#ZH1mX
Profesor wchodzi do sali, my za nim, rozdaje każdemu trzy kartki (jedna kartka z pytaniami, jedna kartka z arkuszem odpowiedzi i jedna kartka z diagramem do kilku zadań). Jako że mało zadań, egzamin miał trwać jedynie 30 minut. Mnie poszło bardzo szybko, w istocie prawie wszystko wiedziałem. Oddaję kartki po niespełna kwadransie, wychodzę. Przed salą dowiaduję się, że jakiś człowiek nic nie wiedział, bo oddał pusty arkusz. Wszyscy się dziwimy, bo przecież to taki prosty egzamin...
No... Tym kimś byłem ja. Dowiedziałem się o tym, widząc uroczą ocenę niedostateczną. Okazało się, że zapomniałem zaznaczyć odpowiedzi na karcie odpowiedzi. Dobijcie mnie.
Gdyby ci się chciało kupę i byś się cieszył że zdążyłeś to byłby materiał na piękne opowiadanie za 100 punktów. A tak to jest mało wiarygodne - na ogół każdy przed oddaniem sprawdza czy czegoś nie pominął i czy się podpisał.
Weź pod uwagę, że teraz matura to bzdura, a na studia rekrutują nawet kretynów (a nawet większość z nich te studia później kończy).
Poziom dzisiejszych studentów...
Do usług, dobijam:
Nie wspominasz o tym, więc mogę się mylić.
Skoro dowiedziałeś się tego przed salą czemu nie podjąłeś próby powrotu do sali prosić wykładowcę, żebyś pod jego nadzorem uzupełnił tą kartę odpowiedzi?
Wykładowcy są różni, ale to też ludzie. Może by się udało: próbować zawsze warto