#jp2h7

Jeden jedyny raz ukradłam coś i do tej pory nie umiem sobie tego wybaczyć.
W mojej rodzinie nigdy się nie przelewało. Mam 4 rodzeństwa. Zawsze pracował tylko tata i zazwyczaj za najniższe możliwe wynagrodzenie. Pieniądze, jeśli już jakieś były, rodzice trzymali w starej puszce po herbacie. Nie było mowy o żadnym kieszonkowym.
Miałam wtedy jakieś 7 lat i pamiętam, że chciałam sobie coś kupić. Nie pamiętam o co dokładnie chodziło, ale mama powiedziała, że nie ma żadnych pieniędzy. Kilka dni później zostałam sama w domu i buszowałam po szafkach, aż natrafiłam na puszkę rodziców. Nie było tego dużo. Dwa złote, złotówka i kilka żółciaków. Przypomniałam sobie, że przecież na coś tak strasznie potrzebowałam pieniędzy i zabrałam stamtąd dwa złote.
Tego samego dnia mama chciała pójść kupić chleb i sięgnęła do puszki. Nigdy nie zapomnę jej miny, gdy po raz trzydziesty liczyła te drobniaki i za każdym razem wychodziło za mało nawet na chleb.
Czuję do siebie wstręt za każdym razem, jak sobie to przypomnę. Nie pamiętam jak to się skończyło, czy mama pożyczyła od kogoś, czy może miała gdzieś jeszcze jakieś pieniądze, ale ciągle widzę, jak siedzi pochylona nad kuchennym stołem i liczy te grosze ze łzami w oczach. Nie wiem, czy wiedziała wtedy, że to ja. Nigdy się nie przyznałam, ale zjada mnie to do dziś. Tylko dwa złote, a ja się czuję, jakbym ukradła jakiś majątek.

#zOPUz

Jechałem metrem zaspany i spóźniony do pracy, w czasie jazdy pod kolanem poczułem coś miękkiego w roboczych spodniach. Okazało się, że to wczorajsza skarpeta... Chciałem ją wyciągnąć i schować do torby. Kiedy to zrobiłem, jakieś dziecko chyba pomyślało, że ściągnąłem ją ze stopy nie ściągając buta i zaczęło klaskać...

#WoDXL

Strasznie się krępuję gdy pomyślę o tym, o czym chcę wam napisać. Może być przez to trochę chaotycznie, ale no... Oceńcie sami...
Wydarzenia z tamtego dnia były usłane nowościami. Takie dni pamięta się do końca życia, dni, w których wydarzyło się coś pięknego, strasznego, a także... chyba obrzydliwego.

Ja, lat 17 - wygląd zewnętrzny: ciut powyżej przeciętnego, status społeczny - ta przeciętnie mądra, ale ładna, stan na tamten dzień - singielka bez żadnego doświadczenia miłosno-fizyczno -seksualnego. A zatem...

Wakacje, impreza na działce u znajomej ze szkoły, są tam wszyscy i wszyscy i jeszcze więcej wszystkich. Impreza jak to impreza...
Bilans po imprezie jaki sobie zrobiłam jest następujący i to jest główną częścią tej historii...
Pierwszy raz pocałowałam chłopaka - było idealnie.
Pierwszy raz piłam mocny alkohol - wódka - i upiłam się bardziej niż dwoma Leszkami "Szendi" jak do tej pory, co samo w sobie było OK.
Pierwszy raz (serio) jadłam kiełbasę z ogniska (okey, nie jedną, tylko kilka) i była boska! Nie to co z grilla...
Pierwszy raz prawie zostałam zgwałcona w drodze powrotnej... *


*Prawie, bo było to tak - wracam z imprezy, daleko nie jest, mój pierwszy całusowy chłopak odprowadził mnie kawałek. Gdzieś w połowie drogi jaką mi zostało przejść czułam, że nie utrzymam tego co miałam w żołądku... Odwlekając nieuniknione szłam dalej i wtedy poczułam, jak ktoś ciągnie mnie za włosy w "bramę". Facet był wielki, przycisnął mnie twarzą do ściany i zaczął się dobierać, odwrócił mnie twarzą do siebie i wtedy to poczułam - smród taniego kebaba z sosem czosnkowym, jakimś piwem i fajkami - nie trzeba było mi nic więcej, aromat ten wywołał u mnie reakcję, której pewnie się domyślacie.

Wyrzygałam na jego twarz na wpół strawione 4 kiełbaski (około) z ogniska, 100-150 ml wódki i mnóstwo soku, orzeszki, ogórki i zapewne kilka innych smakołyków. Było tego tyle, że oboje tonęliśmy w wymiocinach, facet się odsunął i też zaczął wymiotować. To sprawiło, że konwulsje powróciły i wymiotowałam ponownie, jednocześnie uciekając i wymiotując na swoje ubrania...

Samoobrona? Styl kung-rzyg-fu?
To jakie miałam szczęście uświadomiłam sobie dopiero na następny dzień, jak wytrzeźwiałam,

PS Pierwszy raz wymiotowałam po alkoholu i pierwszy raz miałam kaca...

#rVmAT

Pochodzę z katolickiej rodziny, gdzie wszystko, co nie jest zgodne z tym, co powie ksiądz z ambony jest GRZECHEM. Chcę zamieszkać z chłopakiem - GRZECH, WSTYD, HAŃBA dla rodziny. Tabletki antykoncepcyjne? GRZECH, WSTYD, HAŃBA dla rodziny. Rodzice nie pomogą w przeprowadzce do mieszkania chłopaka, bo "przyczyniają się do grzechu". Co niedzielę pada pytanie, czy byłam na mszy...

Generalnie jakiekolwiek wybory choćby graniczące z przyjętym w mojej rodzinie modelem są powodem do awantury, wrzasków i płaczu matki. Nie, nie mam 17 lat i nie mieszkam pod ich dachem, nie jestem na ich utrzymaniu. Rodzice mimo tego uznają, że mają święte (sic!) prawo mówienia mi, jak powinnam układać swoje życie. Mimo że dobijam 30.

#uegGj

Gdybyście zapytali mnie dwa lata temu o przyjaźń damsko-męską, bez wahania odpowiedziałabym - "no pewnie, że istnieje! Sama mam przyjaciela!".
Gdybyście zapytali mnie dziś - pewnie powiedziałabym - "a spie*dalaj...".

Miałam przyjaciela.
Znaliśmy się jak łyse konie, odkąd byłam szaloną nastolatką (ponad 15 lat). Los tak chciał, że mieszkamy jednak bardzo daleko od siebie, dosłownie na dwóch końcach kraju. To nam jednak zupełnie nie przeszkadzało.
Spotykaliśmy się kilka razy w miesiącu, rozmawialiśmy codziennie przez telefon, SMS-owaliśmy, pisaliśmy początkowo na GG, potem na Fb.
W międzyczasie ja miałam partnerów, on natomiast przez cały czas był wolny. Żartowałam czasami - chłopie, rusz dupsko, znajdź kogoś! Zobacz, fajne wydarzenie niedaleko Ciebie, weź kolegów i idź! Uśmiechał się tylko. Czasami opowiadał mi, że podoba mu się jakaś koleżanka z pracy, wtedy kiwałam głową i dopingowałam go - "do boju! Bierz ją!", doradzałam, jak powinien zagadać i gdzie ją zabrać.
Prawda jest taka, że nigdy mi się nie podobał. Ani fizycznie, ani nawet pod względem charakteru. No kompletnie nie mój typ. I nie zrozumcie mnie źle - coś musiałam w nim lubić, skoro był moim przyjacielem, prawda?
No i tu mamy impas. Nie wiem już, co to było.

Dwa lata temu, kiedy przeżyłam bolesne zerwanie z facetem, z którym planowałam przyszłość, na fali smutku zaplanowałam wakacje z przyjacielem.
I wiecie co?
To były NAJGORSZE wakacje mojego życia. Najgorsze. Wtedy pomyślałam, że wolałabym wstąpić do zakonu, niż umawiać się z nim.
Nie wiem, czy to kwestia tego, że - po raz pierwszy - widzieliśmy się codziennie, dostrzegłam wszystkie jego wady, czy coś jeszcze innego...
Ale miałam ochotę uciekać, gdzie pieprz rośnie. A nie mogłam - byliśmy na pewnej egzotycznej, gorącej wyspie.
I Bogu dzięki, że byli tam inni ludzie, bo inaczej popełniłabym z pewnością morderstwo.
Zapytajcie co mnie tak zdenerwowało. No zapytajcie! Kilka przykładów:
- kompletnie nie miał pojęcia, w jaki sposób zachować się w restauracji. Nie potrafił jeść nożem i widelcem!
- gubił się po wyjściu z pokoju... I trzy razy wracał sprawdzić, czy na pewno go zamknął.
- na gorącą, egzotyczną plażę, ubrał się w długie spodnie i długi rękaw i za cholerę nie chciał rozebrać...
- mówił tak głośno, gdziekolwiek byliśmy, że każdy człowiek oglądał się za nami.
- kiedy już rozmawialiśmy o czymś poważnym - on głosił mądrości rodem z Pudelka, nie dając się przekonać, że to nieprawda...
- gadał sam do siebie w nocy. Mieliśmy jeden pokój, z dwoma łóżkami i doskonale to słyszałam...

To tylko mała próbka tego, co przeżyłam. Zielonego pojęcia nie mam, dlaczego wcześniej tego nie dostrzegłam.
I wiecie co jeszcze...?

Ostatniego dnia, na "wieczorku integracyjnym", przy wszystkich, on mi się... OŚWIADCZYŁ!

Nigdy tak szybko nie uciekałam.

#RXF2O

Nagość i dzieciaki. Temat jak rzeka głęboki i jak rzeka szeroki. Ja sama nie popieram, aby malutkie dzieci latały całkiem nago po plaży, bo raz: nie wiesz rodzicu, kto jeszcze jest na tej plaży, a dwa, to w miejsca intymne dostaje się pasek. Ktoś z dorosłych był nago na plaży? Jak dla mnie czyszczenie pasku spomiędzy pośladków jest bardzo nieprzyjemne, a co dopiero dla maluszka, którego skóra jest bardzo wrażliwa. Po trzecie jako mała dziewczynka, kiedy już wiedziałam, że dziewczynki i chłopcy się różnią oraz wiedziałam, że nie powinno się latać z gołą pupą, byłam po prostu zawstydzona jak mały chłopiec latał z wałkiem obok. Mniejsza o to, każdy ma swoje zdanie.

Siostrzeniec ma prawie 5 lat, a zdarza mu się chodzić nago po mieszkaniu, a że mieszkałam z bratem jakiś czas, to zastanawiałam się, czy nie jest już za duży na to, więc zaczęłam grzebać w internecie. Bardzo szybko skończyłam. Pytanie jednej z mam: czy dziecko (dziewczynka) 13-letnie może chodzić nago na plażę? Serio? Są tacy rodzice? Nastolatka, która już dorasta jest "jeszcze dzieckiem", więc rodzic uważa, że chodzenie na golasa po plaży jest spoko?

Czemu o tym piszę? Jako mała dziewczynka jeździłam na rowerku po mieście bez koszulki, obok mnie spacerowała mama. Wiedziałam, że majteczek się nie ściąga, ale przecież dziewczynki i chłopcy są do pewnego momentu płascy, więc nie było to dla mnie dziwne. Szok przeżyłam w pierwszej klasie podstawowej. Podczas przerwy na podwórku szkolnym ktoś mi nasypał trawy pod koszulkę. Ja ją ściągnęłam, wytrzepałam i szok wszystkich dookoła. Wstydziłam się bardzo, bo zrozumiałam wtedy, że jednak koszulki nie powinno się ściągać przy innych.

Drodzy rodzice. Oszczędźcie swoim dzieciom wstydu. Sześć- siedem lat to już duże dziecko, a wrażliwość innych dzieci jest różna, więc lepiej uświadomić dziecko, co można bezpiecznie ściągać, a co nie...

#yXmbE

Zmiana klimatu u niektórych powoduje biegunkę, u mnie działa to odwrotnie, miewam wtedy zaparcia i mam problem z wypróżnianiem się.

Pojechaliśmy ze znajomymi do kurortu nad morzem, kiedy chcieliśmy iść na plażę, zachciało mi się do łazienki na dwójkę. Siedziałam na tronie dobre 30 minut, czułam tę presję ze strony znajomych, którzy czekali pod naszym domkiem. Kupa powoli wychodziła, a ja nie wiedziałam jak to przyspieszyć, więc zaczęłam wyciągać ją ręką.

Nie wiem co miałam w głowie, aczkolwiek powiem wam, że ten zabieg trochę to przyspieszył. Nie żałuję niczego.
ProstowOczy Odpowiedz

delikatny, acz zdecydowany dotyk, by nie uszkodzić struktury kupy- mogłabyś odbierać porody

ZdegustowanaRyba Odpowiedz

Na podstawie własnego doświadczenia i wyczytanych w internecie porad polecam stawianie stóp na niewysokim stołku, tak, by przyjąć pozycję jak przy kucaniu. Mnie po tym niemal zupełnie opuściły zaparcia.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#VkM01

Niedawno w sklepie zostałam zwyzywana za posiadanie niebieskich włosów w tak młodym wieku (16 lat).

Co z tego, że zwyzywała mnie kobieta, która chwilę wcześniej uderzyła swoje małe dziecko z całej siły w twarz, nakrzyczała na około dziewięcioletnią córkę i wydarła się na sprzedawczynię za to, że nie było jej rozmiaru.

Przecież bicie dzieci oraz krzyczenie na innych za coś, na co nie mają wpływu to nic w porównaniu z niebieskimi włosami w wieku 16 lat, prawda?
Dodaj anonimowe wyznanie