#VjjCB

Moja matka złapała mnie na paleniu zioła za domem. Wkurwiła się strasznie i rozdarła się dlaczego jej nie powiedziałem! Bo ona zawsze chciała też spróbować, ale nie wiedziała gdzie i jak dostać, a ja tu sobie popalam i jej nie daję!

Co było robić, podzieliłem się. Matce zrobiło się niedobrze i poszła "przeczekać aż przestanie umierać", a ojcu powiedzieć, że się zatruła kiełbasą.

#PTfBv

Moja siostra miała ogromne problemy z psychiką. Cierpiała na depresję i fobię społeczną. Wcześniej przerastało ją nawet wyjście z domu, nie mówiąc już o kontaktach z kimś spoza rodziny. W tym najgorszym okresie próbowała popełnić samobójstwo. Nie dlatego, że miała dość życia, dlatego, że zdawała sobie sprawę, że jest na łasce mamy, a gdy nadejdzie czas, żeby się usamodzielnić, nie da sobie rady.
Ja i mama bardzo ją wspierałyśmy. Dzięki terapii i lekom było z nią coraz lepiej. W zeszłym roku wyjechała na studia do innego miasta, dzięki tej namiastce samodzielności zrobiła ogromne postępy. Głównie dlatego, że nie musiała się bać, że jest sama, gdy na przykład przerastało ją wykonanie telefonu, mama robiła to za nią, żeby nie musiała się martwić. Po kilku miesiącach jednak już sama ogarniała wszystkie telefony i biurokrację bez większego strachu, jedynie wizyta w dziekanacie ją przerażała, ale dawała radę robić to sama i była z siebie bardzo dumna. Ja i mama też.

Z drugiej strony był mój młodszy brat, obecnie jest w pierwszej liceum. On właściwie odkąd pamiętam pastwił się nad siostrą, moim zdaniem to on przyczynił się do wcześniej wspomnianej próby samobójczej, bo nie raz z niej szydził, mówiąc, że matka w końcu będzie miała dosyć jej niesamodzielności i ją wywali na zbity ryj, a wtedy zdechnie z głodu na ulicy. Nie dało się nad nim zapanować, nie wierzył też w chorobę siostry. Dla niego to było tylko lenistwo i pierdołowatość, a takich ludzi powinno się tępić.

W tym roku siostra przeżyła małe załamanie, już w 1 tygodniu zajęć zapowiedziano jej na następny 2 kolokwia i esej. Bała się, że zawali. I w tym właśnie momencie mój debilny braciszek postanowił jej zrobić "pranka". Gdy mama wyjechała w delegację do Niemiec, zadzwonił do siostry i powiedział jej, że mama miała wypadek na autostradzie i nie żyje. Mama gdy prowadzi ma wyłączony telefon, więc przez cały dzień nie było z nią kontaktu, a ja jak na złość zostawiłam komórkę w szafce w pracy i dopiero następnego dnia dowiedziałam się, że siostra do mnie dzwoniła. Ona niestety już nie odbierała.
Gdy mama jest w delegacji, ja nocuję w domu rodzinnym, aby pilnować brata. Nagrał rozmowę, podczas której mówi siostrze, że mama nie żyje. Przyłapałam go, jak z kumplami obmyślał, co zrobić, aby ludzie w internecie mieli z tego jak największą bekę. Gdy się dowiedziałam co zrobił, miałam złe przeczucia...

Moja siostra po tym telefonie zamknęła się w swoim pokoju i popełniła samobójstwo. Zabiła się, bo temu debilowi zachciało się pranka. Nie wiem jeszcze jak to wygląda ze strony prawnej, nie obchodzi mnie też, że to mój brat, zrobię wszystko, aby odpowiedział za to przed sądem. Za niedługo pogrzeb, nie chcę go tam widzieć.

#fpMY6

Impreza w domu koleżanki z liceum, sporo ludzi, większości nawet nie poznałam. Napiłam się wtedy pierwszy raz w życiu wódki. Ludzie podzielili się na grupki. Palacze siedzieli w ogrodzie, osoby pijące przy stole w jadalni, a część w sypialni, gdzie graliśmy w butelkę. Był to już ten moment imprezy, kiedy każdy był solidnie wstawiony.

Nie zaskoczę Was, przespałam się na tej imprezie z chłopakiem. Dwie kreski na teście zwiastowały kłopoty. Od koleżanki dostałam numer telefonu do przyszłego tatusia. Umówiliśmy się na spotkanie jeszcze tego samego dnia. Podaliśmy sobie rękę i przedstawiliśmy się sobie. Wiem, jak to brzmi. Tomasz był zaskoczony informacją o ciąży, ale ku mojemu zdziwieniu nie uciekł, nie wypierał się i nawet nie zarządzał testu na ojcostwo. Przez cały okres ciąży był dla mnie ogromnym wsparciem. Zakochaliśmy się w naszym dziecku... i w sobie również.

Dziś, po paru latach, pierścionek zaręczynowy błyszczy na moim palcu, a w planach pojawia się nawet siostra lub brat dla naszej małej księżniczki. Tylko nigdy dzieciom nie opowiem, jak się z tatą poznaliśmy ;)

#vQSPO

Pierwsza wizytę u ginekologa. Miała ona miejsce krótko po moim "pierwszym razie". Nie do końca pamiętam czemu tak, ale jakoś mi się chyba zdawało, że to odpowiedni moment. Miałam wtedy świeżo skończone 18 lat.
Trafiło na lekarza mężczyznę, w wieku około 40 lat, jak sądzę.
Po wywiadzie przeszliśmy do badania, był bardzo delikatny i cały czas tłumaczył co robi i co mogę czuć. Aż tu nagle:
Lekarz: O, a co my tu mamy? Wygląda na początek ciąży.
Ja: (totalna panika, drżący głos) Ale jak to... Było zabezpieczenie.
Lekarz: Jakie?
Ja: Prezerwatywa, no i dodatkowo kalendarzyk.
Lekarz (z uśmiechem, ja prawie mdleję ze strachu): Ale wie pani, że to nie są stuprocentowe metody?

Po czym zakończył badanie i kazał mi się ubrać.


Nie macie pojęcia, co przeżyłam przez te kilka minut. Cała wizja tego jak bardzo zmarnowałam sobie życie, nie pójdę na studia, nic nie osiągnę, matka mnie z domu wyrzuci....
Wróciłam ubrana do niego, cala się trzęsłam ze strachu.
On spokojnie mi mówi, że wszystko OK, zdrowa jestem itd. Nic o tej ciąży.
Więc pytam.
Ja: No a co z tą ciążą?
Lekarz: Żadnej ciąży nie stwierdziłem.

I wiecie co? Może uznacie go za chama, który niepotrzebnie prawie doprowadził mnie do zawału. Ale prawda jest taka, że te parę minut strachu dało mi tyle do myślenia na temat odpowiedzialności, że nigdy nie zaryzykowałam, nigdy nie zachowałam się nieodpowiedzialnie, jeśli chodzi o seks.
Żadne pogadanki w szkole, żadne wychowanie do życia w rodzinie nie wpłynęły na moją odpowiedzialność tak bardzo, jak ten "prank" ginekologa.
Genialny człowiek.

#63BbN

Nigdy nie chciałam mieć dzieci. Zawsze wiedziałam, że nie będę ich mieć. Nie każdy przecież musi. Kiedy między mną a moim chłopakiem zaczęło się robić poważnie, to mu o tym powiedziałam. Odpowiedział, że to świetnie się składa, bo on nie lubi dzieci i też nie chce ich mieć.
Jakiś czas później się zaręczyliśmy. Obecnie jesteśmy już po ślubie. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że nagle mój mąż zaczął mówić, że czas na dziecko.
Zaskoczona zapytałam, co on wygaduje. Odparł, że owszem, kiedyś nie chciał mieć dzieci, ale teraz już do tego dojrzał. To przecież normalne, że KAŻDE młode małżeństwo stara się o dziecko.

Byłam w szoku. Powiedziałam, że ja nie chcę. On przecież doskonale o tym wiedział! Stwierdził, że myślał, że "tylko tak gadam". Jak już urodzę, to włączy mi się instynkt macierzyński i nagle zechcę dziecka.
Jakby to był jakiś przełącznik w głowie! Pstryk i już.

Kocham tego człowieka. Byłam pewna, że spędzę z nim resztę życia. Nie potrafię jednak dla niego zmienić... no cóż, wszystkiego, całej siebie. Jeśli zdecydowałabym się na dziecko z przymusu, to wszystkich bym nas unieszczęśliwiła. Najbardziej to dziecko, które czułoby się niechciane przez własną matkę. To przecież straszne! Jak można kogoś dobrowolnie skazywać na taki los?

Wiem, że mąż nie odpuści. Tak więc oto po niecałym roku małżeństwa najprawdopodobniej czeka mnie rozwód. Serce mi pęka, ale nie potrafię inaczej. Na razie powiedziałam o tym tylko mojej matce. Stwierdziła, że nie miała pojęcia, że wychowała kogoś tak samolubnego jak ja.
Reszta rodziny pewnie powie to samo. Kobieta, która nie chce mieć dzieci, to przecież potwór.
Na najbliższy czas będę więc potrzebowała dużo siły. Mam nadzieję, że dam sobie radę, bo zdania nie zmienię.

#ZRRkw

Żal mi swojego ojca.

Mój tato ma dwójkę braci i dwie siostry. Co ważne, siostra i brat wciąż mieszkają z babcią. O ile siostra ułożyła sobie jakoś życie, to brat został zwykłym alkoholikiem/menelem. Ot, taki Zbysiu, co pracuje na budowie, ale tylko latem, nie dokłada się do niczego i dużo pije. Naprzeciwko mojej babci w bloku mieszka kolejny syn, Jurek wraz z żoną. Też alkoholik. Dwa bloki dalej mieszka ciotka Wiesia - znana alkoholiczka.

Nie zliczę, ile było awantur, pijackich wybryków, wypadków, jazdy po pijanemu i znęcania się nad własną rodziną z udziałem rodzeństwa ojca. Każda z nich na osobne wyznanie. Aż wstyd się przyznać, kto jest naszą rodziną.

Za każdym też razem, gdy dzieje się coś niedobrego, babcia lub ta ogarnięta siostra (Julia) dzwonią po mojego ojca, płacząc i prosząc, by on przyjechał i "zrobił porządek". Z mamą zawsze odwodziłyśmy go od tego, przecież z takimi o wypadek nietrudno. Jednak ojciec, czując się w obowiązku bronić rodziny, jechał i sytuacje załagadzał. Czy to przytrzymał pijanego, czy zawiózł na pogotowie (babcia ani Julia nie mają prawka), albo siedział i rozmawiał z pijanym lub kładł go do łóżka. Przykry obowiązek, lecz tata prawie nigdy się nie skarżył, choć czasami widziałam, że ma dość, a telefony były średnio dwa razy w tygodniu.

Kiedyś babcia zadzwoniła z prawdziwą histerią, że ma NATYCHMIAST przyjeżdżać. Jak tata wszedł do pokoju, to aż go zamurowało. Zbysiu leży na siostrze w przedpokoju i ją dusi, ona sina się robi i się szarpie, a babcia obkłada go tłuczkiem do mięsa. Ogólnie: ambaras. Ojca w pierwszej chwili zamurowało, a potem (jak mówił) jasna cholera go zalała. Nie panując nad sobą, podniósł brata, wypchnął na dwór i zlał. I to bardzo mocno go pobił. Sam mówił, że nie panował nad sobą już. Po tylu latach wybryków i załagadzania sytuacji, nie wytrzymał. Babcia w tym czasie zadzwoniła na policję, co zawsze było dla niej największym wstydem (co ludzie powiedzą itp.) i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby zadzwoniła, żeby zabrali Zbysia. Ale nie, zadzwoniła na policję, bo mój ojciec pobił brata aż do krwi!

Policja przyjechała, zebrała zeznania, ojca wzięła na dołek, a Zbysia na obdukcję. One zeznały, że Zbysiu był grzeczny, że tylko trochę wypił, a mój tata go pobił bez powodu. Ojciec dostał zawiasy i sporą grzywnę. Jeszcze zadośćuczynienie gnojowi musiał płacić.

Od tamtego czasu telefonów od rodziny nie odbiera, a jak ktoś się go pyta co u mamy, to odpowiada, że on matki nie ma. Mi jest go strasznie żal, bo tyle lat pomagał, był dobry, na każde zawołanie, a tu taka przykrość go spotkała ze strony ludzi, dla których zawsze był podporą. Morał taki, że nie warto pomagać rodzinie, tylko od razu dzwonić na policję, gdy dzieje się podobna awantura.

#kzCjC

Mam pracę, którą wykonuję w domu, przed komputerem. Mam też sąsiadów, którzy ostatnio, jak na złość, bardzo głośno uprawiają seks akurat w godzinach, kiedy potrzebuję odrobinę spokoju i warunków do skupienia się. Oprócz głośnych krzyków, dość wulgarnych wyzwisk oraz pikantnych monologów będących dosadnym opisem tego, co i gdzie ktoś komuś włoży, parka bzyka się na meblach, a te z kolei łomoczą o ścianę tak, że tynk ze ścian mojego mieszkania sypie mi się na łeb.

Nigdy nie spodziewałbym się, że moja bogobojna sąsiadka, która co niedzielę biega do kościoła, a na co dzień ubiera się w szaty przypominające średniowieczne worki pokutne, może być tak rozpasana w kwestiach intymnego pożycia ze swoim mężem.
Jakiś czas temu parka nieco jednak przesadziła z hałasami, więc napisałem kartkę z prośbą o to, aby postarali się nieco ciszej zachowywać, albo chociaż przenieśli się ze swymi harcami do pokoju, który nie sąsiaduje z moim. Aby nie robić afery, karteczkę wsunąłem pod ich drzwi (początkowo chciałem ją do nich przylepić, ale uznałem, że to byłoby trochę zbyt okrutne...).

Od trzech dni nie ma już krzyków, jęków ani odgłosów sążnistych klapsów. Słychać za to płacz sąsiadki, która dzięki mojej dyskretnej wiadomości dowiedziała się, że podczas gdy ona pracuje, jej mąż zaprasza do domu kochankę...

#XChY3

Mój chłopak jest rolnikiem. Przyznam szczerze, że świetnie mu to wszystko idzie. Rolnictwo to jego hobby, można by rzec, że całe życie. Codziennie musi oglądać jakieś filmiki na jutubie, gdzie inni rolnicy pokazują jak pracują. Niedawno byliśmy na jakichś targach rolniczych, to kuźwa musiałam mu robić zdjęcia chyba ze wszystkimi maszynami, jakie tylko tam były. Jest tak porąbany na tym punkcie, że nawet jako budzik ustawił sobie dźwięk traktora.
Gdy ostatnio jedna z jego maszyn odmówiła posłuszeństwa, obraził się na wszystkich i płakał w swoim pokoju. Nie dało się go uspokoić, dopiero jak zadzwoniłam po jego matkę, to z jakimiś tabletkami na uspokojenie przyjechała.
Kiedyś jechaliśmy razem w góry, to przy jakimś polu się zatrzymał i zaczął wąchać ziemię. Dodam też, że maksymalnie się przy tym wzruszył. Mówił, że o takiej ziemi właśnie marzy.
Do pracy ma swój specjalny strój. Bluzkę z napisem "Najlepszy rolnik w mieście". Ma nawet majtki w traktory...

Jest szalony, ale i tak go kocham :)

#sXfoC

Chciałam coś napisać jako dorosła już córka wegan i ekologów. Gdyby moi rodzice były w tym wszystkim normalni, nie byłoby tego wyznania, ale normalni zdecydowanie nie byli, nawet ich znajomi z tego samego kręgu uważali, że przesadzają.

Wszystko co było nienaturalne, a miało jakikolwiek naturalny odpowiednik, było u nas w domu zakazane. Wiadomo, że naturalne rzeczy są strasznie drogie, więc wszystkie moje ubrania mieściły się w jednej szufladzie, a o makijażu mogłam pomarzyć. Książkę bym mogła napisać o tych wszystkich chorych zakazach i nakazach i o tym, jak dostawałam biegunki za każdym razem, gdy cichcem zjadłam coś pysznego i niezdrowego. Wychowywana byłam właściwie pod kloszem. Znaków by zabrakło, żeby opisać to wszystko, dlatego skupię się na jednej rzeczy.

Po usamodzielnieniu się od razu porzuciłam ekologię, a swoją dietę rozszerzałam przez długi czas. Mimo to wciąż są rzeczy, których zjeść niestety nie mogę. Gdy już mogłam, poszłam do lekarza, aby w końcu dowiedzieć się skąd te duszności, które pojawiły się w czasie gimnazjum.
To nie brak kondycji, co mi wmawiali rodzice, tylko astma oskrzelowa, prawdopodobnie na tle nerwowym, gdyż rozwinęła się w momencie, gdy znęcano się nade mną w szkole z powodu świrniętych rodziców. Mogę mieć inhalator, ale na szczęście nie muszę, bo duszności pojawiają się tylko po wysiłku, którego powinnam unikać.
Podczas diagnozowania tego co mi jest, byłam odsyłana od lekarza do lekarza, bo ciągle coś komuś nie pasowało. Okazało się, że mam również problemy spowodowane niedożywieniem w okresie dojrzewania oraz wrodzoną wadę zastawki serca. Teraz już wiadomo, że wada jest niezbyt groźna, jednak jeśli moi rodzice pozwolili by mnie zbadać, gdy byłam niemowlakiem, lekarz kazałby przez kilka lat przychodzić na kontrole, bo wtedy nie było jeszcze wiadomo, co z tej wady wyniknie. Mogło się to dla mnie źle skończyć. Szczepiona też oczywiście nie byłam.
Tak to się kończy, gdy szpitale to zło, leki to zło, suplementy diety to zło, markety to zło i ogólnie pół świata to zło.
Gdyby moi rodzice nie ześwirowali z powodu eco życia, a robili to z głową, wszystko wyglądałoby inaczej.

#EL0TQ

Moja mamusia potrafi otworzyć sobie piwo podczas prowadzenia samochodu, nie widzi w tym nic złego, bo jej zdaniem zostało jej tylko 10 km do domu.
Po wielu kłótniach, tłumaczeniach i grożeniu policją przeze mnie, bliższa i dalsza rodzina uważa mnie za wyrodne dziecko. Ja pie#dolę.

Zgłosiłam policji tę sytuację, żeby zwracali uwagę na ten samochód. Mam nadzieję, że kiedyś ją złapią.
Dodaj anonimowe wyznanie