#gCa7V

Mieszkam z tatą. Mam 18 lat. Około tydzień temu powiedziałam mu, że mam ochotę na krupnik, na co odpowiedział, że będzie w piątek.
Szczęśliwa przychodzę ze szkoły i co widzę? 0,7 krupnika i karteczkę "Baw się dobrze, zostawiam ci wolną chatę :*".


PS Miałam ochotę na zupę :D

#5RDDb

Poligon w połowie listopada. Pierwszy w tym roku przymrozek, szron na trawie. Gdzieś tak 3-4 stopnie na minusie.

Dowódca plutonu podał temat zajęć, omówił wszystkie czynności, itd. Miał przejść do podania "warunków bezpieczeństwa". Zwykle to standard - zakaz celowania do ludzi i sprzętu, zakaz przeładowywania broni bez komendy, rozkładania broni itd. Ale nie tym razem.

"Podaję warunki bezpieczeństwa! Kategorycznie zabraniam dotykania językiem metalowych elementów broni!".

Miło, jak dowódca wierzy w inteligencję swoich żołnierzy...

#8qRAE

Opowiem Wam o tym, jak czasem nawet 7-letni, szczęśliwy związek można zniszczyć w ciągu 15 minut.

Z Tomkiem poznałam się na pierwszym roku studiów. Był trzy lata starszy, przystojny, inteligentny, z poczuciem humoru, które doprowadzało mnie do łez. Miły, dobry facet, który dostając awans na kierownika działu, po 6 latach związku zmienił się w chama, prostaka, osobę, z którą ciężko mi było przebywać wśród znajomych z powodu jego ciągłego wywyższania się. Pewnego dnia został zwolniony, a po kilku tygodniach ja awansowałam w pracy i nastąpiło to:

- Kierowniczka. Proszę cię. He, he.
- O co ci chodzi?
- Cieszysz się, jakbyś nie wiadomo co osiągnęła.
- Bo osiągnęłam?! Gdy ty dostałeś awans, otwieraliśmy szampana. W czym mój sukces jest gorszy od twojego?
- Ta. Dadzą ci kilka tysięcy, a ty będziesz się cieszyć jak niepełnosprawna.
- Że co proszę? Nie zagalopowałeś się trochę?
- Prawda jest taka, że gdyby nie ja, nie osiągnęłabyś nic. A teraz jeszcze cieszysz się nie wiadomo z czego. Masz przełożonych debili. Zorientują się, że niepotrzebnie cię wybrali, jak tylko coś spieprzysz.


Po tych słowach już nie wytrzymałam. Wykrzyczałam mu:

- To nie jest moja wina, że cię wylali, więc nie wyżywaj się teraz na mnie, bo sobie nie zasłużyłam! Doskonale wiesz, że na wszystko zapracowałam sama. Nie skończyłeś za mnie studiów, nie nauczyłeś się języków i nie znalazłeś mi pracy! Wszystko zrobiłam sama i nie wydaje mi się, żeby zostanie kierownikiem nie było powodem do radości! Tobie jedyne co mogę przyznać to to, że mnie wspierałeś, ale na pewno to jak wygląda moja kariera zawodowa nie jest twoją zasługą! Teraz jesteś wielce oburzony, że cię wywalili. Bycie kierownikiem nie uprawnia cię do darcia mordy na ludzi i grożenia zwolnieniem, jeśli nie zostaną po godzinach. Jedyne co teraz umiesz robić, to siedzieć na kanapie i żłopać piwsko, zamiast szukać...

Tu mi przerwał. Uderzeniem. Sytuacja skończyła się tak, że z podbitym okiem próbowałam złapać oddech i odsunąć od siebie jego ręce, które ściskały moją szyję. Nigdy nie widziałam w jego oczach tyle nienawiści, a jeszcze pół roku wcześniej te same oczy patrzyły na mnie pełne miłości i czekały, aż powiem „tak”.

Gdy w końcu otrzeźwiał i mnie puścił, wybiegłam z domu. Zrobiłam obdukcję. Tak na wszelki wypadek. Jak się okazuje, nie znam tego człowieka i nie mam pojęcia, do czego jeszcze jest zdolny.
Tego samego dnia pierwszy raz zapłaciłam lekarzowi za wypisanie zwolnienia lekarskiego, bo żadne fluidy, pudry i korektory nie były w stanie zakryć tego siniaka.
Wyprowadziłam się od niego dwa dni po tej sytuacji. W asyście dwóch przyjaciółek.

Reakcja niektórych osób z mojego otoczenia (w tym rodziny)?
„Uderzył cię tylko raz. Nie rób z siebie takiej księżniczki”.
„No a ślub? Przecież już rezerwowaliście salę? Nie szkoda ci kasy?”

Nie szkoda.

#ml9Q9

Dziś przyciąłem moje włosy w nosie, usunąłem garść kłaków wyrastających z uszu oraz ogoliłem moje stopy, których poziom zarostu porównywalny jest do tego, którym mogli pochwalić się pieprzeni hobbici. Na koniec wyskubałem sobie kępkę szczeciny łączącej moje dwie, krzaczaste brwi. Spojrzałem z zadowoleniem w lustro. Wyglądałbym pewnie niczym młody bóg, gdybym miał brodę. Ale niestety jej nie mam, bo mi nie rośnie...

#p2MPv

Mieszkam z dziewczyną. Mamy kota i psa o imieniu Benek. Średnio się lubią, kot ciągle dokucza psu. Któregoś razu obudziłem się w nocy i strasznie chciało mi się pić. Poszedłem do kuchni i wzięło mnie na heheszki. Mamy na lodówce notatnik promocyjny. Wziąłem długopis i bardzo nieskładnie i koślawo napisałem na kartce:

Drodzu ludzia, kochaciu kota bardzie niz ja odchodzu żegnajci Benek

Wróciłem do sypialni, obudziłem dziewczynę i mówię jej: "Zszedłem na dół napić się wody i znalazłem przy lodówce kartkę od Benka, on chyba uciekł" i podałem jej kartkę.

Myślałem, że zacznie się śmiać, ale ona w półśnie zaczęła ją czytać, a później wybuchła takim płaczem, jakiego nigdy nie widziałem. Beczała jak dziecko. Osłupiałem i zacząłem ją zapewniać, że to tylko żart. Była ostro wkurzona. Położyliśmy się spać, a ja nie mogłem opanować śmiechu. Udało mi się nie wydawać z siebie żadnego odgłosu, ale znacie to uczucie, gdy próbujecie powstrzymać się od śmiechu? Tak, leżałem obok niej i trząsłem się próbując się powstrzymać, a ze mną całe łóżko, przez jakieś pół godziny...

#Sr390

Dawno, dawno temu, mojemu dziadkowi dość mocno spadło ciśnienie. Wezwano pogotowie, ale okazało się, że lekarz nie może podać dziadkowi leków na podwyższenie ciśnienia, bo razem z innymi lekami, które dziadek brał, mogłoby to go zabić.
Chwila konsternacji, po czym lekarz mówi:
- To ja już się będę zbierał, i tak panu nie pomogę, a pewnie są jakieś pilniejsze przypadki.
Oczywiście blefował, ale dziadek tak się tym zdenerwował, że ciśnienie się mu podniosło i wróciło do normy.

Tak że tego, kiedy coś wydaje się głupie, ale działa, to nie jest głupie, czy jak to tam szło :D

#Tw0n8

Długie miesiące katorżniczych ćwiczeń, rygorystyczna dieta, odżywki, masaże, joga. Do tego codzienne wstawanie o piątej rano, aby przed pracą przebiec 8 km. Wszystko to po to, aby spodobać się chłopakowi, który co roku przyjeżdża na wakacje w to samo miejsce, co ja. Moja przemiana była ogromna. Zrzuciłam 15 kg! Jak mnie zobaczył, to zmrużył oczy, coś w głowie przeprocesował, a następnie z radosnym uśmiechem krzyknął: „Ania! Zmieniłaś fryzurę?”.
Nie to jednak mnie załamało. Otóż miłość mojego życia przyjechała na urlop z dziewczyną. Żeby tego było mało, to okazało się, że jego wybranka jest o 20 kg cięższa niż ja przed tym, jak zabrałam się za odchudzanie!

#pi1Up

Pracowałam za granicą w modnym barze. Drogie alkohole, bogaci klienci, takie klimaty. Mieliśmy takiego ciekawego, stałego klienta. Miał ok. 27-30 lat, świetnie ubrany, przystojny. Przychodził regularnie, czasami raz w miesiącu, czasami raz na dwa. Siadał zwykle przy tym samym stoliku przy oknie i zamawiał dwie szklanki whiskey. Siedział tak sam jakiś czas, patrzył przez okno, nawet telefonu nie wyciągał. Jedną whiskey wypijał, drugą zostawiał nietkniętą i wychodził.

Na zapleczu zagadałam na jego temat do koleżanki (też z Polski) co to za typ i czemu tak robi. Wyjaśniła ze śmiechem, że "jakaś fanaberia, problemy bogatych dzieciaków", no i "kto bogatemu zabroni". W sumie też mnie to trochę rozbawiło.

Jakiś czas później od barmana, który pracuje w tym lokalu od lat, dowiedziałam się jednak, że kiedyś ten facet przychodził tu z bratem. Brat zginął dwa lata temu w wypadku i od tamtego czasu gość przychodzi sam go powspominać. Zamawia jeden drink dla siebie, drugi dla brata...

#US5xk

Od 4 roku życia mieszkam z dziadkami. Mój młodszy brat miał wtedy 2 lata. Teraz oboje już studiujemy. Każdy od zawsze myśli: biedne dzieci, zapewne umarli im rodzice, albo źle się powodziło, więc na pewno wyjechali do pracy za granicę, żeby zapewnić dzieciom dobry byt. Nic bardziej mylnego.

Urodziłam się, jak rodzice mieli 20 lat - niby nie tak wcześnie, ale też nie tak późno. Nie byli na to przygotowani. Potem urodził się mój brat, a oni chwilę później się rozwiedli. Sąd orzekł miejsce zamieszkania dzieci przy ojcu. Mieszkaliśmy u dziadków najpierw razem z ojcem, później ojciec poznał kobietę i zamieszkali we dwójkę w jego mieszkaniu. Mama też kogoś miała.

Najpierw było fajnie: co drugi weekend rodzice zabierali nas do kina, na lody, do parku, zoo, cyrku, na wakacje za granicę. Jednak nie było ich przy nas na co dzień, pieczę nad nami sprawowała babcia. Ojciec pojawiał się co jakiś czas, żeby sprawdzić nasze lekcje - jak w zeszycie było chociaż jedno skreślenie, to musiałam przepisywać wszystko od nowa. Tak samo z grą na skrzypcach: jako 7-latka grałam tak długo, aż zagrałam wszystkie piosenki bezbłędnie, czasem zajmowało to 3h (teraz już nie gram na skrzypcach, nie znoszę tego...).

W międzyczasie mamie urodziła się córka - młodsza ode mnie o 10 lat. Dwa lata później ojcu urodził się syn. W tym czasie razem z bratem byliśmy już coraz starsi - woleliśmy wyjechać na kolonie, w weekend iść do koleżanki, zamiast spędzać czas z rodzicami. Nasze kontakty stały się coraz rzadsze.

Na chwilę obecną ojca nie widziałam już rok, z matką miałam kontakt 1,5 miesiąca temu, jak miałam problemy z ubezpieczeniem zdrowotnym. Miała oddzwonić. Nie oddzwoniła do tego czasu.

Nie jestem w stanie zrozumieć ich postępowania. Sama nie mam dzieci, jednak nie wyobrażam sobie zostawić ich tak po prostu i założyć inną, nową, szczęśliwą rodzinę. Nawet nie dokładają się dziadkom do naszego utrzymania, mimo że w tym roku przechodzą na emeryturę. Oboje rodzice mają wykształcenie wyższe, własne mieszkania, całkiem nieźle zarabiają, jednak pozbyli się dwóch małych problemów: 4-letniej córki i 2-letniego syna.

Jesteśmy bardzo wdzięczni dziadkom za wychowywanie nas. To oni pomagali nam odrabiać lekcje, oni wiedzą, co lubimy jeść, jaki jest nas ulubiony kolor, znają naszych przyjaciół, widzieli nasze uśmiechy i łzy, chodzili na wywiadówki, byli przy nas podczas pierwszych rozterek miłosnych, to oni przywozili nas pijanych z imprez, oni piorą nam gacie. To oni w wieku 40 lat poświęcili swoją drugą młodość, by znów wejść w pieluchy. To dziadkowie odbierają sobie wszystko, żeby tylko było nam dobrze. To ich traktujemy jak prawdziwych rodziców.

#BmZuI

Mam 19 lat, a mój brat 24. Jesteśmy bardzo zgranym rodzeństwem i zawsze sobie pomagamy.

Kiedy miałam 10 lat, a mój brat 15, zawsze chętnie zabierał mnie na spacery czy na plac zabaw. Rodzice byli bardzo dumni z tego, że ich starszy syn tak bardzo kocha swoją małą siostrę. Ale nie wiedzieli o jednym. Że kiedy wychodziliśmy z domu, mój brat zakładał mi różową kokardkę, trzymał mnie za rękę i kiedy szła ładna dziewczyna, wywracałam się, płakałam, a on mnie przytulał, dawał buziaka w czoło. Za każdą taką akcję dostawałam złotówkę, a jak dziewczyna podchodziła i pytała, czy wszystko dobrze itp., dostawałam 2 zł. A jak udało mu się ją zapoznać - 5 zł.

Rodzice do dzisiaj opowiadają wszystkim o ich synu, który był bardzo troskliwym, kochającym, starszym bratem, który poświęcał swój wolny czas dla siostry.
Dodaj anonimowe wyznanie