#WuMI6

Jestem studentem filologii angielskiej. Z angielskim jestem już na tyle oswojony, że bez żadnego stresu mogę płynnie w tym języku porozmawiać.

Kiedyś wybrałem się z moimi znajomymi na miasto. Zrobiliśmy parę rundek i na koniec zatrzymaliśmy się w naszym miejscu spotkań, aby spokojnie porozmawiać. Było już dosyć późno, a okolica nie cieszy się najlepszą renomą. Nagle zza zakrętu wyjeżdża radiowóz policyjny i zatrzymuje się obok naszego auta. Po chwili panowie policjanci wychodzą z pojazdu i pukają nam po szybie. 
Nigdy w życiu nie zostałem przez policję spisany, więc zacząłem się stresować, a gdy po chwili uświadomiłem sobie, że nie mam przy sobie dokumentów, dodatkowo zacząłem się okropnie pocić. Wyszliśmy z auta, a panowie policjanci zaczęli nas spisywać. Zwykła rutynowa kontrola. Żeby chyba umilić sobie całą czynność, jeden z policjantów zaczął wypytywać, czym zajmujemy się na co dzień. Każdy z moich znajomych krótko o sobie opowiedział, ja zostałem na koniec. Więc mówię, że studiuję angielski i jestem na trzecim roku. Wtem pan policjant pyta:
- Oh, really? So you have to speak English very well, is that right?
Ponieważ nadal byłem okropnie zestresowany, a niedawno rozpocząłem naukę języka włoskiego, bez większego zastanowienia wypaliłem:
- Si.

#rvKmM

Za młodu bawiliśmy się z kolegami w dzwonienie do ludzi domofonem i wkręcanie ich, np. że wygrali pralkę czy coś innego.

Raz kolega wpadł na genialny pomysł, żeby udawać komornika. No to dzwonimy:
- Halo? - zgłasza się kobieta.
- Dzień dobry, komornik - mówi kolega pogrubiając swój głos.
- O mój Boże, proszę nie!
- Tak, proszę otworzyć!
- Ja zapłacę! Obiecuję! - odpowiada przejęta kobieta.
- Otwierać!
- Dobrze...- bzzzzzzzzzzzzzzz (dźwięk otwierania) - [w tle] Andrzej schowaj telewizor!

Takie z nas były urwisy.

#a6kpR

Pochodzę z biednej rodziny. Kiedyś mieszkaliśmy w czwórkę w jednym pokoju, a w drugim dziadek. Po jego śmierci mama wzięła kredyt na remont domu. Z pokoju dziadka zrobiliśmy kuchnię z salonem, w korytarzu łazienkę, której nigdy nie mieliśmy. Do wykończenia remontu brakowało tylko płytek. 

Trzy lata temu zimą, w ferie, coś koło 1 w nocy, wszyscy spali. Ja jak zwykle nie mogłam usnąć, więc leżałam z nadzieją, że w końcu się uda. Nagle słyszę, że coś się tłucze. Tak jakby na strychu. Jakiś czas temu ktoś próbował włamać się do garażu, w którym były jakieś narzędzia, prysznic itp. Stwierdziłam, że może znowu ktoś chce coś ukraść, tym bardziej że pies głośno szczekał. Obudziłam mamę, ale powiedziała, że mi się wydaje. Minęło trochę czasu, pies ujadał jak szalony. Obudziłam mamę znowu, wkurzona wyszła na dwór zapalić papierosa. Wróciła szybciej niż wyszła, z krzykiem żebyśmy uciekali, bo pali się dom. 

Pożar był na tyle zaawansowany, że nie udało się uratować domu, trzeba było budować od początku. Ale jestem ogromnie dumna z mojego psa, któremu zawdzięczamy życie.

#Sk7dp

Doszło do mnie, że moja eks była ze mną głównie dla korzyści materialnych. Boli mnie to, że byłem dla niej tym gościem z rozsądku. Zastanawiałem się co dalej i czy w ogóle podejmować z nią ten temat. Kiedy to zrobiłem, zaprzeczyła i jeszcze się na mnie obraziła, że tak pomyślałem. Ona pochodzi z bardzo biednej wielodzietnej rodziny i sytuacja wyglądała tak, że byliśmy razem od lutego, a od kwietnia ona nie pracuje. Żyliśmy u mnie i za moje, i jeszcze woziła czasem jedzenie swojej mamie. Byłem jeleniem, który ją utrzymywał, ale ta historia ma też drugie dno.

Moja uroda jest taka, że jej nie ma, więc byłem w ogóle szczęśliwy, że miałem tak ładną dziewczynę. Zacząłem dostrzegać w jaki sposób ona patrzyła na wysokich, zbudowanych gości, bolało jak cholera. Fochy zrobiły się coraz częstsze, seks coraz rzadszy i coraz bardziej byle jaki. Pewnie miała kogoś na boku. Moja praca bardzo obciąża psychikę, zatem w domu chcę normalności. Normalności nie było, przychodziłem do domu, ona wgapiona w telefon, w domu syf, traktowała mnie jak powietrze i teksty: nie dotykaj mnie, zostaw, nie mam ochoty itp. Nie chcę się nad sobą przesadnie użalać, chcę tylko wyrzucić z siebie pewne rzeczy. Ból bólem, ale nie mogłem pozwolić sobie na takie traktowanie.

W czwartek nie wytrzymałem i rozpętałem burzę. Kazałem jej wyp… z mojego domu. Nie chciała wyjść i straszyła, że jak ją tylko spróbuję wyprowadzić siłą, to zadzwoni na policję i powie, że ją pobiłem. Kiedy to usłyszałem, zapaliła mi się czerwona lampka, doszło do mnie jakim człowiekiem ona naprawdę jest. Poszedłem spakować jej rzeczy do worków na śmieci i w międzyczasie włączyłem nagrywanie dźwięku w telefonie, tak żeby ona nie widziała, a tak żebym później miał dowód, że jej nie pobiłem. Zaczęła mnie szarpać i grozić, że jak jej oddam, to zadzwoni na policję. Po chwili puściłem jej to co się nagrało i powiedziałem, że jak się nie wyniesie, ja zadzwonię na policję i pokażę to nagranie, gdzie słychać jak mi grozi i mnie bije. Spakowała się i wyszła, a po wyjściu poniosły ją emocje i wybiła mi okno kostką brukową. Wtedy już przyjechała policja.

W nocy nie spałem, wszystko przemyślałem i w piątek rano zgłosiłem przestępstwo. Nie wiem jeszcze, czy ją też przesłuchali czy nie, ale sprawa trafi do prokuratury. Nie pozwolę sobie na takie traktowanie, a ona nie pozostanie bezkarna tylko dlatego, że jest kobietą i myśli, że wszystko jej wolno.

#JO6xw

Pewnego weekendu parę lat temu wraz z grupą znajomych udało nam się spotkać. Niektórych nie widziało się dość sporo czasu, bo to praca za granicą, zamieszkiwanie innych zakątków Polski, obowiązki. Wypad był organizowany bardzo długo, by zgrać 11 osób w jeden wieczór.

Przyszedł czas na umówione spotkanie w docelowym miejscu i doszliśmy do wniosku, że zamiast do pubu, wybierzemy się do domu jednego spośród naszych znajomych. Tak więc wezwaliśmy trzy taksówki, aby po nas przyjechały i zabrały w docelowe miejsce. Nagle dostrzegłam nieznanego mi faceta, który podszedł jakby nigdy nic i wkręcił się w rozmowę, rozgadany, roześmiany - może go nie kojarzę? Może to czyjś znajomy spotkany po drodze i doszedł?

Taksówki przyjechały. Zajechaliśmy do docelowego miejsca, organizacja jedzenia, alkoholu, miejsca.. Spotkanie trwa, wszyscy dobrze się bawią. Nagle brakuje wódki - trzeba to naprawić. Na zapytanie kto chętny skoczyć do sklepu - ów nieznajomy się zgłosił. Wszyscy zadowoleni, bo chętny się znalazł, posypały się pieniądze, delikwent poszedł do sklepu - wrócił z zaopatrzeniem. Wszystko pięknie. Aż nagle w końcu nie wytrzymałam i pytam się:
- Kto ty jesteś?
- Adam - odpowiada.
- Ale z kim ty tu przyszedłeś?
- Sam.
- Jak sam? Nikogo z nas nie znasz? 

- Nie, zobaczyłem grupę rozbawionych ludzi, więc dołączyłem, fajną imprezę macie, mogę zostać?

I został.

#dbrmv

Kiedy chodziłam do podstawówki, często były organizowane wycieczki do kina lub krajoznawcze. Każdy chciał jechać do miasta i przy tym jarać się jazdą busem. Ja też pragnęłam, lecz wiedziałam, że nie nie należę do bogatej rodziny, bo mieszkałam tylko z mamą. Gdy organizowali wyjazd, nawet nic nie wspominałam w domu, bo wiedziałam, że mamie będzie przykro, jak nie będzie mogła mi dać pieniędzy. W szkole mówiłam, że nie lubię tego typu wyjazdów i dlatego nie jadę. O organizowanym Dniu Ojca także nic nie wspominałam, bo nie chciałam robić jej przykrości.

W moje urodziny mama zabrała mnie na lody. Kupiła tylko mi. Kiedy tak szłyśmy powiedziała coś, co utkwiło mi w pamięci do teraz, mianowicie, że ona nie lubi słodyczy. Nie było to prawdą. Zawsze chciała, żebym to ja wszystko miała i była najszczęśliwszym dzieckiem pod słońcem.

Teraz kiedy to piszę, łzy lecą mi po policzkach, bo wiem, ile kosztowało ją wyrzeczeń moje wychowanie. Mimo że miałam 8 lat, to już znałam wartość pieniądza. Teraz też jest mi przykro, kiedy znajomi wychodzą do kina czy jadą na zakupy, a ja zawsze szukam wymówek, bo nie chcę prosić o pieniądze. Mam prawie 18 lat i marzę, aby ukończyć szkołę i studia, aby znaleźć dobrą pracę i wynagrodzić choć w pewien sposób trud mojej mamy. Wiem, że będzie ze mnie bardzo dumna. Ale skoro jest powszechne przekonanie, że wszyscy nastolatkowie i do tego jedynacy są rozpieszczeni, to ja zaprzeczę. Ja kocham swoją mamę niezależnie od tego ile pieniędzy na mnie przeznacza. Musiała być dla mnie i mamą, i tatą.

#2htop

Jadę w sobotę z ojcem autem do miasta po kilka potrzebnych przedmiotów. Jedziemy sobie spokojnie, gdy nagle pewien kierowca zajechał nam drogę, więc ojciec go otrąbił. Kilka sekund później auto kierowcy, który został otrąbiony, zatrzymało się i kierowca wyskoczył do mojego ojca. Podchodzi do naszego auta i zaczyna wyzywać i kląć na mojego tatę:
- Jak jeździsz, ty stary ch&5#!
Na to ojciec odsuwa szybę i mówi spokojnym głosem:
- Dzień dobry, prokuratur okręgowy Kowalski, w czym ma pan problem?
Agresywny kierowca w jednej sekundzie zapomniał języka w gębie i po chwili wybąkał:
- Bardzo pana przepraszam...
Po czym szybko oddalił się do swojego auta i odjechał.

Jestem pełen podziwu dla mego ojca, który co prawda jest mechanikiem, ale kolesia zgasił koncertowo. To się nazywa opanowanie!

#MIOdz

W gimnazjum byłem chuderlawym, nieciekawym chłopaczkiem zapatrzonym w monitor komputera. Któregoś wieczora starsza siostra zwinęła mi z rąk pilota i przełączyła z programu o grach komputerowych na MTV Classic (czy inny kanał, gdzie faktycznie puszczano muzykę, a nie "dokumenty" o nastolatkach w ciąży). Leciał tam klip do utworu "Can't Stop" Red Hot Chili Peppers. Nie jest to jakieś dzieło sztuki, ale ten jeden utwór zmienił całe moje życie.

Tego wieczora stwierdziłem, że rock jest fajny, zacząłem go namiętnie słuchać, w ciągu 2 lat zapuściłem włosy i zacząłem grać na gitarze. Już w liceum, z loczkami do ramion, gitarą i tanim browarem w towarzystwie własnego zespołu rockowego, na ognisku poznałem "znajomą znajomego" - dziewczynę zjawiskową, w której dość szybko zakochałem się po uszy.

Lata poleciały - gitara coraz częściej zbiera kurz w kącie pokoju, zespół się rozpadł, znajomości przepadły, włosy ścięte, rock w głośnikach zastąpił jazz, a owa dziewczyna, po 7 latach razem, została moją żoną.

Nie wierzę w przeznaczenie, ale jestem niemal pewien, że gdyby nie ten jeden wieczór i jeden utwór Red Hotów, żyłbym teraz zupełnie inaczej :)

#7nyFW

Kiedyś, lata temu, wkurzył mnie chłopak, pokłóciliśmy się i poszedł spać. Byłam na niego wściekła, bo nie miał racji, ale był przekonany, jak zawsze zresztą, że to on się nie myli i jest bez winy. Gdy zasnął, postanowiłam skoczyć do sklepu po lody, a że było ciemno, a ja się bałam łazić po nocy, to postanowiłam cichaczem pożyczyć jego auto. Wzięłam kluczyki i pojechałam.
Zakupiłam lody na pocieszenie i wróciłam pod blok. Niestety okazało się, że miejsce, gdzie wcześniej zaparkował chłopak było już zajęte, więc musiałam postawić auto kawałek dalej.

Rano wstaliśmy, a chłopak dalej był naburmuszony i wielce obrażony. Chciałam do niego zagadać i powiedzieć, że auto przestawiłam, ale miał takiego focha, że odpuściłam.

Wychodzimy z domu i idziemy do auta, bo on podrzuca mnie w drodze do pracy. Chłopak idzie przodem na miejsce, gdzie wieczorem zaparkował i nagle staje jak wryty - auta nie ma! Już widzę, że zaczyna panikować, że auto ukradli. Tak się przeraził, że aż zaczął się do mnie normalnie odzywać! Postanowiłam go lekko ukarać i sobie z niego zażartować, wiec zapytałam z troską, czy może gdzieś indziej auta nie postawił. Odpowiedział, że nie, na pewno mu jego skarb ukradli, bo dobrze zapamiętał gdzie stał samochód. Biegał spanikowany po parkingu, chciał nawet na policję dzwonić, gdy nagle dostrzegł swój samochód zaparkowany kilkanaście metrów dalej... Najpierw ucieszył się jak nigdy, sprawdził, że auto jest całe, nic nie zginęło, a po chwili zmarkotniał i powiedział, że jak nic musiał tam je postawić i o tym zapomniał. A zaraz potem z pokorą w głosie powiedział, że może jednak nie zawsze on ma rację i przeprosił za swoje wcześniejsze zachowanie.
I faktycznie ta sytuacja dała mu do myślenia, bo później znacznie łatwiej nam było się dogadać, uważniej wysłuchiwał moich argumentów i nie był tak pewny, że tylko on ma rację.

No cóż... Mówcie co chcecie, ale o nocnej wyprawie po lody nigdy mu nie powiedziałam ;)

#ck6P2

Dziewięć lat temu poznałem moją obecną żonę. Dobrze nam się układa, mamy dwójkę wspaniałych dzieci, własny dom i jesteśmy bardzo szczęśliwi. 

Jednak jak urodziło nam się pierwsze dziecko, to nie było tak kolorowo. Ledwo starczało nam na jedzenie. Postanowiliśmy, że jedno z nas zostanie w kraju, a drugie wyjedzie za tzw. "chlebem". Wysłaliśmy CV, jednak tylko żona dostała odpowiedź. Ciężko mi było to przyjąć do wiadomości, że ona ma ciężko pracować, a ja siedzieć z córką... jednak nie było wyjścia. Żona dostała bardzo dobrze płatną pracę. 
Kilka razy w tygodniu dzwoniła i opowiadała jak jej się żyje, wszystko wskazywało na to, że jest dobrze. Co miesiąc wysyłała nam 2 tysiące euro, czasem więcej, z tego większość odkładałem na nasz wymarzony dom. Po prawie 3 latach, kiedy zbliżał się koniec jej pobytu, postanowiłem, że zrobię jej niespodziankę i odwiedzę ją z córeczką. Jednak to, co się okazało, przeszło moje oczekiwania. 

Żona żyła w strasznych warunkach, sama musiała palić sobie w piecu, mieszkanie było bardzo stare. Odkładała sobie nieznaczną sumę na jedzenie i inne potrzeby, a nam wysyłała resztę i żyła w takich warunkach, dla nas. Popłakałem się. Zawsze wiedziałem, że mam najwspanialszą żonę na świecie. Moje dzieci również wiedzą, że ich mama to skarb.
Dodaj anonimowe wyznanie