Mieszkam sama z ojcem w dość dużym domu na wsi. Ojciec ma mały ogródek i szklarnię z tyłu domu i ostatnio dużo tam siedzi, no bo wiosna i musi wszystko przekopać. Zwykle mówi, że on tylko aż się ściemni, ale potem i tak siedzi jeszcze z godzinę z lampką na czole i zasuwa, więc jak wczoraj wyszedł tylko śmieci wyrzucić, to nie zdziwiłam się, że go długo nie było, bo pewnie zajął się z powrotem ogródkiem. Aż tu nagle słyszę jego krzyk... No i ja panika, biorę kapcie, jednego po drodze zgubiłam, i wybiegam na dwór i drę się po ojca. On wychodzi zza rogu i jak gdyby nigdy nic pyta: „Co tam?”. No i ja pytam, co to za darcie było, bo brzmiał, jakby co najmniej się brama garażowa na niego zwaliła, a on mi mówi, że poszedł do lasu się wysikać i mu lis z krzaków wyleciał, przerażony, bo go mój ojciec obudził.
Tak się śmiałam, że aż mnie brzuch rozbolał :)
Dodaj anonimowe wyznanie
Fajne wyznanie, lekkie i przyjemne. Jakbym czytał "Chwile dla Ciebie".
To chociaż brzmi wiarygodnie, bo coraz częściej bawię się w wyłapywanie błędów logicznych w zmyślonych wyznaniach 😉