#eqXRt
Poszłam do zerówki. Razem z nami do klasy dołączyła dziewczynka, Marysia.
Marysia była owocem jednorazowego wyskoku dwojga absolwentów Szkoły Specjalnej. Rodzice upośledzeni, również i dziewczynka była opóźniona, ledwie rozumiała proste polecenia. Jedną nogę miała sporo za krótką i dopiero interwencja dyrektorki poskutkowała butem ortopedycznym.
Wracając do tematu. Z Marysi nikt się nie śmiał, ale też nikt nie chciał się z nią bawić. Śmierdziało od niej i była na poziomie niemowlaka. Nasza wychowawczyni, Beata, upatrzyła sobie we mnie opiekunkę dla Marysi. Bo nie czarujmy się - było to dziecko bardzo kłopotliwe i uciążliwe.
Wyjaśnijmy jedną rzecz. W latach 90 do Szkoły Specjalnej można było iść od 7 lat. Zerówki były wspólne.
Starałam się jak mogłam, ale miałam 6 lat. Nie umiałam uspokoić jej jak miała furię, nie umiałam wytłumaczyć jej liter itd.
Na spacerach zostawałam z nią na dalekim końcu, bo Pani szła na przodzie, a Marysia dreptała z nogą owiniętą szmatami bardzo powoli.
Za wszystko mi się obrywało. Jeśli zobaczyła, że jestem dla niej niemiła, dzwoniła na skargę do mamy. Stawiała mnie przed całą grupą i kazywała dzieciom "rozliczać" moje karygodne zachowanie. Wyśmiewała i obrzucała wyzwiskami (niekoleżeńska, samolub, księżniczka, niewychowany samson, narcyz, zadufana jedynaczka itd) przed całą klasą. Chyba jeszcze bardziej nakręcał ją fakt, że nie rozpłakałam się ani raz.
Bo płakałam w domu, mamie, tylko nie umiałam jej wytłumaczyć o co chodzi.
W końcu, po jakimś miesiącu udręki Marysia wpadła na pomysł, że wysypie wszystkie zabawki na środek.
Oberwało mi się za to tak, że pamiętam to do dzisiaj. Za włosy wyciągnęła mnie z klasy i wezwała mamę. To był pierwszy raz, kiedy się popłakałam. Naopowiadała jej, że to wszystko zrobiłam ja, że próbowałam zwalić na upośledzoną dziewczynkę.
Mama uwierzyła, ale w domu po rozmowie przyznałam jej się jak się sprawy mają. Na rozmowie u dyrektorki ta wszystkiego się wyparła. Powiedziała, że jestem samolubem i nikt mnie nie lubi. Że sama "przylgnęłam" do Marysi, bo nie mam żadnych przyjaciół.
Była konfrontacja z klasą, ale pytania do dzieciaków zadawała wychowawczyni.
- czy widzieliście, że ona dokucza Marysi?
- czy ona bawi się z wami czy jest odludkiem?
- kto jest najbardziej niegrzeczny i ciągle stoi na środku sali/kącie?
Tak zadawane pytania potwierdzały jej wersję. Mama nie uwierzyła. Znała mnie i wiedziała, że coś tu nie gra. Przeniosła mnie do innej grupy. Dzieciaki ze starej przezywały mnie, bo pani B powiedziała, że mnie karnie wyrzucono.
Wyznaczyła też Marysi nową 'opiekunkę'. Historia się powtórzyła.
Happy Endu nie było, to babsko pracowało tam kilka lat, aż przedszkole upadło. W sumie dziś jej za to dziękuję - wyleczyłam się z altruizmu raz na całe życie.
Co za pipa, żeby małe dziecko zmuszać do opieki, którą sama powinna zapewnić. Żeby stała po kolana w wodzie i napić się nie mogła.
Ja miałam w "starszakach" (4-5lat) koleżankę głuchoniemą, którą się jakby opiekowałam ale dlatego, że ją lubiłam a ona mnie, nikt mnie do tego nie zmuszał. Często robiłam za tłumacza między nią a przedszkolankami, chociaż teraz nie wiem jak bo migowego raczej nie znalam ale dogadywałyśmy się bez problemu.
Zbyt podobne do #MebtQ
No i oba pojawiły się niemal jednocześnie.
Czyżby jakaś akcja przeciwko upośledzonym osobom? Przykre...
Akcja przeciwko uposledzonym na anonimowych... zasięg - 200 osób. No przerażające xD
No ale dziwne, że takie podobne wyznanie pojawia się jedno po drugim.
Jedna osoba napisała pierwsze wyznanie, druga je przeczytała i pomyślała "miałam tak samo", więc też się wyżaliła. To takie dziwne? Ja też mam podobną historię, tyle tylko ze moja wychowawczyni próbowała mnie na siłę swatać z moim oprawcą (opóźniony chłopak mnie bił, nauczyciele nagle wszyscy byli niewidomi, a jednej francy coś od#ebało i nie dość że posadziła mnie z nim w ławce, to jeszcze przez całą dyskotekę szkolną zmuszała do tańczenia z nim w parze, a gdy uciekalam do łazienki wyciągała mnie siłą i dała mi zakaz wychodzenia z sali). Myślę, że wiele osób ma podobne historie. W końcu nauczyciele to przede wszystkim psychicznie chore, wyżywające się na dzieciach potwory.
Tzn ja tak jak mówię - nie chcę brnąć w teorie spiskowe, ale to by miało sens, gdyby te wyznania nie pojawiły się praktycznie jedno po drugim. Bo gdzie by je ktoś miał przeczytać - w głębi niezweryfikowanych? No niby jakaś szansa jest.
Jawiem1210
Dokładnie tak, jak mówi Wrath1.
Do tego styl oraz słownictwo (jak chociażby odnoszenie się do altruizmu).
Najazd altruistów xd
W obu wyznaniach jest też wspomniana szkoła specjalna, lata 90, rówieśnicy gnoją autorkę, nauczycielka która na przymus każe pomagać temu nieogarniętemu. To nie może być przypadek. Jedyne co się różni to końcówka - tutaj nauczycielka pozostała górą, mama przeniosła do innej grupy, w drugim wyznaniu mama zrobiła awanturę, parę rówieśników wzięło stronę autora. To jest jakby ta sama historia, ale z innymi zakończeniami. Pierwsza skończyła się źle dla autorki, druga dobrze.
To samo miałam napisać. Wyznania identyczne.
- lata 90
- „dziewczynka” jest autorką
- dziewczynce przydzielono pod opiekę słabszego ucznia
- „altruizm”
- nadużywanie albo częste używanie słowa „oberwać”
- podobne składanie zdań, brzmienie
Wyznanie dodaje się około tydzień albo dłużej, czyli te wyznania musiały powstać w tym samym czasie i nikt nie „zainspirował się”. Może ktoś bada, jak zareagujemy? Przy dwóch różnych zakończeniach?
dementor idealnie oddałeś/aś co miałam na myśli!
no i wlasnie dlatego jestem za mozliwoscia sterylizacji osob uposledzonych umyslowo.. zal dzieciaka
Hvafaen, moze w Norwegii, w PL to przestepstwo
Fragment z odpowiedzią z internetu
Polskie prawo (art. 156 §1 K.k.) stwierdza, że kto powoduje ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci pozbawienia zdolności płodzenia podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
tzn dziala tylko u kobiet, bo wazektomia u facetow dziala tak,z e wyskakujesz z 2 tys, robisz badania zapisujesz sie w kolejke i masz spokoj
Bazia, ta Marysia to najmniejszy problem, ale su*owata nauczycielka to powinna być poddana eutanazji.
Masakra. W takich sytuacjach chyba najlepiej przenieść dziecko do całkiem innej szkoły, ale co się stało to się nie odstanie. Szkoda tylko, że baba nie poniosła konsekwencji
A to przypadkiem nie był chłopczyk, który połamał obie ręce? 😃
Trochę to dziwne bo jakby naprawdę coś się stało to by odpowiadała pani a nie ty. No chyba że też była po szkole specjalnej.
straszne jest takie zwalanie pracy na dziecko i jeszcze upokarzanie go przed cala grupa, zwalanie z siebie odppowiedzialnosci na barki malego dziecka i gnojenie go, by poczuc sie lepiej
no i nadal twierdze, z e do tego typu zawodow powinny byc testy psychologiczne
i wieksza swiadomosc ludzi, by zglaszac tkaie odpaly
nie wiem po co te teorie spiskowe
sama mialam kolege Ryska, z ktorym musialam siedziec na matmie, typ byl tak tepy, ze na kartkowce przepisywal moje skreslone obliczenia (juz po tym jak je skreslilam)
w podstawowce tez mnie posadzili z taka Ewka, chyba byla opozniona umyslowo, grzebala mi w piorniku, mazala w zeszycie, a jak sie pewnego pieknego dnia na nia wydarlam o to, to ja dostalam uwage....
takie rzeczy sie zdarzaja nawet teraz a co dopiero te 20-30 lat temu, kiedy nitk tego nie kontrolowal i nauczyciele mieli wiecej wladzy niz dzis
To nie teoria spiskowa, wystarczy przeanalizować oba wyznania. To samo słownictwo, te same informacje, ta sama sytuacja. Różni się wyłącznie końcówką wyznania. Ewidentnie oba były pisane przez tą samą osobę. Gdyby drugie wyznanie powstało nieco później, z użyciem innych słów, nie podejrzewałabym o inne powiązanie niż ten sam temat.
niestety takich ludzi jak ta wychowawczyni było w przedszkolach i szkołach podstawowych pełno i w latach 90tych i wcześniej. Te instytucje to były i niejeden raz są przechowalniami dla nieudaczników którzy w niczym nie potrafią się odnaleźć a swoją frustrację wylewją na dzieci bo nie mają odwagi postawić się dorosłym. Jak wspominam co wyprawiali moi "nauczyciele" w zerówce i szkole podstawowej to włos mi się jeży i teraz wiem, że oni mieli na to ciche przyzwolenie i dyrekcji i rodziców. Czasy się zmieniły i dużo łątwiej teraz taką osobę namierzyć i doprowadzić do tego by poniosła konsekwencje. Rozmawiać ze swoim dzieckiem i nade wszystko ufać i wierzyć dziecku a nie obcej osobie choćby nie wiem jak przekonująca była.
nie podniósł:)
Brzmi jak nasza walnięta przedszkolanka, tacy ludzie powinni mieć zakaz pracy z dziećmi, bardzo współczuję!