#YKxY6
Ja jako najlepszy uczeń w szkole chciałem, żebyśmy oboje poszli do najlepszego liceum w województwie, ona jako przeciętna uczennica bała się, że sobie nie poradzi. Poszliśmy więc do dwóch różnych szkół i samo to mi nie pasowało, a kiedy okazało się, że moja ukochana wybrała technikum, to już był cios dla mojej dumy (nie wiem jak teraz, wtedy mówiło się, że technika są dla nieuków). No jaki to był wstyd mówić nowym znajomym z elitarnej szkoły, że ma się dziewczynę w technikum... Dalej byliśmy razem, ale ewidentnie zaczynało się coś psuć. Teraz wiem, że z mojej winy, bo nasłuchałem się głupot i zacząłem traktować ją jak jakąś gorszą i głupszą.
Zacząłem studia na wymagającym kierunku, a moja dziewczyna w tym czasie kończyła technikum, potem miała do mnie dołączyć (oczywiście wybrała inny kierunek, ale ta sama uczelnia). I wtedy nastąpiło apogeum - oblana matura z matematyki. Mało jej nie trzasnąłem podręcznikiem w głowę, tak mnie ta wiadomość wyprowadziła z równowagi, zwyzywałem od głupich, od idiotek, bo dla mnie niepojęte było, jak można było tego nie zdać. A jaki wstyd przed znajomymi z uczelni mieć taką niedouczoną dziewczynę... Zerwałem.
Szybko znalazłem sobie dziewczynę "na moim poziomie", ale zawsze myślami wracałem do tej pierwszej. Tym bardziej że regularnie ją widywałem, np. w komunikacji miejskiej czy sklepie. Nie wiem co ona w sobie ma, zawsze mnie do niej ciągnęło, nawet w cholernym przedszkolu. Potem się wyprowadziła, a nasze drogi definitywnie się rozeszły.
Do czasu, gdy spotkaliśmy się na weselu znajomego. Wszystko odżyło. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Jest piękniejsza niż zapamiętałem, skończyła ciekawe studia, prowadzi interesujące życie, ma w sobie coś takiego, że chce się z nią przebywać. Ja natomiast mam "dobrą" robotę, jestem zaręczony z "dziewczyną na moim poziomie". Do końca życia będę sobie pluł w brodę, że zostawiłem miłość mojego życia z powodu głupiego egzaminu, o którym już nikt nawet nie pamięta. Czuję, że bez niej po prostu przegrałem życie.
Ciesz się, że to nie było jej wesele i leć się ukorzyć - jeszcze nie wszystko stracone. No i Twoja narzeczona biedna w tym wszystkim - zaręczona z chłopem, który kocha inną...
Owszem, przegrałeś. Doradziłabym żebyś spróbował o nią walczyć (ale zostaw najpierw narzeczoną, nie warto lecieć na dwa fronty). Ale zadaj sobie najpierw pytanie czy wydoroślałeś. Bo szkoda żeby fajna dziewczyna się miała znowu męczyć z zalotami idioty, który zostawił ją wtedy, kiedy powinien wspierać (serio, nie wpadło ci do głowy żeby jej pomóc w nauce do poprawki, zamiast zrywać 'bo co ludzie pomyślą'?).
Jakie to wyznanie jest życiowe... Z kolegą od gówniarza nas do siebie ciągnęło, początek szkoły średniej i bum coś się zaczęło rodzić, było pięknie dopóki znajomi nie zaczeli ingerować. Zerwaliśmy kontakt. Później gdzieś tam przewijaly się typowe życzenia. Aktualnie? Przypadkiem odnowiliśmy kontakt dalej nas ciągnie do siebie i żałujemy decyzji sprzed lat. Jest jedno ale. Ja mam narzeczonego a on narzeczoną. Mózg rozj*ebany.
Ciekawe, Yavanna, jak ty byś się czuła, gdyby się okazało, że sama jesteś taką niekochaną narzeczoną i ktoś beztrosko namawiałby twojego narzeczonego, by cię rzucił :P
Nie zostawiłeś jej z powodu egzaminu, tylko dlatego, że jesteś nieprzeciętnym snobem. Na pocieszenie powiem ci:dla niej lepiej, że odszedłeś.
Witaj w dorosłym życiu. Radzę szybko zapomnieć o byłej bo zniszczysz jej życie i swoje (chociaż tutaj nie ma za bardzo co niszczyć).
Teraz nie powiedziałabym, że w technikum lądują nieuki. Wiadomo, że zależy od kierunku, ale często jest sporo ciężej niż w liceum (zakładając w miarę równe poziomy szkół). No i jest po prostu więcej godzin. Sama jestem na informatyce i trochę mnie skręca jak koleżanka z liceum narzeka, że kończy o 14, podczas gdy to najwcześniejsza godzina o której ja wychodzę ze szkoły. Mimo wszystko nie ma co zakładać że miała ciężko, co innego technik handlowiec a co innego mechatronik.
Ja szczerze mówiąc czasem żałuję, że nie poszłam do technikum. Poszłam do liceum bo mama wywierała presję, żebym koniecznie skonczyła studia (po technikum też można, ale jej chyba chodziło o „licealny prestiż”?). Po studiach niby też mam bardzo konkretny zawód, ale gdybym przy okazji tego była fryzjerką (co mi się na tamten czas marzyło) to byłoby mi chyba jeszcze fajniej...
Dokładnie też byłam na informatyce w technikum, ciężko było jak cholera. Godzin było tyle że ledwo się wysiedziało. W poniedziałki mieliśmy 8 h zawsze praktycznych. Czyli od rana na komputerach, nie powiem lubiłam to, ale przedmioty ogólne też musieliśmy odbyć gdzie tych godzin ogólnych mieliśmy tyle co liceum, a nam jeszcze dochodziły praktyczne. Tyle że po technikum można sobie coś znaleźć w swoim zawodzie. Bez konieczności studiów jeśli ktoś kuma o co w tym wszystkim biega.
Należy dodać, że oprócz matury każdy technik zdaje egzamin zawodowy. Kiedy ja zdawałam to wymogi na osiągnięcie technika były bardzo wyśrubowane, matura 30%, a technik (z tego co pamiętam) 80%.
Dobrze że dziewczyna odpuściła sobie takiego snoba.
Aleś Ty był głupi chłopie. Teraz to daj jej spokój..
Tak tylko wspomnę, że liceum i technikum ma tą samą podstawę programową + w technikum ma się jakieś 10 przedmiotów więcej
Dokładnie, te same podstawy plus przedmioty zawodowe.
Jak można z kimś zerwać bo się matury nie zdało? I kto tu jaki poziom ma..?