#N4sjw

W podstawówce w mojej klasie był chłopak z biednej rodziny. Nie mieli w domu łazienki i (nie będę tego ubierać w ładniejsze słowa) śmierdziało od niego na kilka metrów.

Jako że byłam nieśmiałym i nielubianym w grupie dzieckiem, to często na spacerach lądowałam z nim w parze. Dobroduszni nauczyciele i rodzice kazali mi trzymać go za rękę, żeby mu nie było smutno. Przez następne pięć lat leczyłam grzybicę skóry na dłoniach.

Nie ma morału, nie ma przemyśleń, nie wiem sama co o tym myśleć.

#YKxY6

Większość mojego życia kochałem i w jakimś sensie związany byłem z jedną dziewczyną. I nie przesadzam z tą "większością". Pierwszy raz spotkałem ją w przedszkolu i już wtedy zakochałem się tak jak tylko przedszkolak może się zakochać. Splotem wydarzeń okazało się, że ona również mnie lubi, więc zostaliśmy "parą", czyli po prostu razem się bawiliśmy. Nasz przedszkolny związek umarł śmiercią naturalną, ale moja wybranka wciąż była moją wybranką, zmieniła się tylko metoda okazywania uczuć i dziewczyna stała się obiektem moich "końskich zalotów". Jakoś pod koniec podstawówki oficjalnie zostaliśmy parą (choć wiadomo, jak takie pierwsze/wczesne "związki" wyglądają). Tak naprawdę poważnie zrobiło się w gimnazjum. I wtedy też, w ostatniej klasie, mieliśmy pierwszą poważną sprzeczkę.

Ja jako najlepszy uczeń w szkole chciałem, żebyśmy oboje poszli do najlepszego liceum w województwie, ona jako przeciętna uczennica bała się, że sobie nie poradzi. Poszliśmy więc do dwóch różnych szkół i samo to mi nie pasowało, a kiedy okazało się, że moja ukochana wybrała technikum, to już był cios dla mojej dumy (nie wiem jak teraz, wtedy mówiło się, że technika są dla nieuków). No jaki to był wstyd mówić nowym znajomym z elitarnej szkoły, że ma się dziewczynę w technikum... Dalej byliśmy razem, ale ewidentnie zaczynało się coś psuć. Teraz wiem, że z mojej winy, bo nasłuchałem się głupot i zacząłem traktować ją jak jakąś gorszą i głupszą.

Zacząłem studia na wymagającym kierunku, a moja dziewczyna w tym czasie kończyła technikum, potem miała do mnie dołączyć (oczywiście wybrała inny kierunek, ale ta sama uczelnia). I wtedy nastąpiło apogeum - oblana matura z matematyki. Mało jej nie trzasnąłem podręcznikiem w głowę, tak mnie ta wiadomość wyprowadziła z równowagi, zwyzywałem od głupich, od idiotek, bo dla mnie niepojęte było, jak można było tego nie zdać. A jaki wstyd przed znajomymi z uczelni mieć taką niedouczoną dziewczynę... Zerwałem.

Szybko znalazłem sobie dziewczynę "na moim poziomie", ale zawsze myślami wracałem do tej pierwszej. Tym bardziej że regularnie ją widywałem, np. w komunikacji miejskiej czy sklepie. Nie wiem co ona w sobie ma, zawsze mnie do niej ciągnęło, nawet w cholernym przedszkolu. Potem się wyprowadziła, a nasze drogi definitywnie się rozeszły.

Do czasu, gdy spotkaliśmy się na weselu znajomego. Wszystko odżyło. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Jest piękniejsza niż zapamiętałem, skończyła ciekawe studia, prowadzi interesujące życie, ma w sobie coś takiego, że chce się z nią przebywać. Ja natomiast mam "dobrą" robotę, jestem zaręczony z "dziewczyną na moim poziomie". Do końca życia będę sobie pluł w brodę, że zostawiłem miłość mojego życia z powodu głupiego egzaminu, o którym już nikt nawet nie pamięta. Czuję, że bez niej po prostu przegrałem życie.

#EfpWJ

Wiecie, co to są kamienie migdałkowe? W skrócie są to resztki jedzenia formujące się w żółte, śmierdzące kawałki zbierające się w migdałkach, jeśli ktoś ma specyficzną budowę tego narządu.

Osobiście bardzo lubię każdego dnia uważnie patrzeć w lustro w poszukiwaniu owych kamyczków. Ich wydobywanie odbywa się za pomocą patyczków higienicznych lub długiej pęsety i polega na wyciąganiu lub "wyciskaniu". Daje to niesamowitą satysfakcję, porównywalną do wyciskania pryszczy. Zawsze po pozbyciu się delikwentów uważnie się im przyglądam, wącham i cieszę się, że to coś nie zalega już w moim gardle.

Swoją drogą, ich zapach (a raczej smród) jest bardzo charakterystyczny. Jeśli czuję go od kogoś, komu jedzie z paszczy, to wiem, że wcale nie musi to oznaczać, że ten ktoś nie myje zębów - ale po prostu nie wie o tej przypadłości i takie wyciąganie kamieni bądź stosowanie płynów do płukania jamy ustnej mogłoby załatwić sprawę.

#B5L9q

Kojarzycie Carrie i jej nawiedzoną matkę, która agresywnie zareagowała na wieść o tym, że jej córka dostała okresu? W domu miałam bardzo podobnie.

Tematy dorastania i higieny u nas leżały. W piątej klasie wychowawczyni urządziła nam pogadankę na temat dojrzewania, ale mama z jakiegoś powodu nie pozwoliła mi na nią pójść. Póki byłam mała i nic się nie działo, to mama i tata byli zadowoleni. Ale kiedy zaczęłam dojrzewać i widziałam u siebie pewne zmiany, poinformowałam o nich mamę. Coś tam wiedziałam, że wchodzę w nowy okres w życiu, ale nauczycielki zawsze sugerowały iść z takimi problemami do matek. Więc i ja poszłam. Powiedziałam, że rosną mi włosy "tam", zaokrąglają się biodra i chyba niedługo zacznę miesiączkować. Reakcja mamy? "Nie mów tak głośno, bo brat i ojciec cię usłyszą. Nikomu o takich rzeczach nie mów, bo to wstyd." Głupia ja zrozumiałam to wtedy tak, że wstydem jest w ogóle dojrzewać.

Pewnego dnia stało się i dostałam pierwszej miesiączki. Nie była jakoś strasznie obfita, ale i tak bardzo się zestresowałam. Nie wiedziałam co zrobić - do mamy z tym nie pójdę, do nauczycielki żadna z koleżanek by nie poszła, nie miałam też starszej kuzynki albo przyjaciółki, która by mi pomogła. Ze łzami w oczach poszłam do apteki i czerwona jak burak przyznałam się pani aptekarce, że mam okres i nie wiem co zrobić. Na szczęście była to młoda, miła kobieta i pomogła mi jakoś sobie z tym poradzić.

Na początku wspomniałam też o higienie - nawet to było u nas tabu. Przed dojrzewaniem mogłam się myć raz na tydzień i niby mi to wystarczało. Ale później zaczęłam o wiele bardziej się pocić, nie mówiąc już o klasycznej higienie w "te dni". Wspomniałam o tym mamie, ale ta znowu kazała mi być cicho, bo nie daj Boże ktoś usłyszy, a co do mycia to góra dwa razy w tygodniu. Słowem nie wspomniała o dezodorancie, częstotliwości wymieniania podpasek, kontrolowaniu okresu w kalendarzu, goleniu się. Gdy jakiś czas później zobaczyłam w gazecie reklamę tamponów, postanowiłam zaryzykować i kupiłam sobie paczkę. Wtedy uświadomiłam sobie, że nie wiem jak je włożyć. Nie znałam własnego ciała. Nie wiedziałam czemu miesiączkuję, nie rozumiałam zmian jakie we mnie zachodziły. Na WDŻ też nie mogłam chodzić, mama zawsze znajdywała jakieś wymówki. Mam do niej za to ogromny żal.

Tak naprawdę dopiero dzięki czasopismom i internetowi dowiedziałam się wszystkiego. Z zazdrością słuchałam koleżanek, gdy mówiły, że u nich w domu na luzie rozmawia się o takich sprawach, a u nas zakazanym słowem była "podpaska".

#oZvUC

Piszę to wyznanie nawiązując do innego, gdzie ktoś pisał o równych prawach dla osób niepełnosprawnych.


Otóż kilka lat temu w małej miejscowości pod Warszawą, odbył się konkurs (coś typu "Mam Talent"). Nagrodą za pierwsze miejsce był udział w międzywojewódzkim konkursie talentów.

Jako, że byłem początkującym muzykiem, który chciał gdzieś tam zabłysnąć, zgłosiłem się z kumplem do tego konkursu. Ludzi było sporo, a my ciężko przygotowywaliśmy się do występu. Zagraliśmy piosenkę, a gdy już było po wszystkim, czekaliśmy na wyniki. I tu muszę trochę nieskromnie powiedzieć, że wypadliśmy najlepiej (kilku innych uczestników sami nam to powiedzieli). Po naszej kolejce był jeszcze jeden występ - dzieci z zespołem downa. Oczywiście jak już się pewnie domyślacie, niepełnosprawni zajęli pierwsze miejsce, tylko dlatego, że byli niepełnosprawni, my zajęliśmy drugie. Zauważyli to wszyscy uczestnicy, a nawet niektórzy organizatorzy. Przedstawienie tych dzieci z zespołem downa trwało dosłownie dwie minuty i każde z nich wypowiedziało po jednym zdaniu. "Jury" - jeśli można ich tak nazwać byli zachwyceni ich występem, a wszystkich innych uczestników nawet nie wzięli pod uwagę. Od niechcenia przyznali drugie i trzecie miejsce.



Ja rozumiem, że pewnie dla tych niepełnosprawnych dzieci to był nie lada wyczyn, zrobić takie przedstawienie czy coś, ale inni uczestnicy, którzy się przygotowywali przez kilka tygodni do tego konkursu zostali po prostu zignorowani. Dla mnie osobiście była to szansa żeby pokazać się ludziom, a może akurat coś by z tego wyszło. Dlatego wkurzyło to wszystkich, że te dzieci wygrały tylko dlatego, że były niepełnosprawne.

Nie mam nic do takich osób, ale kurde, po co organizować takie konkursy, skoro i tak od początku wiadomo, że jak pojawią się niepełnosprawni, to i tak wygrają?

#lj0b9

Bez względu na to jak absurdalnie zabrzmi ta historia, wydarzyła się naprawdę, a wszystkiego dowiedziałam się wczoraj.

Do rzeczy. Mam 24 lata i przez ostatni rok spotykałam się z mężczyzną 3 lata starszym. Minus naszej znajomości był taki, że mieszkaliśmy 60 km od siebie, też nie taka tragedia, widywaliśmy się co weekend u mnie albo w jego kawalerce. Od jakiegoś czasu zaczęłam podejrzewać że jest coś nie tak, wydawało mi się że coś kręci i nie mówi mi prawdy. Żądna odpowiedzi w nocy przejrzałam jego telefon i dowiedziałam się wszystkiego. Miał żonę i mała córeczkę. Podał mi nawet fałszywe imię i nazwisko, co zabawne od 3 lat prowadzi Facebooka i Instagrama na lewe dane, więc wszystko wydawało mi się prawdziwe (jestem nieufna, więc sprawdzałam go na początku wzdłuż i wszerz. Jak widać nie do końca).

Poczekałam do rana aż królewicz się obudzi i całą noc spędziłam na kanapie, rozmyślając jak go z tym strategicznie skonfrontować.
Kiedy przyszło co do czego, kiedy wywaliłam mu fakty na stół i roztrzęsiona czekałam na odpowiedź, Pan X ze stoickim spokojem spojrzał na mnie, uśmiechnął się i powiedział, że tak naprawdę to on nie zrobił nic złego i wszystko ma już wybaczone, bo UWAGA, UWAGA, cytuję "Krzyżowałem palce za każdym razem gdy opowiadałem o moim życiu, mieszkaniu, pracy i związkach. Dlatego nigdy cię nie oszukałem, mogłaś spojrzeć na moje dłonie jak rozmawialiśmy".

Nie wiem jak to dalej skomentować. Zostawiam to wam, do dzieła anonimowi.

#eedIq

Od kiedy pamiętam były dwie babcie: Babka i babcia. Moja mama od małego mówiła mi, która jest zła, a która dobra babcia.

Dlaczego babka i babcia?

Babka - matka mojego ojca (alkoholika), nieustannie wpatrzona w jedynego syna, mieszka razem z nami. Mój ojciec jak wychodził z 2-miesięcznej terapii, babka dawała mu pieniądze na alkohol, "no bo przecież synuś tyle czasu nie pił i niech się napije piwka". Babka ma dużo pieniędzy, zawsze mnie i mojego brata rozpieszczała na każdym kroku, a my jako małe dzieci uwielbialiśmy ją. Moją mamę traktuje jak śmiecia, uważa, że to jej wina, że ojciec się tak stoczył. Często terroryzuje moją mamę i za każdym razem, gdy wyjdzie z domu jest wyzywana, jak ojciec usłyszy kłótnię, to jeszcze potrafi przywalić mojej mamie.
Babka zawsze jest brudna i niechlujnie ubrana.

Babcia - mama mojej MAMY. Nie jeździliśmy do niej codziennie, ale przynajmniej raz na tydzień sobota albo niedziela, byliśmy u niej. Jest bardzo chora, ma osteoporozę i prawdopodobnie raka. Babcia, mimo że nie miała dużo pieniędzy, miała dla nas mnóstwo cukierków, kolorowanki i oczywiście przepyszny obiad. Nawet mój chłopak jak poznał moją babcię, stwierdził, że jest bardzo elegancka i dobrze się ubiera (w porównaniu do babki).


Słowem końcowym. 2 lata temu zostałam pobita przez ojca. Babka zwyzywała mnie najpierw, że zdenerwowałam ojca (mimo że siedziałam w pokoju nad lekcjami), a potem spoliczkowała mnie za to, że wezwałam policję.

Wtedy zauważyłam różnicę między babciami.

#JWcRD

W życiu nie uwierzycie, że to się wydarzyło naprawdę.

Czytałam kiedyś (nie pamiętam czy na tej stronie, czy nie) historię dziewczyny, której chłopak oświadczył się na jakiejś rodzinnej imprezie, przy wszystkich zgromadzonych. Ona nie zamierzała mówić "tak", ale nie chciała mu robić wstydu przy tylu osobach, więc udawała, że zemdlała.

Mnie mój facet postanowił się oświadczyć jak w amerykańskich filmach - w drogiej restauracji.

Nie było tam co prawda nikogo znajomego, było sporo ludzi, a on klęknął przede mną i dość głośno zapytał, czy zostanę jego żoną. Wszyscy patrzyli. Ja natomiast wiedziałam, że nie ma mowy, żebym się zgodziła. Ostatnio nie układało się między nami najlepiej. Nie jakoś tragicznie, ale zdecydowanie nie było dobrze. Ślub w niczym by tu nie pomógł, wręcz przeciwnie.

Spanikowałam, nie wiedziałam co robić. Nie chciałam mu tak odmawiać przy wszystkich i narazić go na pośmiewisko. Chciałam z nim porozmawiać na spokojnie, sam na sam. Tylko jak teraz to zrobić? Przypomniała mi się tamta historia. Postanowiłam udawać, że zemdlałam (z wrażenia chyba). Niestety to nie jest wcale takie proste, jak się wydaje! Bałam się tak po prostu paść na podłogę, żeby sobie krzywdy nie zrobić (szczególnie że tam mieli jakieś marmury). Chciałam więc z gracją lekko osunąć się na ziemię.

Zrobiłam to z taką gracją, że z impetem walnęłam głową w stół.
Nie straciłam przytomności (tylko tym razem naprawdę), oj nie, poczułam się bardzo ożywiona! Na cały głos siarczyście przeklęłam, a ja praktycznie w ogóle nie przeklinam!
Chłopak w szoku, kelner w szoku, ludzie w szoku. Wszyscy zaczęli mi pomagać. Kelner pyta, czy nic mi się nie stało. A ja? Zamurowało mnie. Wydusiłam z siebie tylko ciche: "nie, przepraszam". I uciekłam! Rozumiecie to? Wybiegłam z tej restauracji i wróciłam do domu. To by było na tyle, jeśli chodzi o nierobienie wstydu.

Chłopak przyszedł chwilę po mnie. Pytał, czy wszystko dobrze. Myślał, że coś mi się w głowę stało po tym uderzeniu. Powiedziałam mu całą prawdę. On mi na to: myślałem, że chcesz wyjść za mąż.
Powiedziałam, że w tym momencie to nie jest dobry pomysł, ale chciałabym ratować ten związek, może terapia dla par? Powiedział, że się zastanowi i wrócił do siebie (nie mieszkamy razem).
To było prawie tydzień temu. Nie odzywa się, chyba nadal się zastanawia.

#r120X

Jestem biednym studentem. Dziś znalazłem przed sklepem portfel, w którym było około 1000 zł. Oddałem go do punktu informacji w sklepie, żeby postąpić uczciwie.
Teraz siedzę w pokoju z moim stanem konta w wysokości 12 zł, trochę żałując tej decyzji, ale wierzę w karmę i mam nadzieję, że dobro do mnie wróci.
Dodaj anonimowe wyznanie