#e9PTm

Modny ostatnio jest eksperyment z myszami. Zapewniono im idealne warunki do życia, bez zagrożeń, z jedzeniem pod dostatkiem. Po czasie przestały się rozmnażać, bo im się nie chciało, wszystko miały pod nosem.

Jest w tym dużo analogi do dzisiejszej sytuacji – ludzie nie chcą dzieci, nie chcą związków. Czerpią radość, przyjemność, spełnienie z innych rzeczy.
To wcale nie chodzi o mieszkania, zarobki czy rządowe dotacje, nikogo normalnego 800 złotych nie przekona do posiadania dzieci. Jeśli kto chce, to będzie je miał, bez znaczenia, czy to będzie 800 plus, czy 2000 plus. Po prostu takie mamy czasy, nie jest to wina kobiet ani mężczyzn, nie warto obrzucać się nawzajem błotem. Nie oceniajmy tych, co mają dzieci ani tych, co ich nie chcą, bo każdy ma wybór.
karlitoska Odpowiedz

Właściwie to w realnym życiu nikt nikogo nie ocenia, to internet nakręca. Mam koleżanki, które mają dzieci i takie, które nie mają. Ja ich nie wyzywam od bezdzietnych lambadziar, a one mi nie wypominają 800+. A co do tego, że ludzie tak bardzo nie chcą mieć dzieci to też nie jestem pewna, ale myślę, że jak się naoglądali amerykańskich filmów, a potem skonfrontowali się z rzeczywistością to może im się odechciewa zakładania rodziny na 50 m2 i spaniu na kanapie, w salonie jak ich rodzice. Po za tym, nie ukrywajmy, ale szczególnie w Polsce, macierzyństwo straciło jakikolwiek prestiż. Ludzie już nie szanują ciężarnych kobiet, prędzej krzyczą na nie, że ciąża to nie choroba - a Ty się czujesz jak gowno, to nikogo nie obchodzi - jak mi się w sklepie zakręciło w głowie z gorącą w bardzo zaawansowanej ciąży to nikt mnie nie przepuścił w kolejce, chociaż widzieli, że wyszłam na zewnątrz, zaczerpnąć na chwilę świeżego powietrza. Wszędzie śmieją się z matek (nawet jak przekręcisz t na d to dalej wydźwięk ten sam). Nie ma klimatu na robienie dzieciaków.

anonimowe6692

Mam wrażenie, że mój brat dostał czegoś na wzór odpieluszkowego zapalenia mózgu, odkąd ma dzieci, ale w takiej wersji bardziej w stylu "ja mam ciężko, to wy też powinniście". Co chwilę mi pociska jakieś teksty o byciu społecznym pasożytem, niby pół żartem, ale no nie brzmi to żartobliwie. Tak samo się interesował nadmiernie siostrą swojej żony kiedy dziecko w końcu, kpił sobie, że ona to opowiada, że o tym nie myśli jeszcze, tylko jakieś podróże w głowie, itp., jeszcze nie planują, a to się nie da tak zaplanować, plany sobie życie sobie, a zegar tyka, a szwagier widać, że "już by coś pobawił". Miałam ochotę zapytać co mu do tego, a jeszcze sam z bratową miał na koncie jakieś poronienia przed pierwszym dzieckiem, więc tym bardziej powinien wiedzieć, że takich rzeczy się nie komentuje. Ale nie, tak pie*dolił, aż wyszło, że ona zaszła w ciążę - podejrzewam, że się dawno starali, ale nikomu nie mówili specjalnie i mądrze zreszta. Ja z kolei mam przedsmak jak by to wyglądało, bo mąż ma dziecko z poprzedniego małżeństwa, obecnie 4-letnie i po weekendach z nim widzę, że to nie dla mnie. Nie chodzi o podejście, bo to idzie mi dobrze, tylko ja po takim weekendzie mam taki poziom przebodźcowania i rozdrażnienia, że na samą myśl, że miałabym to mieć 24/7 przez parę lat, robi mi się niedobrze. Jestem introwertycznym adhdowcem i zajmowanie się dzieckiem jest dla mnie po prostu kompletnie wyczerpujące. Tak że no, są i takie przypadki, które jednak wypominają ;)

Postac

Takie przypadki są wszędzie, zawsze się znajdzie ktoś wścibski w rodzinie. Ale takiemu nie dogodzisz nigdy, to nie warto.
Mam wrażenie, że teraz rodziny z dziećmi i bez dzieci się mocno kłócą, zwłaszcza w przestrzeni publicznej. Te bardziej zapalczywe jednostki próbują przekonać inne do swoich poglądów.
Dla mnie dzieci są następnym, logicznym etapem w życiu. Kocham je niesamowicie, chociaż oczywiście są męczące. Ale nie rozumiem oburzenia rodziców, gdy np są jakieś strefy "bez dzieci". Przecież każdy chce odpocząć, a przy zabawach maluchów odpocząć jest trudno. Jest też sporo miejsc adresowanych do rodzin, a o tym się jakoś zapomina w tych krzykach.

Jakby każdy patrzył na siebie i był dla innych zwyczajnie miły, to byłoby łatwiej. Ja w drugiej ciąży spotkałam się z mnóstwem przykrości. Nie zmieniłam miasta, a w trzeciej spotkałam się z mnóstwem uprzejmości. Wniosek wysunęłam z tego taki, że jak ktoś ma być chamski, to będzie dla każdego. Najwyraźniej miałam wcześniej pecha trafiać głównie na takie osoby.

SamoZycie Odpowiedz

W tym eksperymencie dopuszczono do nadmiernego zagęszczenia.

szarymysz

Nie, myszy same "zafundowały" sobie to zagęszczenie gromadząc się w jednej części "Labiryntu" (czyli miejsca eksperymentu), chociaż miały do dyspozycji wolną przestrzeń.
=> "eksperyment Calhouna"

MaryL4

Zagęszczenie czy nie, autor opacznie rozumie ten eksperyment, z tego co mi się wydaje. Tam nie chodziło tylko o rozmnażanie się, ale ogólnie o hedonizm i brak chęci do jakiegokolwiek działania. Był też ciekawy eksperyment z jajkiem - stworzono super jajko jakiegoś ptaka, które miało wymaksowane wszystkie cechy, miało super intensywny kolor, było większe itd. I wszystkie ptaki chciały je wysiadywać, olewając własne, prawdziwe jajka. Konkluzja z tego i innych podobnych eksperymentów była chyba taka, że zwierzęta są w stanie robić rzeczy szkodzące ich przetrwaniu, rezygnować z pożywienia itd, jeśli mają do wyboru coś sztucznego, ale z wymaksowanymi cechami, które im się podobają. I to bardziej jakoś wg mnie daje przełożenie na nasz świat, że wpadamy w takie pułapki porno, niezdrowego jedzenia, gonienia za like’ami, kosztem tego, co naprawdę jest potrzebne.

KurzaStopa Odpowiedz

To nie jest wyznanie.

Dodaj anonimowe wyznanie