserową przeszkodę do skarbca" i udawaliśmy agentów. Każde z nas było okropnie pocięte. Krew lała się na wszystkie strony. No ale zabawa była przednia. A potem dostałam kapciem od babci :/
Jawny zamach!
To teraz wiemy kto jest odpowiedzialny za Smoleńsk
Już się bałam, że to kolejne wyznanie o molestowaniu. Za dużo anonimowych...
Kiedyś, jak miałam około 6(?) lat, bawiłyśmy się z kuzynką lalkami u dziadków. Rzowiesiłyśmy zieloną żyłkę między płotem a tarasem na wyprane ciuchy dla lalek. Ciuchy wziełyśmy na dwór, a o lince zapomniałam. Chciałam gdzieś pobiec i wpakowałam się szyją prosto w tę żyłkę. Na szczęście miałam tylko wielki odcisk na policzku i długi ślad na szyi.
Śmiechłam tak bardzo, że oplułam się kawą 😀😂
Dobrze, że wyszli z tego
Sprytne. Kiedyś to wykorzystam.
Mocne, jak kawa z kiwi