#4NLvu

Kiedyś byłam na randce z facetem, którego poznałam w Internecie. Jestem wysoką dziewczyną, dlatego od razu pytam kolesi, jaki mają wzrost. Facet był wyższy ode mnie, czyli mogłam założyć obcasy. Podczas spotkania było fajnie i miło. Szliśmy sobie parkiem, gadając o wszystkim, gdy nagle noga mi się podwinęła, wywinęłam orła i na moje nieszczęście obcas się odłamał. Było mi bardzo wstyd, ale chłopak podszedł do tego z humorem. Pomógł mi doczłapać się do samochodu i podwiózł do domu. Jako że jestem dobrą kobietą, w zamian za pomoc uraczyłam go kawą. 

Jakie było moje zdziwienie, kiedy następnego dnia dostałam kurierem nową parę butów na płaskim obcasie z karteczką: "Załóż je następnym razem, a mój urok cię nie powali".

#uhBdC

Znajomi moich rodziców ze studiów mieli żółwia. Nie był to żółwik z tych, które są małe i trzyma się je w akwariach/ terrariach, tylko było to całkiem spore żółwisko. Z tego powodu zwierzak ten swobodnie chodził sobie po mieszkaniu - zupełnie jak pies czy kot. Ale żółw, jak to żółw - lubi od czasu do czasu popływać.

Owi znajomi mieli w domu nieobudowaną wannę. Gdy Henio chciał popływać, szedł do łazienki i... stukał swoją skorupą o wannę. Robił to tak długo, aż ktoś przyszedł, nalał mu mu wody do wanny i go do niej włożył. Następnie żółw zostawał pozostawiony sam sobie, by mógł się nacieszyć kąpielą. A co, gdy chciał wyjść z wody? Henio nurkował i pazurem wyciągał z wanny korek. Gdy cała woda spłynęła, wtedy znów stukał skorupą o wannę i czekał, aż ktoś go z powrotem wyciągnie.
I niech mi ktoś powie, że żółwie nie są inteligentne...

#bmTRq

Kiedyś pracowałem w pizzerii. Jako nowy pracownik zostałem dokładnie przeszkolony, abym wiedział jakie są moje obowiązki. Na niektórych zmianach odpowiedzialny byłem za przygotowywanie ciasta, na innych musiałem przyjmować zamówienia, a jeśli trafił mi się dyżur wieczorny, to moim zadaniem było posprzątanie kuchni. Jako że żyję dość skromnie, a w tamtych czasach posiadanie tak zaawansowanego technologicznie sprzętu, jakim jest zmywarka, było prawdziwą rzadkością, już pierwszego dnia miałem spory problem z obsługą tego wynalazku. A że nikogo ze mną na zmianie wówczas nie było, nie chciałem wyjść na pierdołę i postanowiłem sam rozgryźć wszystkie funkcje tego urządzenia. Okazało się to dość proste. Ustawiłem program, wstawiłem naczynia, a na koniec wlałem do specjalnej przegródki pół butelki płynu do naczyń i nacisnąłem guziczek START… Nie wiedząc, że do zmywarek powinno się wkładać specjalne tabletki, bardzo z siebie zadowolony wyszedłem na papierosa.

Kiedy wróciłem ze zgrozą zobaczyłem, że cała kuchnia pokryta była grubą warstwą piany, która dosłownie rosła w oczach. Piana była dosłownie wszędzie – na podłodze, na szafkach, suficie, kuchence, na mnie… Aby ratować sytuację, musiałem przedrzeć się do zmywarki, awaryjnie otworzyć ją i przez pół nocy sprzątać całą kuchnię. Wyglądałem jak zimowy bałwan po tygodniu walki na froncie. Cztery razy wywróciłem się na śliskiej od płynu podłodze. Skończyłem robotę koło 4 nad ranem i nieprzytomny wróciłem do domu.
Dopiero pół roku później dowiedziałem się, że przemysłowa kamera zarejestrowała całą moją rozpaczliwą akcję. Filmik został odpowiednio skrócony, kilkukrotnie przyspieszony, okraszony muzyką z „Benny’ego Hilla” i hula do dziś po sieci :/

#GEC26

Jestem pielęgniarką i wracałam po dyżurze zupełnie wyczerpana. Ok. 8 rano byłam na chyba największym skrzyżowaniu w Łodzi. Przechodziłam przez drogę zmęczona i niewyspana. To był czas, kiedy dopiero niedawno przeprowadziłam się do Łodzi z miasta, gdzie nie było tramwajów. 

Nagle patrzę, a na torach przed tramwajem stoi niewidomy z laską. Widząc tę sytuację włączyło się we mnie moje zboczenie zawodowe i rzuciłam mu się na ratunek. Podbiegłam do faceta i zaczęłam szarpać go za laskę i krzyczeć, że tramwaj go przejedzie... 

Jak się okazało, to nie był niewidomy, tylko maszynista tramwaju wyszedł zmienić zwrotnicę, bo miał skręcać. Więc tą swoją "laseczką" grzebał w "dziurze", żeby przestawić wspomnianą zwrotnicę. 

Na pewno wyobrażacie sobie tłumy ludzi idące do pracy na 8 godzinę i minę tego maszynisty. Powiedział tylko, że dziękuje, ale że on widzi i prowadzi ten tramwaj. 

Tak oto niepotrzebnie szarpałam laskę obcemu mężczyźnie na środku skrzyżowania.

#GnDhk

Na studiach pracowałam jako kelnerka.
Kiedyś roznosiłam jedzenie, gdy wpadł na mnie jakiś facet. Taca z całym jedzeniem wylądowała na podłodze i jego koszuli.
W moich oczach rozbite szklanki i wizja płacenia za szkody, a w jego tylko złość. Przy wszystkich zaczął na mnie krzyczeć dlaczego nie patrzę jak chodzę i co to za kelnerka, skoro nawet głupiej tacki utrzymać w ręce nie potrafi. Chciałam to wszystko pozbierać, ale on złapał mnie za ręce i dalej swoje. Dopiero jak zobaczył, że za chwilę się rozpłaczę, to ochłonął, puścił mnie i wyszedł.
Pozbierałam wszystko, wyrzuciłam i zgłosiłam kierowniczce, że rozbiłam talerze, żeby to później odjęła z mojej wypłaty.

Kilka dni później dowiedziałam się, że ten człowiek przyszedł do restauracji, gdyż chciał zapłacić za to, co wywróciłam, bo to była jego wina. Nie wiem jak, ale znalazł mnie na Facebooku. Napisał i przeprosił za swoje zachowanie, tłumacząc się złym dniem.

Nigdy w życiu nikt mnie tak miło nie zaskoczył.

#qz0jc

Gdy miałam sześć lat, poszłam jak w każdą środę na zajęcia z baletu. Była ze mną moja babcia, która siedziała z innymi opiekunami przy stolikach w jednej z sal. Dzieciaki zaś wygłupiały się na korytarzu, czekając na swoje zajęcia. W pewnym momencie spadłam z blatu, na którym siedziałam z innymi dziewczynkami. Podobno huk był ogromny. Pamiętam piekący ból, moje wycie i natychmiastowe pojawienie się dorosłych, z moją babcią na czele.

Babcia, zazwyczaj pierwsza histeryczka, wrzeszcząca "JEZUS MARIA" gdy choćby przeszłam obok włączonego żelazka, tym razem po prostu ściskała mnie bez słowa. Otoczyli nas ludzie, a ja tylko czułam jak bardzo mi niedobrze i jak koszmarnie boli mnie lewa ręka. Po chwili z tłumu wyszła jedna z mam i powiedziała, że zabiera nas do szpitala.
My nie miałyśmy auta, więc była to naprawdę ogromna pomoc.

Pamiętam jaka serdeczna i miła była tamta pani. Powiedziała swojej córce, że posadzimy mnie w jej foteliku, bo bardzo się źle czuję i próbowała żartować, że jadę jak królowa. Zagadywała wesoło i spokojnie mnie i moją babcię. Podwiozła pod same drzwi szpitala, weszła i upewniła się, że jesteśmy w dobrym budynku i że nie musimy nigdzie chodzić, po czym serdecznie nas pożegnała.

Zawsze byłam pewna, że mama albo babcia skontaktowały się z nią, żeby podziękować za pomoc i dobre serce, wręczyły prezenty dla niej i córki. Może nie myślałam o tym jako 6-latka, ale im byłam starsza, tym częściej widziałam jak serdecznie moja rodzina wyraża swą wdzięczność za otrzymaną pomoc i wsparcie.
Dodam, że jej córka była w młodszej grupie (mama czekała na koniec jej zajęć, a moja babcia na początek moich), i nie znałyśmy się za dobrze. Rodzice i dziadkowie siedzieli razem na sali, a dzieciaki wygłupiały w szatni lub korytarzu.

Ostatnio zagaiłam jednak mamę, jak udało się jej podziękować tej pani.
Mama spojrzała na mnie i ze smutkiem oświadczyła, że krótko po tym wydarzeniu ona i jej mąż zginęli w wypadku samochodowym. Z tyłu, na królewskim foteliku, siedziała ich córka. Ona przeżyła.
- Wiesz, ta pani była w ciąży... a ich dziewczynka była niestety niepełnosprawna umysłowo, ale chyba zauważyłaś?
Nie zauważyłam. Po prostu była wtedy dość milczącą pięciolatką. Ot, kolejna baletnica z "maluchów".

Jest mi tak strasznie przykro, wielu szczegółów związanych z tym wypadkiem nie jestem pewna, są rozmyte, ale serdeczność i uśmiech tamtej pani zapamiętałam bardzo dobrze.
Niby minęło tyle lat, a ja nie mogę pozbyć się tego okropnego poczucia niesprawiedliwości i żalu, że do tej umówionej kawy mojej mamy i tej pani nigdy nie doszło, że ona i jej córka nie dostały prezentów, że zginęła wraz z nienarodzonym dzieckiem i mężem, że ich niepełnosprawna córka została sierotą.
Tak bardzo dziękuję za Pani dobre serce.

#mXEji

Nienawidzę hałasu.
Z tego powodu kupując mieszkanie zdecydowałem się zamieszkać na osiedlu, gdzie dominującą grupą są emeryci.
Wydawać się może - sielanka, żadnych głośnych imprez, cisza i spokój.

Niestety bańka pękła już pierwszego wieczoru, kiedy to ze snu wybudziły mnie odgłosy rodem z najgorszego filmu dla dorosłych. Dosłownie myślałem, że ktoś morduje jakiegoś biednego psa. Tym większe było moje zdziwienie, kiedy ten same jęki obudziły mnie niczym świt, a mało tego - towarzyszyły jeszcze kilkukrotnie w ciągu dnia. Ich głośność była naprawdę bardzo duża, gdyż pochodziły z mieszkania nade mną.
Pomyślałem - róbcie sobie ludzie co chcecie, ale takie jęki o 5 nad ranem to coś bardzo irytującego, więc postanowiłem wyjaśnić tę sytuację.
Okryłem tajemnicę - sąsiadka z góry zajmuje się swoją mamą. Kobieta jest w stanie wegetatywnym, nie ma z nią żadnego kontaktu, nie mówi, nie je i praktycznie cały czas krzyczy albo jęczy przeraźliwie głośno.

Możecie mnie w tym momencie zlinczować.
Naprawdę współczuję zarówno tej chorej kobiecie, jak i (i to zdecydowanie bardziej) jej córce, która musi się nią zajmować.
Ale jestem na skraju swojej wytrzymałości.

Mieszkam tu od roku. Przed koronawirusem większą część dnia spędzałem poza domem i udało się mi się unikać tych dźwięków (z wyjątkiem tych rannych i nocnych). Przez kwarantannę i pracę zdalną jestem na skraju szaleństwa.
Te krzyki i jęki nie ustają, są w każdej godzinie mojego życia. Nie mogę się na niczym skupić, nie mogę pracować, w spokoju odpocząć, zrobić czegokolwiek. Zatyczki do uszu pomagają na chwilę, spróbujcie je nosić 24/7 - tak się po prostu nie da. Żebyście mogli zrozumieć skalę tego hałasu - podczas spotkań wideo w pracy, jeśli mam włączony mikrofon, to te jęki słyszą również moi klienci. A naprawdę brzmią one jak dość jednoznacznie, więc zażenowanie jest wypisane na ich twarzach.

Możecie mi powiedzieć, że nie mam w sobie zrozumienia dla choroby innych i robię problem z niczego.
Proszę, możecie mnie zlinczować, ale zanim to zrobicie, odpalcie na jakimś głośniku - dość głośno, zapętlone na 16 godzin odgłosy filmu dla dorosłych, zamknijcie to w szafie i starajcie się normalnie funkcjonować, pracować i spać przez choćby jedną dobę.

Ja naprawdę nie wiem już, co mam zrobić. Przeprowadzka nie wchodzi w grę, wielkie remonty wyciszające moje mieszkanie też nie. Naprawdę jestem na skraju swojego wytrzymania i zmęczenia.

Anonimowe w tym wyznaniu jest to, że od roku nie marzę o niczym innym niż o widoku karawanu przyjeżdżającego po tę kobietę.

#WuMI6

Jestem studentem filologii angielskiej. Z angielskim jestem już na tyle oswojony, że bez żadnego stresu mogę płynnie w tym języku porozmawiać.

Kiedyś wybrałem się z moimi znajomymi na miasto. Zrobiliśmy parę rundek i na koniec zatrzymaliśmy się w naszym miejscu spotkań, aby spokojnie porozmawiać. Było już dosyć późno, a okolica nie cieszy się najlepszą renomą. Nagle zza zakrętu wyjeżdża radiowóz policyjny i zatrzymuje się obok naszego auta. Po chwili panowie policjanci wychodzą z pojazdu i pukają nam po szybie. 
Nigdy w życiu nie zostałem przez policję spisany, więc zacząłem się stresować, a gdy po chwili uświadomiłem sobie, że nie mam przy sobie dokumentów, dodatkowo zacząłem się okropnie pocić. Wyszliśmy z auta, a panowie policjanci zaczęli nas spisywać. Zwykła rutynowa kontrola. Żeby chyba umilić sobie całą czynność, jeden z policjantów zaczął wypytywać, czym zajmujemy się na co dzień. Każdy z moich znajomych krótko o sobie opowiedział, ja zostałem na koniec. Więc mówię, że studiuję angielski i jestem na trzecim roku. Wtem pan policjant pyta:
- Oh, really? So you have to speak English very well, is that right?
Ponieważ nadal byłem okropnie zestresowany, a niedawno rozpocząłem naukę języka włoskiego, bez większego zastanowienia wypaliłem:
- Si.

#rvKmM

Za młodu bawiliśmy się z kolegami w dzwonienie do ludzi domofonem i wkręcanie ich, np. że wygrali pralkę czy coś innego.

Raz kolega wpadł na genialny pomysł, żeby udawać komornika. No to dzwonimy:
- Halo? - zgłasza się kobieta.
- Dzień dobry, komornik - mówi kolega pogrubiając swój głos.
- O mój Boże, proszę nie!
- Tak, proszę otworzyć!
- Ja zapłacę! Obiecuję! - odpowiada przejęta kobieta.
- Otwierać!
- Dobrze...- bzzzzzzzzzzzzzzz (dźwięk otwierania) - [w tle] Andrzej schowaj telewizor!

Takie z nas były urwisy.

#a6kpR

Pochodzę z biednej rodziny. Kiedyś mieszkaliśmy w czwórkę w jednym pokoju, a w drugim dziadek. Po jego śmierci mama wzięła kredyt na remont domu. Z pokoju dziadka zrobiliśmy kuchnię z salonem, w korytarzu łazienkę, której nigdy nie mieliśmy. Do wykończenia remontu brakowało tylko płytek. 

Trzy lata temu zimą, w ferie, coś koło 1 w nocy, wszyscy spali. Ja jak zwykle nie mogłam usnąć, więc leżałam z nadzieją, że w końcu się uda. Nagle słyszę, że coś się tłucze. Tak jakby na strychu. Jakiś czas temu ktoś próbował włamać się do garażu, w którym były jakieś narzędzia, prysznic itp. Stwierdziłam, że może znowu ktoś chce coś ukraść, tym bardziej że pies głośno szczekał. Obudziłam mamę, ale powiedziała, że mi się wydaje. Minęło trochę czasu, pies ujadał jak szalony. Obudziłam mamę znowu, wkurzona wyszła na dwór zapalić papierosa. Wróciła szybciej niż wyszła, z krzykiem żebyśmy uciekali, bo pali się dom. 

Pożar był na tyle zaawansowany, że nie udało się uratować domu, trzeba było budować od początku. Ale jestem ogromnie dumna z mojego psa, któremu zawdzięczamy życie.
Dodaj anonimowe wyznanie