Wczoraj wieczorem wracamy z mężem do domu. Nagle widzimy na poboczu kobietę ok. 40 lat idącą przed siebie, a w jej stronę biegnącego szybko psa rasy bokser. Zatrzymaliśmy się, pytamy, czy jej pies. Ona mówi, że nie, ale się nie boi. No nic, stwierdziliśmy, że jedziemy. Ale widząc we wstecznym lusterku, że kobieta zaczyna się od psa oganiać, a ten ją zaczyna atakować, zawróciliśmy.
Kobieta wskoczyła do samochodu na tylne siedzenie, podziękowała. Podrzuciliśmy ją do domu.
Jak się później okazało, ukradła nam szklankę z McDonalda, która leżała na tylnym siedzeniu.
Nie dość, że chcesz być dobrym, pomóc, to jeszcze cię okradają. Nie chodzi o szklankę, tylko o sam fakt. Więcej się już nie zatrzymamy, bo co jeśli następnym razem nam ktoś nóż do gardła przyłoży?
Dodaj anonimowe wyznanie