#dPewz
Dochodzimy do chłopaków, a tam wielkie poruszenie - okazało się, że ten "wielki pies" był dzikiem, który próbował uciec, bo coś go wystraszyło i pech chciał, że jak tatuś przed nim uciekał, dzik wpadł na niego i mój zacny tata skończył z wybitym barkiem, więc cały wyjazd do końca spędził w gipsie.
Ogólnie sama wakacyjna historia na tym się kończy, ale z nią wiąże się też inny wątek. Mianowicie po powrocie do szkoły pani poprosiła nas o napisanie wypracowań jak spędziliśmy wakacje. Więc jak to grzeczne dziecko, które uwielbiało język polski, opisałam historie która przydarzyła nam się na wakacjach, byłam pewna że dostanę 5 jak nie 6! Jednak pani nauczycielka dała mi wtedy 3. Więc ja cała w nerwach (jak na wyszczekaną 8-9 latkę) idę po lekcji i pytam jakim prawem dostałam 3 jak przecież to jest na 5! Pani nauczycielka tłumaczy mi, że samo wypracowanie jest bardzo dobre, z tym, że obniżyła mi ocenę za kłamstwo. Ja oczy jak pięciozłotówki pytam, jakie kłamstwo, przecież to prawda!?
Wywiązała się awantura w skutek czego moja mama została wezwana do szkoły. Pani pewna siebie opowiada o moim rzekomym kłamstwie na temat ataku dzika i z uśmiechem czeka, aż mamie zrobi się głupio. Na co moja kochana mamusia z pełną powagą odpowiada, że dokładnie tak wyglądały nasze wakacje, a jak jej nie wierzy może pokazać gazetę lokalną, w której historia została opisana + skoro nie chce wierzyć dzieciom w to co napiszą, to po co zadaje im wypracowanie.
Mina nauczycielki była ponoć bezcenna, ocena nagle została zmieniona na 5 i usłyszałyśmy obie "Bardzo przepraszam! Ale byłam taka pewna, że to dziecięca wyobraźnia".
Haha zawód nauczyciela taki piękny! :-) warto walczyć o swoje, dzielna mała dziewczynka była z Ciebie! ;-)
Beznadziejna nauczycielka ;-) nie powinna uczyc dzieci
Nigdy nie zrozumiem, dlaczego nauczyciele dopatrują się głupot i przez to obniżają ocenę za poprawne wykonanie zadania.
Powinno się oceniać styl pisania, spójność wydarzeń itp. itd. a nie to czy to prawda czy nie, jak dziecko chce sobie zmyslić, to niech zmysla, jak dziecko twierdzi że spotkało smoka to spotkało, koniec tematu. Byle tylko ładnie to opisało.
Sam w szkole pisałem niestworzone historię i na polskim (coś tam z biblią, a u mnie święty Piotr był przewodnikiem, mówił slangiem i pomiędzy wydarzeniami latali na jedrożcu) i na angielskim (ogromne kurczaki z kłami na których się latało, a po ziemi chodziły dinozaury w garniturach)
Miałam podobną sytuację... będąc w 4 klasie mieliśmy opisać jakąś zabawną historię, która przydarzyła się babci i postanowiłam opisałam autentyczne wydarzenie mojej mamy, kiedy to pewnego dnia gotowała na obiad zupę pomidorową i zamiast dodać do niej przecier pomidorowy dodała dżem (domowej roboty dżem znajdował się w słoiczku po przecierze). Dostałam 3, a pani od polskiego skomentowała to w ten sposób,że babcia musiałaby mieć chyba ze 100 lat,żeby pomylić dżem z przecierem...
Dobrze że umiała przyznać się do błędu, nie każdy nauczyciel by to zrobił :)
Znam podobną historię. Mój młodszy brat chodząc do przedszkola dostał za zadanie narysowanie samochodu z kluczykami. Pech chciał, że Rodzice nasi posiadali w tym okresie akurat jeden z pierwszych w Polsce modeli samochodu do którego była...karta. Stacyjki w samochodzie nie ma, karta nigdy nie opuszczała niemalże torebki Mamy. Sytuacja podobna, Mamie w przedszkolu została zwrócona uwaga, że Kubuś zmyśla. Jednakże finał jest trochę inny - Pani Przedszkolanka, jak to na małą wieś przystało - uznała, że nie ma przecież takiego czegoś jak samochód na kartę! Mamie również nie uwierzyła...widać nie wszyscy są reformowalni
A dziecięca wyobraźnia, to w szkole coś karygodnego.
Ale chamska baba. Przecież liczy się, że umiesz napisać wypracowanie. Na maturze czy innych testach nikt nie będzie sprawdzał czy to prawda.
No jednak na maturze trzeba pisać prawdę, bo jak nie to błąd kardynalny, praca wyzerowana no i matura oblana