#aOQTl
Wbrew pozorom, wszystkie te historie są prawdziwe.
Codzienne telefony od członków rodziny z pytaniami o stan prac były właściwie normą. Nie raz zdarzało się, że kilka minut po telefonie przyjeżdżali na miejsce remontu, by na przykład zobaczyć nowe blaty w kuchni albo wyposażenie salonu, które kilka godzin wcześniej zostało dopiero co złożone. Do dziś pamiętam, jak moja ciocia po swoim telefonie, przyjechała chwilę później, i nie była sama, ale tez wzięła ze sobą dzieci i męża, bo chcieli zobaczyć.... okna.
Oczywistym było też, że członkowie mojej rodziny przekazywali dalej dosłownie wszystko, czego się dowiedzieli. Jestem pewien, że jeszcze w ten sam dzień wiedzieli o tym wszystkie osoby, których numery mieli w kontaktach.
Prywatnie wystarczająco się o tym przekonałem, gdy w szkole nie musiałem nawet informować znajomych, że się przeprowadzam, bo oni to już od kogoś wiedzieli. Oczywiste, zasypali mnie licznymi pytaniami w stylu "to kiedy będę mógł zobaczyć twój nowy dom?". Pytały mnie nawet takie osoby, u których o byciu w ich domu mogłem tylko śnić. Bo nigdy mnie tam nie zaprosiły.
Doszło do tego jeszcze coś innego. Liczne odwiedziny. Właściwie mieliśmy je przez dobre kilka miesięcy, co weekend. Raz byli to znajomi moich rodziców, innym razem osoby z dalekiej rodziny, które po raz pierwszy widziałem na oczy. Pamiętam do dziś, jak odwiedziła nas znajoma z podstawówki od mojej mamy, z którą nie miała kontaktu przez jakoś 10 lat, bo ta uznała, że w ramach odnowienia kontaktu zobaczy nasz dom, bo to jest idealna okazja ku temu. Nie było by nic w tym podejrzanego, gdyby znowu nie urwała z moją mamą kontaktu po tych odwiedzinach.
Zdarzało się też, że te odwiedziny miały miejsce bez wcześniejszej zapowiedzi. Niekiedy zdarzało się, że po prostu ktoś pukał do drzwi (głownie znajomi moich rodziców) z zapytaniem, czy mogą odwiedzić nasz dom bo słyszeli że się przeprowadziliśmy. Oczywiście, że mogli wejść.
Najgorsze jednak nie były te telefony odwiedziny i ciekawość dosłownie każdej spotkanej osoby (do tych rzeczy zdążyłem się już przyzwyczaić), ale to, że moi rodzice nie widzieli w tym nic złego. Nie widzieli nic złego w telefonach od ciekawych każdego elementu zabudowy rodziny, nie widzieli też nic złego w odwiedzinach, nawet tych nie zapowiedzianych, nie widzieli tez nic złego w tym, że mój przyjaciel w trakcie swoich odwiedzin zobaczył wnętrze chyba każdej szafy i szafki w domu i wypytał chyba o wszystko, o co tylko mógł. Tylko ja widziałem w tym coś złego.
Może to jest głupie, ale ja naprawdę czuję się ciężko. I chcę jak najszybciej urwać kontakty ze swoją rodziną i znajomymi. Ich ciekawość mnie dosłownie przeraża.
Ten dom to ze złota czy jakiejś platyny??? Gdzie są mieszkają tacy specyficznie ludzie co tłumnie przybywają dom znajomych/rodziny oglądać?. Jeszcze żeby chcieli się wprowadzić czy coś
Może kanadyjka ostatnio dość modna . Tania ale i inna to ludzie zaciekawieni. Lub coś w tym stylu
Musisz mieszkać w jakimś strasznym zaścianku ;')
To samo pomyślałam.
Nie, że obrażam wieś, ale mam przeświadczenie, że właśnie ludzie na wsi są tacy ciekawscy, jak wasi znajomi. Oczywiście w mieście plagą w tym stylu, są starsze sąsiadki których życiowym celem, jest wypytywanie ludzi o wszystko co się da, żeby plotkować z koleżankami. Jak ktoś jest z tym tematem dobrze zaznajomiony, to może mi wyjaśnić, czy to przeświadczenie przekłada się na prawdzie życie?
Pochodzę ze wsi, mieszkam od kilku lat w mieście. Kocham tą anonimowość, którą daje miasto. Ale pewnego razu wynajęłam mieszkanie w bloku, gdzie na parterze mieszkała starsza "miła" Pani. Chciała wiedzieć WSZYSTKO, o sobie nic nie mówiąc. Unikałam jej jak ognia. "Łapała" mnie na klatce. Ignoruję ją, idę do drzwi - a ta idzie za mną. Na wsi również każdy wszystko chciał wiedzieć.
Pochodze ze wsi i na pewno w związku z tym, ze ludzie sie znają są bardziej ciekawi tego, co słychać u sąsiadów bliższych i dalszych. Ale o takich cudach jak pielgrzymki do odnowioneo domu nie słyszałam...
Nie mogłaś jej dosadnie powiedzieć, by się od ciebie odpieprzyla, Rover?
Ja nie pochodzę ze wsi, ale z bardzo małego miasteczka. Mamy na osiedlu ogródki, kiedy z ojcem zaczęliśmy robić tarasik do niewielkiego domku i meble ogrodowe, wszyscy sąsiedzi byli ciekawi, co robimy, po co nam te deski, co się w tym ogródku odwala. Jeden sąsiad wypytywał drugiego, co my tam tworzymy w tym ogródku? Po co tyle desek? Co będziemy budować, dom? Przechodzili obok ogrodu codziennie i zaglądali przez ogrodzenia, wypytywali się nawzajem, bo może ktoś coś wie- co Iksińscy robią i po co? Oczywiście po skończonej pracy większość sąsiadów do nas zachodziło, żeby popatrzeć, ocenić, zobaczyć i przekazać dalej. Tutaj sąsiedzi są ciekawi wszystkiego. Nawet jak goście przyjdą, to wychodzą z mieszkań i patrzą, kto do kogo przyjechał i debatują, kto to- rodzina? Znajomi? Ktoś na chwilę czy na dłużej? A co będą robić, pić kawę, piwo, grila? A później jeszcze wypytują kto to był. Aż wstyd.
@bazienka Nie działało. Jestem w szoku, że są osoby, na które to nie działa. Pozniej po prostu szłam, ignorując ją, a ona lazła za mną pod same drzwi od bloku. Tylko, cholera, dość długa ta klatka była 😂
Jestem s trakcie budowy domu, sąsiedzi jak tylko widzieli ekipę budowlana, gruszkę z betonem czy cokolwiek to zaraz lecieli się przejść dookoła domu 🤣🤣 10 majstrow przy 6 pracownikach. Jak upomnisz to się obraża na amen i nawet prądu nie pożycza, to trzeba przetrwać na wsiach 😁😁
Do nas też się tak schodzili po przeprowadzce, strasznie upierdliwe to było, bo czasem byliśmy wszyscy poza domem, a tu telefon, że ktoś chciał złożyć niezapowiedzianą wizytę i stoi przed bramą, dziwiąc się czemu nikt nie otwiera jak dzwoni domofonem. W końcu rodzice zorganizowali przyjęcie, zapraszając kogo się dało i każdy sobie obejrzał dom przy okazji imprezy.
Brzmi to jak simsy i codzienne odwiedziny randomów
Ostatnia strona anonimowych
https://anonimowe.pl/2538
2541już
Ten dom na Podlasiu czy w Sosnowcu?
A co to za dom? Kupiliśmy z mężem i jakoś nie widzę tłumów, telefony też się nie urywają.
Co to za bzdury? Opowiadanie mało by sens tylko wtedy gdybyście byli osobami na stanowiskach które w razie czego mogą coś załatwić. Albo znanymi z tego że są znani. A tak to co za sensacja że macie dom?
Może autor nie doprecyzował i tak na prawdę to nie dom, a willa z basenem, prywatną sauną, siłownią i salą kinową.
A tak na serio, też ciężko mi to sobie wyobrazić, aby nagle nawet takie osoby, którymi nie mieli od dłuższego czasu kontaktu nagle nachodzili. Rodzinę można zrozumieć, bliskich znajomych, ale prawie obce osoby?
Maja własny dom = musza miec hajs. Przyszli zobaczyli, nic specjalnego, zwykly dom, nic na bogato, poszli, obgadali, kontakt urwali i tyle.