#w0muL

Jestem niechcianym dzieckiem. Moja matka urodziła mnie, gdy miała 16 lat, ojca nigdy nie widziałam. Teoretycznie mam dziadków, ale nikt z nich nie chce mnie znać. Moja mama ma sześcioro rodzeństwa, ale ja nigdy ich nie poznałam, ponieważ matka wstydziła się „bękarta”. Nie oddała mnie ani nie usunęła, tak naprawdę nie wiem dlaczego. Odkąd pamiętam (mniej więcej 4-5 lat) mówiła mi, że zniszczyłam jej życie, że nie ma rodziny i to moja wina. Jeździła na wakacje, święta do rodziny czy odpocząć, nie biorąc mnie ze sobą. Zostawiłam sama, czasem dwa dni, czasem tydzień. Nie zwracała na mnie większej uwagi (chyba że chciała się wyżyć lub miała gorszy dzień). Rosłam w przekonaniu, że jestem nikim. Od ok. 8 roku życia musiałam sama sprzątać całe mieszanie, gotować obiady. Nigdy nie odprowadziła mnie do szkoły, ani razu nie zrobiła zadań domowych ze mną. Gdy miałam 17 lat, wyrzuciła mnie z domu, znalazła faceta i wstydziła się mnie. Po prostu udawała, że nigdy nie istniałam. Uczyłam się w technikum, więc do 19 roku życia pracowałam popołudniami i w weekendy, żeby zarobić na wynajem naprawdę marnego pokoju.

Dziś mam 31 lat, czworo rodzeństwa ze strony ojca – z tego co mi wiadomo, bo ani jego, ani ich nigdy nie widziałam. Najbardziej mnie boli moja 8-letnia siostra ze strony mamy. Mieszkamy w tym samym małym małym miasteczku i wiem, że ona jest jej oddana w całości, podczas gdy mijając mnie na ulicy udaje, że mnie nie widzi. Pracuję obok szkoły mojej siostry i wiem, że moja mama kocha ją, odprowadza, nosi plecak, bawi się z nią, wyprawia urodziny. Ona ma wszystko, czego ja nie miałam, nawet nigdy nie posmakowałam. Dziś jestem po kilku terapiach, zmagam się z depresją i stanami lękowymi. Nie potrafię stworzyć związku, jedynie w czym jestem dobra to praca. Nigdy nie będę mieć dzieci, nie potrafię stworzyć jakiejkolwiek zdrowiej relacji, bo nigdy takiej nie miałam. Nie wstydzę się przyznać, że obserwuję je, gdy je spotkam i zazdroszczę tak bardzo, że mała ma to, o co ja się modliłam co noc. Dziś po latach terapii wiem, że to nie moja wina. Nie potrafię po prostu żyć, nigdy nikt nie kochał mnie, nie wiem jak to jest. Samotność to jedyne co mam i czuję się w niej bezpiecznie. Nie potrafię tworzyć więzi nawet przyjacielskich, bo nawet w dzieciństwie wstydziłam się jak wygląda mój dom i relacją z matką. Tłumaczyłam to sobie, że musiałam prowadzić dom i żyć.

Niektórzy mówią, że jak się chce, można wszystko – to nieprawda. Ja wolałabym nigdy się nie urodzić, nie czuć tego bólu przez to tylko, że istnieję. Nie odbiorę sobie życia, nie mam tyle odwagi, będę trwać, tylko czasem szkoda mi tej smutniej dziewczynki, którą byłam i która nadal nie poznała, co to znaczy miłość. I nigdy nie pozna.
AleksanderV Odpowiedz

Któż tak pięknie odbierze człowiekowi poczucie własnej wartości, jak własna matka lub ojciec.

Frog

I całe życie prze...rąbane, a niekiedy nawet nie wiemy, dlaczego.
(Nie każdy jest na tyle świadomy i mocny, aby znaleźć przyczyny przeżywania życia jako niewytłumaczalnej katorgi i spróbować pozmieniać te wdrukowania w mózgu.)

Postac Odpowiedz

Współczuję. Tak bardzo Ci współczuję. Twoja matka zmarnowała sobie cześć życia, a Tobie całe. Mogła Cię oddać w szpitalu, adoptowała by Cię jakaś para i miałabyś normalny dom: czasem gorszy, czasem lepszy, ale byłabyś kochana. A tak zniszczyła Tobie psychikę, skrzywdziła malutkie, w pełni od niej zależne dziecko.

Solix Odpowiedz

Wiesz co może wydać Ci się to dziwne...ale może spróbuj wolontariatu w domu starcow oraz sierocińcu. Poznasz osoby które też nie mają nikogo.jessxze masz czas żeby mieć ta milosc. Spróbuj. A matce wygarnij nie zostawiaj tak tego

Shido Odpowiedz

Odebranie sobie życia to nie "akt odwagi" do tego nie trzeba mieć odwagi, do tego trzeba być ostatnim tchórzem.

livanir

Po tej wypowiedzi sądzę, że jesteś dupkiem.
Odebranie życia to nie ale tchórzostwa, a desperacji... Jak odejdziesz z toksycznej pracy, to też akt tchórzostwa? Albo oddanie dziecka? Jest to krok ostateczny, ale nie ma co takie osoby piętnować, bo wtedy też dobijasz osoby, które o tym myślisz

dewitalizacja

Nie ma nic odważniejszego niż świadomy wybór śmierci. Ludzie, którzy popełnili samobójstwo, byli najodważniejszymi ludźmi, jacy kiedykolwiek żyli, bo pokonali najsilniejszy instynkt czlowieka - instynkt samozachowawczy.

Shido

"Nie ma nic odważniejszego niż świadomy wybór śmierci." No chyba cię pokręciło
Odwagę to trzeba mieć by walczyć o życie gdy wszystko się wali. Odwagę trzeba mieć by przeciwstawić się wszystkiemu.
Gdy nie ma się odwagi by żyć to wtedy się popełnia samobójstwo

Frog

@Shido
"Gdy nie ma się odwagi by żyć to wtedy się popełnia samobójstwo."
Moim zdaniem, nie chodzi tu o tchórzostwo, a o brak mocy.
To nie są równoważne stany.

[ Ale, aby przeprowadzić sprawną dyskusję na dobrym merytorycznie poziomie, musielibyśmy najpierw ustalić sobie definicje poszczególnych pojęć / zjawisk, a tego typu działania niezbyt się nadają na pogaduszki wśród Anonimowych. ]

dewitalizacja

To nie jest odważne, tylko bezsensowne, gdy ktoś jest pewien, że nigdy nie będzie lepiej. Np w przypadku nieuleczalnej choroby albo śmierci kogoś bliskiego. Nie ma nic piękniejszego niż wieczny odpoczynek od tej okrutnej egzystencji.

Baaba

Shido w doopie byłeś i goowno widziałeś. Widać nigdy nie stałeś pod przysłowiową ścianą i nie czułeś bólu tak wielkiego, że każdy inny byłby lepszy. Samobójstwo to ostateczny akt rozpaczy, to się właśnie dzieje, gdy umiera nawet nadzieja.

Shido

@Baaba
No tak nic nie wiem na ten temat, w końcu jestem tylko po jednej próbie samobójczej gdzie z perspektywy czasu widzę jakim byłem idiotą i tchórzem ^^

dewitalizacja

Masz prawo do takiej oceny swojego zachowania, ale z mojej perspektywy (a jestem po dwóch próbach), próba ucieczki od życia w ciele, które torturuje mnie bólem, nie była tchórzliwa, tylko racjonalna. Lepiej jest zapaść w wieczny sen niż żyć w koszmarze. Świat, w którym żyjemy jest okrutny i życzenia ludzi, by stąd odejść są w pełni zrozumiałe. To, że Ty sobie poradziłeś ze swoimi problemami, nie daje Ci prawa do nazywania tchórzami tych, którzy nie mieli na tyle siły.

Iguannna Odpowiedz

To nie ty zniszczyłaś matce życie tylko ona Tobie.. a teraz ty sama je niszczysz. Tak jak ona zniszczyła samej sobie.

Baaba

Nie z każdych ruin da się odbudować dom, a ludzka psychika to nie budynek, że da się wyburzyć, wykasować i zbudować na nowo.

Zenobiusz Odpowiedz

Takie są skutki zakazu aborcji.

Ambra Odpowiedz

IMO powinna zmienić środowisko, wyprowadzić się, choćby do Niemiec, UK, byle dalej. W tym otoczeniu które przyniosło wiele bólu, myślę że nie jesteś i nie będziesz w stanie nic zmienić. Wręcz sama, na własne życzenie sobie robisz krzywdę - "Pracuję obok szkoły mojej siostry". (⁠╯⁠°⁠□⁠°⁠)⁠╯⁠︵⁠ ⁠┻⁠━⁠┻
Sytuacja z kategorii toksycznego związku z alkoholikiem. Całkowicie nowe otoczenie, nowi ludzie, dadzą Ci szansę nie tyle zapomnieć, co chociaż iść dalej.
Masz 31 lat, jeszcze sporo życia przed tobą, możesz poznać kogoś kto też miał tego typu przeżycia. Sporo jest ludzi, który po ciężkich przeżyciach właśnie dzięki zmianie środowiska pozbierali życie do kupy.
Myślę też, że łatwiej się żyje, gdy ma się cel, coś do czego się dąży, o czym marzy. Daje możliwość skupienia na nim i chociażby częściowego zagłuszenia dręczących myśli.

Dasz radę

Lucy5 Odpowiedz

Serdecznie Ci współczuję. To straszne, co Cię spotkało. Życzę Ci spełnienia w miłości- może np. kochajacy mąż... mam nadzieję, że jeszcze będziesz szczęśliwa.

garda Odpowiedz

Brak miłości rodzicielskiej, poczucia bezpieczeństwa, które rodzice powinni stworzyć, ich troski i opieki, którą powinni zapewnić, tworzy w człowieku dziurę, którą niewyobrażalnie trudno zapełnić. Wiem, bo miałam takiego ojca, że pomimo moich wielu już lat, wciąż zazdroszczę tym, którzy mają kochających ojców. Ale miałam dobrą matkę. Ty nie miałaś nikogo. Okaleczyli cię. Współczuję. Bardzo.

Pers Odpowiedz

Nie ograniczaj się, próbuj, smakuj życia, smakuj miłości. Spróbuj się przełamać i otworzyć na ludzi, znajdz przyjaciół w pracy, albo w hobby które lubisz robić. Małymi kroczkami doświadczaj tego czego brakowało Ci w dzieciństwie. Ludzie są różni, w końcu trafisz na odpowiednią osobę dla siebie i stworzycie cudowną parę i może rodzinę. Pamiętaj tylko nic na szybko i nic na siłę, jak uczyłaś się chodzić to też się przewracałaś, a tera, możesz biegać. Przełóż to na doświadczanie miłości, zacznij od raczkowania czyli znajdź przyjaciela/przyjaciółkę której możesz zaufać. 30 lat to druga młodość, przegryź przeszłość, połknij i wysraj, lepiej zacznij się interesować przyszłością.

Trzymam kciuki ^^

Zobacz więcej komentarzy (1)
Dodaj anonimowe wyznanie