#I5m4b

Był środek sierpnia. Miałam 12 lat i mieszkaliśmy wtedy na wsi. Mama robiła przetwory z wiśni, właśnie gotowała weki (jeśli ktoś nie wie, na czym to polega, to wkłada się do dużego garnka słoiki z owocami, wlewa w to wodę i całość gotuje przez jakiś czas). Przyszła babcia i poprosiła mamę, żeby z nią na chwilę poszła do ogrodu, za domem, w czymś tam jej pomóc.  Mama powiedziała, że zaraz wraca i kazała mi przypilnować weki. Miałam tylko przykręcić gaz, gdyby gotowały się za mocno, a jakby to nie pomogło, to go całkiem wyłączyć.

Jak to zwykle bywa, coś tam się przedłużyło i mamy długo nie było. Weki mocno się gotowały, zmniejszyłam gaz (tak, że nadal się gotowały, ale słabiej) i wtedy zauważyłam, że w garnku zostało mało wody (bo cześć już po prostu wyparowała). Postanowiłam więc, że jej doleję (chociaż mama nic o tym nie wspominała). Dolałam więc do tego wszystkiego zimnej wody z kranu... Nie wiedziałam, że nie powinnam. Nie miałam pojęcia, co się stanie. Słoiki dosłownie eksplodowały. Szkło było wszędzie (w tym na mnie, powbijane też). Pamiętam, że chwilę później do domu wszedł tata. Miał tego dnia wrócić dużo później, ale różne zbiegi okoliczności sprawiły, że wrócił wcześniej. Przeznaczenie? Przypadek? Nie wiem, ale jego szybka i przytomna reakcja prawdopodobnie uratowała mi wzrok. Nie dotykał mi twarzy i mnie też nie pozwolił tego robić. Okręcił mnie ręcznikiem, wsadził do samochodu i popędziliśmy na pogotowie.

Dzisiaj mam już prawie 40 lat. Mieszkam w mieście i nikt tutaj nie wie, co się wtedy wydarzyło. Nikomu nie mówiłam, bo po co? Nie ma sensu. Zresztą nie lubię do tego wracać. Wszystko ze mną w porządku, tylko że jednak nie. Boję się dźwięku gotującej się wody (już nawet nie samego wrzątku, tylko tego dźwięku). Kiedyś miałam nawet problem, żeby zaparzyć sobie kawę czy herbatę, bo od czajnika biło gorąco (czyli może jednak wrzątku też się boję?), no i ten dźwięk, który słychać było jeszcze chwilę temu. Koszmar! Problemem jest nawet (a może szczególnie) gotująca się zupa. Kiedy to słyszę, to ogarnia mnie ogromny niepokój, a czasem panika i na czoło wstępuje mi pot. Lata mijają, a praktycznie nic się nie poprawia.

Nigdy nie byłam u psychologa. Jako dziecko nikt mnie nie zaprowadził, bo w tamtych czasach tego się po prostu nie robiło (a już szczególnie na wsi). Nikomu to nawet do głowy nie przyszło. Jako dorosła też nie poszłam. Nie wiem w sumie czemu, chyba mi głupio powiedzieć, że boję się dźwięku gotującej się wody. To nawet głupio brzmi! Obawiam się zbagatelizowania sprawy i wyśmiania, bo niektórzy mają naprawdę dużo większe i poważniejsze problemy życiowe i jakoś sobie radzą, a ja tak średnio. Wstyd mi.

Niby wiem, że nie powinno się z nikim porównywać, bo każdy inaczej reaguje na trudności, ale ciężko mi jednak tego nie robić.
Sandysss Odpowiedz

Idź nigdy nie jest za późno nie wyśmieją

Fremanik

Bylem kiedys i psychiatra wyśmiał i kazał wyjść z gabinetu

3210 Odpowiedz

I nie, nie boisz się (ty lub ktokolwiek inny) "tylko" dźwięku gotującej się wody, tylko bólu który musiał być okropny - wrzątek i szkło, brrrrr, jak to czytam to mi jest przykro kiedy myślę o tym jak cierpiałaś.
Jest mnóstwo "dziwnych" traum - w cudzysłowie, bo żadna nie jest dziwna - np paniczny strach przed psami nie dlatego że kogoś pogryzły tylko dlatego że nadmiernie przyjacielski jamnik (tak, jamnik!) kogoś z rodziny mojego znajomego rzucał się na niego żeby się przywitać, od zawsze czyli kiedy był bardzo małym dzieckiem, przy okazji przewracając dziecko na podłogę, liżac i niechcący (podobno był naprawdę bardzo przyjazny wobec wszystkich) drapiąc....
Nie ma śmiesznych lęków.

3210 Odpowiedz

Wyznanie chyba jest stare.... Mam nadzieję że autorka jednak poszła na terapię.

RykSilnika Odpowiedz

Nie ma śmiesznych lęków i psycholog nie będzie się śmiał. Pomyśl sobie, że statystycznie człowiek żyje koło 80 lat (tak strzelam). To drugie tyle ile masz teraz. Chcesz przez kolejne 40 lat się stresować?

Dodaj anonimowe wyznanie