#f1iah
Wracając jednak do okresu, który dział się w zasadzie tuż przed maturą. Egzaminy pisemne przebiegły gładko, nie miałam obawy o ich napisanie. Prawdziwy dramat zaczął się noc przed ustnym z polskiego, kiedy to dopiero wtedy zdecydowałam się nauczyć się prezentacji. Nie minęła godzina, druga, kiedy okazało się, że nie potrafię poprawnie wymówić nawet pierwszego akapitu. W tamtym czasie to był dla mnie dramat. Nie przypuszczałam, że mogę aż tak przeżywać maturę. W nocy miałam poważny kryzys i ryczałam jak małe dziecko.
Ostatnią osobą, jaką się spodziewałam ujrzeć w drzwiach był.. no właśnie, mój ojciec. Ze srogą miną wszedł zaniepokojony hałasami, ale gdy mnie zobaczył jego twarz zupełnie zmieniła się o 180°. Nigdy wcześniej nie widziałam go tak zmartwionego. Bez słowa podszedł do mnie i przytulił. Ja byłam w takiej rozsypce, że przez dobre pół godziny płakałam mu w ramię. Kiedy uspokoiłam się trochę, on wyszedł bez słowa. Po chwili przyszedł z gorącą melisą i czekoladą. Razem ze mną uczył się i pomagał mi przygotować się do matury prawie do 3 w nocy. Na koniec przytulił mnie raz jeszcze i powiedział, że jest ze mnie dumny i wie, że dam sobie radę. Po jego wyjściu, ryczałam w poduszkę przez dobrą godzinę nie mogąc uporządkować wszystkich tych sprzecznych uczuć, zapominając kompletnie o maturze.
Maturę zdałam na 18/20 punktów, ale to było akurat najmniej ważne. Od tamtego dnia z ojcem dogaduję się świetnie. Oczywiście, nasze charaktery często zmierzają do tego, by wszcząć kolejną kłótnię, ale ja po tamtej nocy nie jestem w stanie z nim prowadzić dyskusji. Okazało się, że mój ojciec i ja mamy podobne zainteresowania i chyba nie muszę mówić, że teraz układa się nam bardzo dobrze. Nauczyłam się też, że to nie ja jestem "nierozumiana" przez świat, ale że to ja nie rozumiem świata. Utrzymywanie dobrych relacji wcale nie jest takie trudne, choć dla mnie i mojego charakteru nieraz jest bardzo ciężkie. Do dziś wstydzę się tego, że kiedyś tak bardzo nie doceniałam mojego ojca. Choć nigdy mu o tym nie powiedziałam wprost, to do dziś dzień staram mu się wynagrodzić to w każdy możliwy sposób.
Latwo zwalić winę na charakter, a może po prostu jesteś pyskata i nie umiesz się stosownie zachować, do tego masz roszczeniowe podejście do życia i tak to wygląda. Mam nadzieję, że jednak masz jakieś dobre cechy.
Ja wiem, że matura to bzdura, ale uczenie się do niej dzień przed to proszenie się o kłopoty.
Absolutnie nie wątpię, że jest to wykonalne, bo na studiach się tak robiło nie raz, ale drugi termin zawsze był w realnym zasięgu, około tydzień później.
Niezdarnie matury w wyznaczonym terminie może przekreślić szansę na wymarzone studia. Poprawki są już po rekrutacji.
A mogłaś zwyczajnie sraczki dostać i spędzić pół nocy na kiblu. Jak się wtedy uczyć? Mając naumiane wcześniej nawet totalnie zniszczony i odwodniony człowiek by coś tam na zdanie wydukał.
Odpowiednie słowa i akcja we właściwym momencie. Takie coś działa czasem jak magia, naprawia relacje, które inaczej mogłyby latami trwać w toksycznej stagnacji. Obiektywnie patrząc autorka była zbuntowaną, trudną nastolatką, która nie wiedziała nawet jak bardzo potrzebuje miłości i wsparcia. Jej tata pokazał klasę i udowodnił, że darzy ją bezwarunkową miłością i wygrał tym życie. Zdecydowanie wole takie wyznania, niż jakieś zmyślone pierdulety.
Też się uczyłam dzień przed maturą. Ba! Ja pisałam w nocy prezentację i kleiłam slajdy. A za kilka h miałam egzamin. Ale myślę, że 4 to jest duża ocena jak na ten czas. Trza wierzyć w siebie!
Jaka prezentacja?! Jakie slajdy?! Przecież matura ustna, to tylko wypowiedź...chyba, że coś mnie ominęło przez te parę lat? Ja komisji dałem tylko jedną kartkę z kilkoma podpunktami o czym i w jakiej kolejności będzie wypowiedź, a drugą, taką samą, miałem dla siebie.