#ehgX9
Wychowałam się w patologicznej rodzinie. Ojciec był alkoholikiem, ale to wcale nie stąd się ta patologia wzięła. Był najlepszym człowiekiem na świecie. Pił prawie codziennie, wiedziałam o tym, ale pijanego widziałam go może ze dwa razy na jakimś weselu. Kiedy pił po pracy, wracał zazwyczaj na tyle późno, żebyśmy już spali i cicho sam się kładł do siebie. Zawsze też wstawał z samego rana, żeby przygotować mnie i rodzeństwo do szkoły. Nie pił też nigdy w niedziele, bo ten dzień zawsze poświęcał dla rodziny. Cały problem leżał w matce, która nie kochała swoich dzieci. Ona robiła też awantury tacie, że pije, nie daje jej pieniędzy, w niczym nie pomaga. Kłótnie zawsze były jej inicjatywą. Zaznaczę, że tata faktycznie nie dawał jej pieniędzy, ale też ich nie przepijał. Zawsze pilnował, żeby w domu niczego nam nie brakowało, żebyśmy mieli w czym chodzić, mieli książki do szkoły i żeby rachunki były opłacone. Mamie nie dawał pieniędzy, bo najzwyczajniej w świecie nie potrafiła się z nimi kompletnie obchodzić.
Oprócz kłótni z tatą, mama wyżywała się też na nas. Do dzisiaj pamiętam dzień, gdzie bawiłam się z siostrą, a ona zabrała nam zabawki i wyrzuciła je do pieca, bo nie dajemy jej odpocząć, oczywiście nie wspominając nam wcześniej, żebyśmy zachowywały się ciszej. Mama też nie potrafiła z nami rozmawiać. Kiedy dostałam pierwszy okres, to do taty dzwoniłam z płaczem, że coś jest nie tak. Zwolnił się wtedy z pracy, kupił po drodze paczkę podpasek i wyjaśnił wszystko. Z młodszą siostrą też on później przeprowadził rozmowę na ten temat, żeby oszczędzić jej stresu, który ja przeżyłam, bo mama uważała, że nie ma sensu rozmawiać z dziećmi na temat dojrzewania.
Tata niestety zmarł, nie zdążył poznać mojego męża, z mamą nie mam od dawna kontaktu. Teraz panicznie się boję tego co będzie. Nie chcę być taka jak ona, nie chcę, żeby moje dziecko miało wsparcie tylko w jednym z rodziców, nie chcę go nienawidzić, ale boję się, że tak właśnie będzie, bo ja sama nie zaznałam matczynej miłości. Do tego boję się, że sobie nie poradzę. Nie mam żadnego doświadczenia w obchodzeniu się z dziećmi, nie mam też kogo prosić o pomoc. Rozmawiałam z mężem, on twierdzi, że nie mam się czym martwić, że będę świetną matką, ale ciągle gdzieś w głowie słyszę głos, który powtarza, że będę taka jak ona. Mam wrażenie, że niedługo przez to oszaleję. Gdyby tata żył, to z pewnością by pomógł, a bez niego czuję się w tej chwili strasznie samotna i bezsilna.
Bycie złym rodzicem nie jest dziedziczne, To zależy od Ciebie.
Dziedziczne nie jest, ale dzieci nieświadomie biorą przykład z rodziców, z tych dobrych wzorców, jak i z tych złych.
Owszem, natomiast autorka wydaje się być świadoma błędów jakie popełniali jej rodzice. Jest na dobrej drodze.
Nie pocieszę. To, że sobie zdaje z tego sprawę nie oznacza, że nie zachowa się jak rodzice.
Co mi z tego, że wiem iż dziadek bił ojca, a babcia ciągle na niego krzyczała skoro ojciec robił to samo swoim dzieciom? Był, i jest, świadomy że jego rodzice nie robili dobrze a sam lepszy nie jest
Bądź dla dziecka taka jak był dla Ciebie ojciec. Tylko nie pij. I będzie dobrze. Wiesz jakie zachowania były dobre, a jakie złe. Po prostu rób te które pamiętasz dobrze.
Jeśli chodzi o opiekę nad dzieckiem polecam zapisać się do dobrej szkoły rodzenia. Tam położna przybliżyć ci temat opieki nad dzieckiem. Warto też dowiedzieć się jak powinna wyglądać prawidłowa wizyta patronażowa położnej bo od niej też można uzyskać sporo pomocy i informacji już po urodzeniu.
A będąc świadoma błędów jakie popełniła twoja rodzicielka na pewno będziesz robiła wszystko aby ich uniknąć. Głowa do góry ;)
może zapisz sobie jaką mamą chciałabyś być oraz wypisz wszystko to czego chciałabyś uniknąć i w razie wątpliwości sobie to czytaj.
Nikt nie jest idealny i nie istnieją perfekcyjni rodzice! staraj się być najlepszą wersją siebie dla swojego dziecka i wszystko będzie dobrze :)
Nie rozumiem, postanowiłaś zajść w ciąże przed uporaniem się z wszystkimi wątpliwościami? Niezbyt to odpowiedzialne ale pamiętaj, to nie jest coś co masz w genach, wydaje mi się że w świadomości masz tam gdzieś że chcesz żeby Twoje dziecko było szczęśliwsze niż Ty.
Niekoniecznie musiala to byc planowana ciaza. Wpadka tez moze byc bardzo chcianym dzieckiem, tylko nie zdazyla uporac sie z przeszloscia.
A wątpliwości mogły się pojawić już w trakcie ciąży.
Z takimi rzeczami ludzie zwykle pracują do końca życia, a i tak zwykle nie mogą powiedzieć że uporali się z tym do końca, więc pomysł odkładnia ciąży na ten idealny czas świadczyłby raczej o niedojrzałości niż odpowiedzialności.
nigdy nie ma doskonałego momentu na dziecko. czekając na niego nigdy się nie zdecydujesz.
O co chodzi w tym wyznaniu? Chcesz słów otuchy? Zapraszam to dziesiątek identycznych wyznań. Naprawdę identycznych.
Dla innych za to : gdyby chciała wsparcia to napisałaby to wyznanie w dwóch zdaniach "Jestem w ciąży, ale przez patologię w mojej rodzinie boję się, że źle wychowam dziecko. Co myślicie?"
Cokolwiek byście nie powiedzieli i ile minusów nie dostanę to takie wyznania nie są wcale prośbą o wsparcie tylko po to, żeby autor mógł się pożalić i obarczyć wszystkich wrażliwych ludzi ciężarem swojej przeszłości, która jak pokazuje tą strona niestety dotyka wielu osób.
Ja nigdy nie napiszę o patologii jaka mnie spotkała choć zapewne przebiłbym 95% takich wyznań w tej licytacji ludzkich nieszczęść.
Oczekując zrozumienia tutaj (bo bliskie osoby Ci nie wystarczą, a mąż jak widać nie uspokoił) musisz być świadoma, że jeśli ktoś się przejmie tym co napisałaś to obarczasz go pewnym ciężarem. Nic nigdy nie rozchodzi się w eter, a w dodatku nie jesteśmy psychologami.
A ja bym z miłą chęcią poczytała, jak tam u Ciebie było.
@KaskaDupaska to się wymień gg lub mailem albo kup książkę lub wejdź na pudelka. Są strony i fora od takich opowiadań.
Tak, wiemy HellBlazer, miałaś sto razy gorzej niż ktokolwiek i przy każdej okazji ci się to ulewa. Może wyznaj to wszystkim raz a dobrze i przestanie cię to tak niezdrowo cisnąć u innych.
może odpowiem przykładem. Pochodzę z patologicznej rodziny, ojciec pił i wyzywał matka obarczała dzieci za to winą. Moja pomocą byli dziadkowie. Dziś mam nastoletniego syna, którego kocham nad życie, mamy bardzo dobry kontakt i jak to określa moja psycholog czasem dzieje się tak w naszej psychice, że jednak wiemy co było dobre na zasadzie przeciwieństwa. Samo to, że zadajesz sobie takie pytania świadczy o tym, iż jesteś odmienna postawą względem matki. Wiesz jak kochać - głowa do góry.
skoro jest tak idealnie to po co ta pani psycholog? prawda że ciekawe?
no jak będziesz tak w przeszłości siedzieć to na.bank powtórzysz.jej błędy.
Rozumiem twoje obawy.Tez wychowałam się w dysfunkcyjnej rodzinie i też to głównie matka była piekielna.Mam już dorosłe dzieci i oczywiście przy ich wychowaniu popelnilam mostwo błędów.Mysle jednak że gdybym miala inne dzieciństwo prawdopodobnie popelnilabym też błędy tylko inne
Skoro już teraz tym się zamartwiasx twoje dziecko prawdopodobnie nie będzie mogło narzekać na brak miłości.Polecam ci książkę "Dorosłe dziewczynki z rodzin dysfunkcyjnych".Może pomoc ci lepiej zrozumieć swoje zachowania
Masz trochę racji. Pojawienie się dziecka to wielka zmiana w życiu.
Mówi się że pierwsze trzy lata życia pierwszego dziecka to największy kryzys zwiazku.
Brak sił, zmęczenie i stres nową sytuacją, brak cierpliwości sprawiają że z człowieka 'wychodzi rodzic'. Zamiast być sobą lecisz na schemacie który masz nabyty w domu rodzinnym w dzieciństwie.
Może sama świadomość tego wystarczy Ci Autorko. Ważne żeby mąż też o tym pamiętał.
Gratuluję! I powodzenia!