#aFeKW
Otóż mam (a raczej miałem) taką ex-przyjaciółkę. Przyjaźniliśmy się, wiedzieliśmy o sobie dosłownie wszystko, wszystkie nasze problemy, uczucia, nikomu tak nie ufałem, ale przyjaźń się skończyła. Owa dziewczyna miała w zasadzie tylko matkę... zgadliście. Alkoholiczkę. Jej matka potrafiła wyjść na kilka dni, zostawić dom, dziecko, pracę i pogrążyć się w alkoholu błąkając się po mieście. I tak właśnie co dwa tygodnie. Dopóki się przyjaźniłem z dziewczyną jakoś starałem się jej pomóc. Zawsze okazywałem wsparcie, byłem na każde wezwanie.
Jednak okazałem się dupkiem. Po prostu jej problemy przerosły i mnie. Załamałem się psychicznie, nie wiedziałem już co robić, chciałem jakby "odpocząć" od tej przyjaźni, trochę wrzucić na luz.
Pewnego wieczora jej matka znowu poszła w libację, ona chciała żebym do niej przyjechał, bo już sobie nie radzi, psychika jej wysiada (dodam, że dwa lata wcześniej spędziła kilka miesięcy w psychiatryku). Ja to jednak zignorowałem. Musiałem jakoś odreagować. Byłem idiotą. Jednym, wielkim, idiotą, ze względu na to, że wtedy się nie zjawiłem, kiedy ona mnie potrzebowała. Dziś mam ją na sumieniu.
Kiedy jej matka wróciła po dniach libacji do domu, zastała swoją córeczkę zawieszoną pod sufitem za szyję. To wydarzyło się rok temu, ja ciągle ubolewam i nie mogę uwierzyć, że to przeze mnie ona zginęła.
Rozumiem, że czujesz się winny i zastanawiasz się, co by się wydarzyło, gdybyś wtedy pojawił się u przyjaciółki.
Ale największą winę ponosi jej matka. To ona ją porzuciła, nie wspierała jej, powodowała jej problemy z psychiką. Nie każdy człowiek jest w stanie wytrzymać taki natłok problemów.
To nie Twoja wina. Nie chcę brzmieć bezdusznie, ale nikt nie ma "obowiązku" (napisałam w cudzysłowiu, bo nie wiem jak inaczej to określić) przejmować w stu procentach cudzych problemów. Pomoc i wsparcie są super, ale nie wtedy, gdy zaczynają być krzywdzące dla osoby pomagającej. Kiedy problem jest zakorzeniony tak głęboko jak w powyższej historii wsparcie jednej osoby nie wystarczy. Bo wtedy i ta właśnie osoba może się wykończyć.
Przepraszam ale muszę-" w cudzysłowie"
Jak mowisz, że masz coś gdzieś to masz to w dupiu? :)
Dokładnie. Radzę Ci się wybrać do specjalisty. Myślę, że tego potrzebujesz.
Bardzo dobrze Ciebie rozumiem. Wiem, że już zawsze będziesz się o to obwiniał, bez względu na to co mówią inni, będziesz żył z wyrzutami sumienia, nie uwierzysz w to, że to nie Twoja wina.
Trzymaj się ciepło, idź dalej, pamiętając o niej.
Ja przestawiłam się na myślenie, że muszę żyć i dla niej i za nią, jest lepiej :)
W nawiązaniu do Twojego i mojego wyznania, o którym wspomniałeś... to prawda, co piszą inni w komentarzach - winny jest tylko i wyłączne rodzic, a w tym konkretnym przypadku matka. To ona zafundowała piekło córce, wszystko, co najgorsze spotkało ją w domu, nie wyniosła z niego żadnych wartości.
Nie przez Ciebie, jeżeli ktoś jest winny to alkohol, który spożywała jej matka. Zapamiętaj to sobie! Na pewno była Ci wdzięczna za to że jej zawsze pomagałeś, każdego mogło to przerosnąć
Nie alkochol który spożywała matka, tylko matka.
Gdy ktoś do Ciebie strzeli, obwiniasz jego a nie pistolet.
kurcze, widzę że starałeś się, dobry z ciebie chłopak, ale przebywanie z osobą niezrównoważoną emocjonalnie, z problemami psychicznymi jest dołujące na dłuższą metę. A jeszcze do tego ta "mamuśka". Musiałbyś być święty żeby to wszystko udzwignąć. Ważne że częśto jej pomagałeś, starałeś się, ale są też granice poświęcenia. Sam piszesz że załąmałeś się psychicznie, chciałeś od niej i jej problemów odpocząć i nie dziwię ci się. Musiało z nią naprawdę być źle skoro zrobiła jak zrobiła, z takich rzeczy się nie wychodzi przez rozmowy z kolegą chodźby najlepszym, tutaj mógłby (może) pomóc tylko dobry psychiatra. A to co się stało było tylko kwestią czasu.
Biedna dziewczyna :(. Mam nadzieję, że w jakiś sposób odnalazła spokój i jest teraz bardzo kochana. A co do Ciebie: to nie jest Twoja wina, nie przez Ciebie zginęła. Rozumiem, że masz wyrzuty sumienia, ale nikt nie mógł wiedzieć co się wydarzy, a Ciebie też to przerosło. Trzymaj się! Powodzenia, staraj się żyć wiedząc jak kruche jest życie.
To o czym mówisz to traf moralny. Czujesz poczucie winy, przez sytuację, na którą nie miałeś kompletnie wpływu. Nie dziwię się, śmierć to ogromny szok i wstrząs, ale nie obwiniaj siebie za to, bo nie ty jesteś odpowiedzialny. Uważam, że to ty trzymałeś ją przez długi czas przy życiu i gdyby nie poznała ciebie, zabiłaby się o wiele wcześniej. Dałeś jej chociaż nadzieję ;)
Aż mnie coś w sercu szarpnęło : ( Duuuużo współczucia dla Ciebie!
Drogi Autorze,
dziękuję za tę historię, bo właśnie mi uświadomiła, jakie ja miałam szczęście, kiedy to ktoś mnie ratował z prób s. Z jakich powodów, przemilczę.
Co możesz zrobić?
Iść na cmentarz i zapalić świeczkę. I porozmawiać z nią tak od serca, jakby żyła. Że żałujesz, że tęsknisz, że chciałbyś aby żyła. Ona na pewno, wiem to na 100% pragnie Twojego szczęścia. Bo ona żyje. W Twojej pamięci, a teraz i naszej.