#gZrg4
Chciałam, aby mój mąż mi w czymś pomógł, niestety nie reagował na prośbę, więc jakoś poradziłam sobie sama. Kiedy wszystko już zrobiłam, on nagle się zjawił, żeby mi pomóc, ale było już za późno i w emocjach po cichu rzuciłam jednym wulgaryzmem. Niestety on to usłyszał no i się obraził.
Teraz się do mnie nie odzywa. Zawsze jak powiem coś nie tak, to przez parę dni nie odzywa się do mnie.
Już chyba wolałabym się głośno pokłócić niż siedzieć w ciszy i unikać drugiej osoby.
Karanie cisza jest objawem manipulacji, ale też może być oznaką niskiej inteligencji emocjonalnej - taka osoba nie potrafi zarządzać emocjami w konflikcie i jasno zrozumieć i wyrazic swoj żal. Zastanów się nad innymi zachowaniami męża, na ile radzi sobie z rozpoznawaniem emocji u siebie i innych, może uda Ci się dojść do tego dlaczego idzie w karanie cisza. Spróbuj to też z nim omówić, wtedy gdy nie jesteście pokłóceni, wyjaśnij mu co czujesz jak się tak zachowuje i że to niezdrowe.
Te teorie są niekiedy trochę na wyrost. Nie każdy jednakowo radzi sobie z emocjami. Jeden wyrzuci je natychmiast w kłótni, a drugi trawi w ciszy która trwa kilka dni i nie znaczy to że to manipulujący toksyk, a zwyczajnie tak radzi sobie z emocjami i "zagryza" je w sobie. Nie każdy umie po kłótni żyć tak, jakby nic się w ogóle nie stało i słodko ciumciać do kogoś, kto właśnie wylał na niego wiadro pomyj. Często to mężczyźni mają taki cichy unikający styl radzenia sobie w emocjami, bo potrzebują czasu i przestrzeni żeby sobie to poukładać, a baba to od razu awantura a potem jeszcze pretensje że jej nie przeprasza za to, że go zmieszała z błotem.
Dragomir no właśnie napisałam, że nie zawsze cisza jest objawem manipulacji, może świadczyć o niskiej umiejętności radzenia sobie z emocjami. Wiesz, jeśli kogoś emocje przerastają to się w sobie zamyka, nie konfrontuje ich z sytuacją. Jak ktoś zostanie rzeczywiście skrzywdzony to jest normalne, że może potrzebować czasu na przemyślenie sobie i poukładanie na spokojnie w nowej rzeczywistości. Natomiast jak ktoś się obraża o pierdołe i kontynuuje taki stan przez kilka dni, rozwlekając coś to: 1. Jest manipulatorem i buduje przewagę wyolbrzymiają i robiąc z siebie ofiarę 2. Ma problemy z konfrontacją ze swoimi emocjami (niskie EQ).
Dragomir
A to Cię fantazja poniosła... Awantura? Kobieta rzuciła pod nosem JEDEN wulgaryzm. Gdzie Ty tu widzisz awanturę?
To po pierwsze. A po drugie, karanie ciszą to absolutnie toksyczne zachowanie. I nie ma znaczenia, czy stosuje je prawdziwy toksyk, czy ktoś, kto nie naumiał się obchodzenia z własnymi emocjami. Jak się nie naumiał, to jego zakichanym obowiązkiem jako dorosłego człowieka żyjącego w związku, jest się tego naumieć. Książek i darmowych podcastów jest od zasrania, pół neta tym zawalone. Już nie ma wymówek, że bidulka nie stać na terapię, więc on po prostu musi być toksyczny...
I żeby było jasne. To, czy karanie ciszą uskutecznia chłop czy baba, nie stanowi różnicy. To zachowanie jest toksyczne ZAWSZE, w każdym przypadku.
Dojrzały emocjonalnie człowiek MÓWI, co mu leży na wątrobie. Jasno i spokojnie komunikuje swoje emocje. I ma prawo poczuć się urażony, zraniony, albo po prostu poruszony. Ma prawo potrzebować jakiegoś czasu, żeby sobie wszystko wewnętrznie poukładać. Ale nie karze ciszą. Może się trochę wycofać do swojego wnętrza, może się chwilowo oddalić. Jednak normalnie odpowiada na pytania i rozmawia o codziennych sprawach. A gdy już sobie przetrawi co i jak, zaprasza partnera na rozmowę i wyjaśnia, co poczuł i dlaczego.
Toksycznych zachowań się nie tłumaczy. Ani płeć, ani wiek, ani spierdzielone dzieciństwo nie są dla nich wymówką.
Wydaje mi się, że w opisanej sytuacji zachowanie tego pana jest wysoce nielogiczne. Jeszcze jakoś można by było zrozumieć jakby Pani nic nie powiedziała, że już Pani zaczęła pracę, a on chciał pomóc, albo jakby nic Pani nie powiedziała, a potem się denerwowała, że nie pomógł, albo nawet jakby Pani poprosiła o pomoc, a on by powiedział, że jest zajęty i za chwilę pomoże, a tu nagle by było za późno. Ale nadal takie nagłe "ciche dni" raczej brzmią jak kara. Jakby oczekiwał, że nikt nic nie zrobi, dopóki on nie zezwoli. A tym bardziej właśnie w opisanej sytuacji, gdy Pani zapytała o pomoc, a on najpierw ignoruje, a potem strzela focha o jedno przekleństwo to albo się zdenerwował o samo to, że Pani nie czekała na pozwolenie, żeby zrobić, albo traktuje Panią jak dziecko, które nie ma prawa mu odpyskować, a tym bardziej przeklinać. A raczej sam się zachowuje jak dziecko i zamiast powiedzieć o co chodzi to siedzi cicho i w ten sposób Panią karze za to, że zachowała się Pani inaczej niż on sobie zaplanował. Więc nie wygląda to zbyt motywująco, niestety... Ale mam nadzieję, że kiedyś się Pani uda, żeby była Pani zdrowa i szczęśliwa^^
Jak dziecko to Ty piszesz. Wiadomo że NIKT nie będzie ZAWSZE ZDROWY I SZCZĘŚLIWY, bo wszystkich nas czeka tu śmierć a dusza przechodzi dalej.
Nie wiemy czy on nie reagował bo nie słyszał, czy był akurat zajęty czymś innym. Skoro poradziła sobie sama to widocznie nie było to aż tak trudne, by wymagało dwóch osób. On w końcu przyszedł zobaczyć z czym to się jego żona boryka, a tu się okazało że już zrobione i tylko go obraziła jakimś obraźliwym słowem. Czyli ona nie panuje nad emocjami ale to facet jest zły, bo swoje emocje dla odmiany kontroluje.
No co innego jak to facet obrazi wulgaryzmem kobietę. Wtedy również on jest winien.
Dragomir szukanie winny zwykle nie rozwiązuje problemu, ludzie zawsze będą popełniać błędy - on powinien był jej pomóc jak go prosiła, ona nie powinna na niego przeklinać, on nie powinien się o to obrażać na kilka dni. I co przyjdzie z obwiniania się? Nic. W związku trzeba ze sobą rozmawiać i być dla siebie wyrozumiałym.
Mamusiu, bo ona rzuciła (przykładowo) curwą. Ło świnci, anieli. Złożę teraz śluby milczenia.
Czy twój mąż to jakiś pizdeusz czy sytuacja to tylko wierzchołek góry lodowej?