#eUIn0
Dlatego pod koniec podstawówki z dwoma kolegami zrobiliśmy zakład – komu pierwszemu uda się kupić prezerwatywę. Chodziliśmy od kiosku do kiosku i na zmianę pytaliśmy, czy są erosy, kondomy, prezerwatywy. Odpowiedź zawsze była jednakowa: „Dzieciom nie sprzedajemy!”. Aż wreszcie kolega natrafił na osiemdziesięcioletnią babcię w kiosku, która miała już słaby wzrok i mu sprzedała. Kolega był tak z siebie dumny, że otworzył opakowanie między przechodniami i nadmuchał na całą długość.
I po chwili... zaczął się dusić, a zaraz potem potwornie kasłać. Nie wiedzieliśmy, co robić. Ludzie się dziwnie patrzyli, ktoś chciał nawet wzywać pogotowie. Na szczęście kolega zdołał się opanować. Kiedy już wszystko ucichło, zapytał głosem Beaty Szydło:
„To nie mogliście mi powiedzieć, że tam jest talk w środku?”.
"Pod koniec PRL-u był tylko jeden rodzaj produkowany przez pewną firmę z Olsztyna"
Wcześniej w PRL chyba też. Spójrzmy prawdzie w oczy, to był Stomil, a ich prezerwatywy "Eros" w niebieskosrebrnych opakowaniach, bo o nich tu mowa, były nazywane "produktem zastępczym bieżnikowanym", bo specjalizowali się w oponach. :)
Krążyła też miejska legenda o paniach kioskarkach, które przyczepiały kartoniki z cenami do tych opakowań... szpilkami. To znaczy - mam nadzieję, że to tylko miejska legenda...
Głupie pomysły facetów odc. 2137
A żyłoś w tych czasach? Bo ja nie. Wuj wie co wtedy było, dzieci było dużo.
Nadmuchiwanie prezerwatyw jest głupie niezależnie od czasów