Jak byłem mały, uwielbiałem ziemniaki. Moja mama wykorzystywała ten fakt okrutnie i namawiała mnie tym do jedzenia. Patrzę - coś zielonego, na oko brukselka. No i pytałem się mamy, co to jest, bo dziwnie smakuje.
Ziemniak, to zawsze był ziemniak.
Dodaj anonimowe wyznanie
Moja siostra zabraniała dziecku myć zęby, bo chcąc być złośliwym robił wszystko to, czego ona mu zabraniała. XD I mył te zęby. Miał też zakaz ubierania w domu kapci. xD
Sprytne ;D
I w co ubierał kapcie?
Chyba wszyscy rodzice tak robili.
Dziecko nie je pomaranczy? 'Kotus, to brzoskwinia!'
serio dzieci nie maja takich opcji, ze jak cos im nie smakuje to nie zdjedza tego pod zadna nazwa?
na mnie sciemnianie, ze w serniku nie ma twarogu zadzialalo raz i wyplulam to, co zdazylam ugryzc
@bazienka
To chyba bardziej chodzi o to, że dziecko czegoś jeszcze nie jadło i nie znało smaku, ale odgórnie zakładało, że mu nie posmakuje (jak z dziećmi bywa). W ten sposób przynajmniej spróbowało.
Nigdy nie lubiłam rodzynek. Samych w sobie, ani w ciastkach, ciastach itp. Czasami rodzina próbowała mnie oszukać, że ciastka są z czekoladą, żadne tam rodzynki. Brałam kęs i nic z tego, rodzynki jak nic, czekolada tak nie smakuje i nie jest taka gumowata, to te paskudne rodzynki. Bez względu na to, i razy powtarzano mi, że to na 100% kawałki czekolady, nie zdołali mnie nabrać, rodzynki to rodzynki, siłą by mi tych ciastek do gęby już nie wypchali.
@ohlala dokładnie!
Moi bratankowie nie tkną ananasa w potrawce. Nie, no nie. Ale jak im go zmiksujesz, to jedzą i jeszcze zachwalają. Tak, wciąż czuć smak tego ananasa.
Ja to samo miałam z selerem i pomidorami. Nie jadłam, bo mi ubzdurało, że nie lubię. Moja matka wiedziała, jaka jestem zawzięta, więc zawsze w inny sposób mi to przemycała, albo inaczej starła i pociągnęła kit, a ja jadłam.
Za to rzeczy, których naprawdę nie lubiłam, nie jadłam mimo wszystko. I do dziś ich nie jem.
Więc trzeba po prostu odróżnić nielubienie, od widzimisię.
Ja np. nie jem masła i pomimo prób przemycenia go w kanapce, kończyło się to pluciem albo wymiotami.
Pamiętam, jak raz rodzina wegańskiej koleżanki wmówiła mi, że paluszki sojowe to normalne paluszki rybne, które uwielbiałem. Miałem wtedy może z osiem lat i od tamtej pory nie jestem w stanie zjeść paluszków rybnych.
Nie mam nic do osób o odmiennych od moich gustach żywieniowych, żeby było jasne. Po prostu jestem zatwardziałym mięsożercą ;)
@Whiteknight
Zakładam, że to było sporo lat temu, a jeśli działo się to w Polsce, to wcale się nie dziwię, że masz uraz. Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu te zamienniki mięsa u nas były okrutne :D
Najgorsza była ściema, że czernina to Zupa czekoladowa. Naprawdę nie widzę w tym żadnego sensu, by wciskać kit dziecku, by zjadło jedzenie, którego się brzydzi.
Ja będąc mała jadlam zupę tylko gotowaną od nowa, a nie z poprzedniej zupy np z rosołu zrobioną inną. Pozniej rodzice wmawiali mi ze specjalnie dla mnie zrobili nową a zawsze byla robiona tak samo z wczorajszej🤣🤣
U mnie wątróbka to były "paszteciki wiedeńskie". :D
Ja jako dzieciak wszystko jadłam, sama nawet z prostych przepisów gotowałam, a tu nagle z wiekiem większość jedzenia mnie obrzydza i prawie nic nie jem.
Rodzina mi opowiadała, że do pewnego momentu jadłam wszystko. Słonina, smalec, wątróbka, krowi ozor. Jak to kiedyś powiedziała pewna dziewczyna z youtube’a- co podejdzie, to zjem.
Ja mam odwrotnie. Jako dziecko generalnie nie miałam apetytu, więc było wciskanie na siłę, kary, wywoływanie poczucia winy. Dzięki tym wspaniałym metodom wychowawczym nienawidziłam większości artykułów spożywczych.
Gdy przestali mnie zmuszać do jedzenia, nagle okazało się, że te wszystkie potrawy nie są takie złe.
Jedynie do kotletów mielonych dłuugo nie mogłam się przekonać, bo mi je wciskali aż zwymiotowałam...
@StaryTapczan
To brzmi jak lista rzeczy, które chętnie jesz, bo Ci smakują, a później uświadamiasz sobie, czym dokładnie są :D
tapczan mialam to samo z kaszanka, potrafilam wszamac pol kilo na surowo
natalia, teraz kaszanka juz mi nie smakuje i to nie z powodu wiedzy, z czego to jest
przemycanie czegos zmiksowanego znamy oj znamy :)
Natalia, haha, teraz kieruję się smakiem, ale ponoć kiedy byłam mała, to po prostu byłam łakoma i żarłam, co popadło. Nie zwracałam uwagi, czy coś jest słone, słodkie czy gorzkie. Widziałam jedzenie i od razu otwierałam japę, żeby mi dali. Po prostu, jak widziałam, że coś jest jadalne, a tym bardziej, że KTOŚ coś je, to podchodziłam jak pies i zebrałam, nawet jeśli byłam po jedzeniu. Wszyscy się podobno przede mną chowali, a czy jedli kanapkę czy krowie ozory (jak mój dziadzia), nie miało dla mnie znaczenia. Da się zjeść? To chcę to zjeść. Mój ojciec nie raz jadł po pracy samą wodę z zupy, bo pchałam mu się na kolana i wyławiałam mu z talerza wszystko, co w tej zupie pływało. Nie wiem, jak oni ze mną wytrzymywali.
Tylko moja mama ze mną rozmawiała i tłumaczyła, co mam na talerzu? Dzięki temu, jedyne, czego nie chciałam jeść, to kalafior i kokos, i nigdy mi ich nie dawała. Do tego stawała w mojej obronie zawsze, gdy ktoś próbował mi to wcisnąć. Uważała, że dziecko też ma gust, i prawo do decydowania, co mu smakuje, jednocześnie umiała zachęcić do próbowania nowych smaków. Każdemu życzę takiej mamy.
wielki szacun dla twojej mamy!!
Mi kiedys matka probowala wmowic, ze ogorkowa to rosol. Po jednej lyzce wyrzygalam obiad sprzed tygodnia.
Nigdy kie zrozumiem po co wciska się ludziom coś czego nie lubią. Nie trzeba jeść każdego produktu który istnieje na świecie i da się żyć
Nie ludziom ogolnie, tylko dzieciom, ktore w tym okresie potrzebuja najwiecej roznorodnosci w diecie dla zdrowego rozwoju, a jednoczesnie najmniej chca jesc, "bo zielone niedobre".
Nie prawda, żadna różnorodność mod jest potrzebna jeśli jest zaspokajane zapotrzebowanie na wszystkie składniki odżywcze. Równie dobrze dziecko może jeść tylko 10-20 produktów i być zdrowym jak i jeść 100 produktów i mieć niedobory
Już zostało wytłumaczone w wielu komentarzach, że dzieci bardzo często nie chcą jeść rzeczy, których nawet nie próbowały. Bo nie. Nie ma nic złego w poszerzaniu horyzontów już od dziecka, natomiast jeśli dziecku nie zasmakuje dany produkt, to dopiero wtedy nie należy wpychać go na siłę.
Ale nie ma nic złego w tym że dziecko czegoś jeść nie chce bo nie. Wolałbym pozostawić mi ta decyzję i jak dorosnie i będzie chciało spróbować to sobie spróbuję a jak nie to nie. Po co oklamywac dziecko?
@Xanx ale jak dziecko nie je w ogóle warzyw i owocow to trzeba wciskać
@Liarxxx, a nie można, no nie wiem, zachęcać zamiast wciskać? Ja kiedyś nie chciałam jeść jabłek. I to nie dlatego, że ich nie lubiłam, po prostu nie lubiłam skórki, a mama zamiast mi obrać to wciskala na siłę, aż faktycznie mi jabłka obrzydly. Nawet obrane i pokrojone przez babcię były nie dobre. Do czasu aż babcia nie zaproponowała mi jedzenia jabłek zagryzając każdą 1/8 połową kostki czekolady. I potem wielkie zdziwienie, że jem i owoce i warzywa i ryby... bo babcie potrafiły to tak przygotować że było smaczne, a nie szły na łatwiznę i tylko wciskały na siłę.
Teraz mam trochę ponad 20 lat i nadal, jak wracam do domu, to tracę apetyt.
Cero Wlasnie matka autora "zachecala" zamiast wciskac. Jezeli brokul smakuje, bo jest ziemniakiem to super. Ja dziecku podawalam warzywa w opakowaniach po slodyczach, serkach itd. Nie wciskalam, a wcinal az mu sie uszy trzesly.
tez tak robilam swoim dzieciom. co to mamo? kurczak, jedz! i jedli, ale niestety jak podrosli nauczyli sie odrozniac kurczaka od pieczarek i pieczarek juz nie jedza :(
Parę dni temu Pewds podzielił się taką samą historyjką, tylko zamiast ziemniaka, był kurczak. Co nie zmienia tego, że każdemu mogłoby się to przytrafić, więc wyznanie nie musi być skopiowane
Na mnie nic nie działało. :) Po prostu czułam obrzydzenie do wielu rzeczy. Do dziś mi to zostało, choć w troszkę mniejszym stopniu, bo umiem się już zmusić do zjedzenia czegoś.
nie jestem sobie w stanie wyobrazić jak ktoś może nie odróżniać tego co je.